Orzechy piorące

Orzeszki do tej pory kojarzyły mi się raczej z jedzeniem, no może kokosowe łupiny jako element stroju hawajskiego. Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o orzechach piorących poskładałam się ze śmiechu. Myślałam, że wracamy do epoki kamienia łupanego i za chwilę będziemy prały w strumieniu przy użyciu kamieni. Byłam pewna, że zasada ich działanie polega na mechanicznym uderzaniu o siebie i tkaniny i tym samym usuwaniu zabrudzeń. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się że orzeszki te przy kontakcie z wodą i temperaturą uwalniają substancje piorące. Saponiny to po prostu mydliny, które piorą równie dobrze jak proszki.
Moje dzieci nie są alergikami, ale obydwoje jako noworodki miały wrażliwą skórkę i dlatego kupowałam proszki i płyny zmiękczające przeznaczone dla dzieci. Preparaty drogie i niedopierające a co za tym idzie nie lubiane przez mnie. Stosowałam je z konieczności.
Ostatnio córka zaczęła się drapać po udkach, które po kontakcie z rajtuzami wypranymi w proszku swędziały ją niemiłosiernie. Postanowiłam przetestować orzechy i sprawdzić ich skuteczność.
Kochane, orzechy są świetne. Dobrze piorą i są tanie. Na jedno pranie starcza około sześciu skorupek i można je stosować nawet cztery razy. Pranie jest miękkie nawet bez płyny zmiękczającego. Orzechy mają lekko octowy zapach i dlatego zalecam stosowanie do prania olejków eterycznych by nadać zapach pranym ubraniom.
W przypadku białego prania, warto dodać sodę by wspomóc wybielanie tkanin.
Dziewczyny nie bójcie się ekologii, orzechy są fantastyczne nie tylko do jedzenia, ale o do prania.
Podobno można ich także używać jako płynu do mycia naczyń i do mycia naczyń w zmywarce, ale tego jeszcze nie testowałam. Na razie piorę, oszczędzam i nie truję.
Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *