Narty z dzieckiem to nie bajka.

Nadeszła ta chwila, dziś jest ten dzień, śniegu napadało po pachy i można włąśnie teraz pojechać na narty.

Dziecko psychicznie nastawione, rodzice zwarci i gotowi, kombinezony w Lidlu zakupione i jedziemy.

Dwie godziny jazdy samochodem już nastraja nas odpowiednio 🙂 Teraz będzie tylko ciekawiej.

Wypożyczalnia, no bo któż kupuje na pierwszy raz pełen sprzęt narciarski. Narty, kask, buty, kije, tylko nigdzie nie mam osobnych kolejek dla rodziców z dziećmi. Dziećmi wcześniej ubranymi w ciepłe kombinezony. Dzieci niecierpliwymi, upierdliwymi, nie rzadko już zrezygnowanymi. Dziećmi które oczekują, że jak to przecież już miało być zabawnie.

Sprzęt na nogach jest, choć nie do końca spełnia oczekiwania dziecięcia. Kolor i grafika ma znaczenie. Czas na nauczyciela/nauczycielkę. Mamy do wyboru studentkę, która będzie nad wyraz sympatyczna i pewnie wiele umiejąca albo starego wygę, który nie omieszka zbesztać dziecka w trakcie lekcji. Niestety wyboru dokonuje Pani przy kasie a my liczymy na szczęście.

Misja zakończona sukcesem, już stoi na śniegu już wita się z „Gąską”….START….

Oddalić się na stok i spokojnie poszusować czy warować z kamerą jak cień??? Różnie to bywa….

Poszła…….sunie połączenie pinokia, robocopa i człowieka gumy. Powyginana, spięta ale skupiona. teraz będzie tylko lepiej. Godzina stresu dla rodzica i dziecka i po lekcji. Dobrze wydane pieniądze…..

Kolejne lekcje a potem szkółka. Grupa dzieci, większa zabawa, szczypta techniki i dwie/trzy godzina na świeżym powietrzu.

Szkółka, zawody, zdjęcia, filmy i koniec szkółki. Dziecię za cholerę nie jeździ jeszcze dobrze, radzi sobie z orczykiem i myśli że jest narciarzem pełną gębą. W rzeczywistości stwarza zagrożenie na śniegu.

Kolejny wypad rodzinny na weekend w góry, dziecię czuje się pewne. Bardzo chce wjechać z mamuśką na dużą górę. Już po drodze mamuśka odczywa dyskomfort związany z wysokością i przestrzenią. Na górze okazuje się, że za stromo, cóż począć. Próba kończy się zjazdem gondolą w dół. Ot wycieczka krajoznawcza.

Następne podejście z mężatym, tym razem sukces. Dziecię spięte i wygięte w pługu, częściowo na krechę daje rade. Z drugim razem nawet już skręca… Operacja się udała. Tylko, że mamuśka na dole ze stanem przedzawałowym i mokrymi gaciami przeżywa małe sukcesy i niepowodzenia. Podobno sport jest zdrowy i odprężający!!!

Myślę sobie drodzy rodzice, że najlepiej posłać dziecko ze szkołą same na stok i czekać na efekty, bo wszystko po drodze jest bardzo stresujące, ale takie w rzeczy samej jest rodzicielstwo bez lukru.

No to co w przyszłym roku na narty????

My już zamknęliśmu sezon, ale za rok będziemy to samo przechodzić z synem…..Nie mogę się doczekać.

Najpierw jednak musimy zacząć zbierać dolary do skarbonki, bo sprzęt i kombinezon to nie wszystko, trzeba jeszcze zapłacić za korzystanie z wyciągów a na tym górale zarabiają kokosy:)

Mamuśka

3 thoughts on “Narty z dzieckiem to nie bajka.

  1. Dorota Chen-Wernik

    Kochamy narty! Cała rodzina. Dzieci jeżdżą od 3 roku życia. Najstarsza, osiemnastolatka, w tym sezonie otworzyła własną szkółkę narciarską i świetnie jej idzie. I dzieci i dorośli są mega zadowoleni. Jak dzieci złapią bakcyla narciarskiego, to przechlapane 😉

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *