Ćwierkają wróbelki….

Wczoraj była ekscytacja, akademia i odświętny strój….śląska tradycja i róg obfitości. Nawet nie wiedziałam, że jest to nasz lokalny zwyczaj. Tyta, bo tak na nią mówimy, ma osładzać dziecku pierwszy dzień w nowej szkole. W naszym przypadku nie trzeba było nic osładzać. Dynamitka nie mogła się doczekać pierwszego dnia, przebierała nóżkami i radośnie wędrowała z ciężką tytką do szkoły.

Szkoła z punktu widzenia rodzica sześciolatka to moloch pełen niespodzianek. To matka obserwuje odległość kibelka od sali, to ona martwi się czy młodzież doniesie talerz z gorącą zupą do stolika jadalni. Dziecię widzi kolorowe sale, dywanik i koleżankę z przedszkola. Na pewno nie czuje niepokoju ani strachu tylko wielkie pozytywne emocje……….

Jeszcze niedawno przecierałam jej jabłko i miksowałam zupki a teraz mam takie „dorosłe” dziecię. Dobrze, że mamuśka wciąż młoda i jędrna jak jabłuszko:)

DSC_4011

Dzisiaj pierwszy dzień już po akademii, temperatura spadła o jakieś 20 stopni. To pewnie specjalnie rodzice zamówili taką aurę, żeby nie było szkoda opuszczać placów zabaw. Plecak ciężki jak cholera, ale młoda pognała do sali zostawiając mamuśkę z tyłu. W nosie miała to, że stałam tam i czekałam czy się odwróci. To dopiero będzie przygoda……..

A ja już dziś szukam inspiracji na drugie śniadania dla młodzieży:)

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *