Londyn z dziećmi

Nie wiem czy ktoś czekał na tą relację, ale ja obiecałam sobie że dla potomności opiszę naszą kilkudniową przygodę w Anglii.

Dzieciaki o Londynie słyszały dużo, bo mamuśka kiedyś tam pomieszkiwała….czasem nawet z tatuśkiem:) Małoletnia uczy się w przedszkolu angielskiego i zależało nam na tym żeby wiedziała po kiego grzyba ludzie uczą się języków obcych. Ślubny pracuje w języku angielskim i ja sama biegle władam językiem. Zależy nam żeby dynamity mogły swobodnie porozumiewać się tymże językiem.

Kolejnym motorem do działania była zazdrość:) Młoda męczyła brata, że leciała samolotem a on nie. Wynikiem tego była wielka prośba małego dynamita o lot samolotem. Szukaliśmy, czytaliśmy, myśleliśmy a odpowiedź była pod nosem. Londyn, miejsce gdzie na chwile rzuciło nas życie i miejsce do którego mamy obydwoje sentyment.

Sama nie znoszę latać, boję się i oczami wyobraźni widzę katastrofy. Nie przeszkadzają mi zatykające się uszy ale nie mogę zaglądać przez okno. Musiałam się nieźle spinać, żeby nie pokazać młodzieży że mam stracha. Obydwoje byli poruszeni, relacjonowali lot przez całą drogę a ja marzyłam o dotknięciu lądu. Następnym razem przez wylotem będę musiała się znieczulić:)

samolocik na lotniskuchmury

Do Londynu przylecieliśmy 1 maja, wtedy też całe miasto wyruszało po pracy na długi weekend. Możecie się domyślić, że transfer z lotniska i do samego hotelu trwał wieki….. korek na korku, korkiem poganiał. Mieliśmy więc mnóstwo czasu na opowiadanie i pokazywanie drogi przez szybkę:) Jak to zwykle bywa w podróży musiały być przygody. Mężaty kierując się ekonomią zarezerwował autobusik z lotniska na późniejszą godzinę, licząc na to że zabierze nas autokar z wcześniejszej rezerwacji. Niestety nadzieja nie pomogła i siedzieliśmy godzinę na walizkach:) Wiatr rozwiewał włosy i podnosił stopniowo ciśnienie mamuśki:)

autobusem

W hotelu wylądowaliśmy wieczorem a przed tym napchaliśmy brzusie pyszną włoską pizzą:) Mężaty znalazł hotel w bardzo zadowalającym standardzie. Wyłapał super promocję i wielką wannę. To stłumiło złość mamuśki:)

Pierwszy dzień wycieczki zaplanowaliśmy na muzea, ze względu na przewidywaną kapryśną pogodę. Postawiliśmy na dwa muzea, położone obok siebie zaoszczędzając czas i nogi młodzieży. Wejścia do muzeów w Londynie są bezpłatne. Opłatą objęte są dodatkowe wystawy sezonowe.

muzeum

muzeum ziemiamuzeum szkielet

Muzeum Historii Naturalnej ( Natural History Museum) zaproponowało nam płatną wystawę żywych egzotycznych motyli.

motylk brazowymotyli duzomotyl czarnyjula zdjecia motylom

Małoletnia na początku zarzuciła fochem, bo przy wejściu na wystawę wisiała kartka o zakazie dotykania owadów. Spryciula wyczaiła, że motyle same siadają na ubraniach i trzeba je potem jakość ściągnąć. Tym sposobem potrzymała kilka okazów na dłoni i była uradowana. W samym muzeum dzieciaki zainteresowały się szkieletami dinozaurów i robalami, ale wypchane zwierzęta nie zrobiły na nich wrażenia. Zatrymaliśmy się na chwilę na robalach ale szybko uciekliśmy do następnego Muzeum Techniki ( Science Museum),

muzeum skorpionautatomek lokomotywy

Tam bezprecedensowo brylował młody. Samoloty od środka, lokomotywy, samochody, kosmonauci i kosmos. Małoletnia nie była poruszona, ale była już po macaniu motyli:) Po przejściu przez muzeum a właściwie jego kilku elementów udaliśmy się do sklepu. Miejsce, które przywitało nas już na starcie, czekało na nasze pieniążki wytrwale 🙂 Niestety ciężko jest uniknąć zakupów w podróży, na szczęście nas ograniczał bagaż podręczny.

budka

Po odwiedzeniu muzeów udaliśmy się do miejscowej restauracji na obiadek. Bardzo droga dzielnica, bardzo małe porcje i tłum turystów. Jeżeli będziecie się tam wybierać zabierzcie ze sobą prowiant i poszukajcie czegoś dalej. Na dodatek w knajpie podali nam wodę z kranu, bo mamuśka nie zaznaczyła że chce butelkowaną. Lód w dzbanku uchronił dynamity a mamuśka jeździła na desce klozetowej jeszcze kilka dni:)

Na koniec dnia trzeba było zaspokoić głód zabawy. Dzieciaki chciały się wyżyć a najlepszym dla tego miejscem jest plac zabaw. To do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce nie jest nawet namiastką placu zabaw w Londynie. Dynamity oszalały i wyżyły się maksymalnie. Taka strategia zapewniła rodzicom spokojny wieczór:)

plac zabaw

plac zabaw julaplac zabawDrugi dzień naszych przygód przywitał nas deszczowo, ale my postanowiliśmy złamać zasady i zaprowadzić dynamity z rana do krainy rozpusty, do świata M&M’s. Słodycze przed obiadem???? Oglądać czemu nie:)

pogoda londynska

Kolorowy, czekoladowy, trzypiętrowy zawrót głowy. Maskotki, naklejki, magnesy i tony kolorowych tub z czekoladowymi pchełkami w rożnych kolorach. Mamuśka oszalała razem z dziećmi i mimo ograniczeń w jedzeniu słodyczy wyszła z siatką ponad półkilowej wielkości:)

autobus mmmnmmnm2

Sam sklep mieści się w samym centrum, nieopodal Piccadilly Circus oraz dzielnicy Chinatown. Tam po drodze spotkaliśmy panów w tradycyjnych strojach szkockich, grających na dudach. Po lepszych oględzinach okazało się, że Szkoci są podrabiani i każdy z nich ma pochodzenie indyjskie. Muzycy zbierali datki na Nepal a my mogliśmy zobaczyć dudy z bliska:)

dudziarz

Imprezy pilnowali policjanci w tradycyjnych mundurach i czapkach a nam udało się zrobić z nimi zdjęcie na pamiątkę.

bobby

Zjedliśmy też tradycyjne FISH&CHIPS podawana na gazecie:) Zobaczyliśmy Big Bena i pałac Buckingham.

bigben

Po drodze udało nam się pokarmić wiewiórki w parku a mamuśka zrelaksowała się z synem na trawie:) I tym razem znalazł się czas na rekreacje w parku a nie tylko spacery i zwiedzanie:) Trzeba zachować balans, żeby dzieciaki się nie zmuliły.

wiewiorki w parkurelaksik

Dzień trzeci postanowiliśmy spędzić na wodzie.

prommatka na promie

Pływaliśmy po Tamizie promem i oglądaliśmy zabytki z wody. Pierwszy raz mieliśmy okazję uczestniczyć w takim rejsie.

zabytki

Dzieciakom bardzo się podobało. Znaleźliśmy czas na spotkanie się ze znajomymi i pobieganie po parku.

karmimy wiewiorki Podczas naszego pobytu urodziło się ROYAL BABY a w kolejnych dniach nadano jej imię. Z tej właśnie okazji mieliśmy niewątpliwą przyjemność posłuchać niekończącego się, upierdliwego dzwonienia dzwonów. Dzieci były zaintrygowane a my zdziwieni. Okazało się, że w Wielkiej Brytanii istnieją protokoły odnośnie ważnych okazji i wtedy też walą sobie Brytyjczycy w dzwony na potęgę:) Podróże kształcą.

podroz statkiemtower bridge

Ostatni dzień naszej wycieczki to wielka niespodzianka dla dynamitów i do samego końca nie domyślali się gdzie pojadą i co zobaczą:)

autobus

legoland mapa

O tym napiszę już niebawem…..

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *