Buła…..

Niedziela drugi dzień weekendu, dla naszej rodziny czas obok soboty kiedy jesteśmy razem.  Mamuśka z małżem cały tydzień tak organizują obowiązki i pracę, żeby właśnie w weekend poświecić czas dzieciakom. Wiem, że zapracowani rodzice nie mogą sobie często na to pozwolić, bo chałupa nie wysprząta się sama….. Czasem jednak wystarczy chcieć i choć przez pół dnia być dla nich i tylko dla nich.

Dobijają mnie rodzice, którzy zamiast jeździć na rowerach czy grać w piłę, siedzą z nosem w komórkach. Pół świata mają zasłonięte przez te cholerne pożeracze czasu. Nie widzą zauważanych przez dziecię robali, nie reagują na ich prośby, nie ma ich.

Normalnie mam wrażenie, że niektórzy to są tylko ciałami na tych placach zabaw. Głowa siedzi na fejsie albo w mailach. Cały tydzień mają na to a i tak nie starcza.

Ludzie opamiętajcie się, wszystko jest dla nas ale trzeba mieć trochę rozumu. Po cholerę wam te dzieciaki, po to żeby przechować DNA??? Takie fajne chwile wam uciekają, za rok nie będziecie łapać mrówek i lepić klusek z piachu. Za kilka lat córka wywali was z pokoju i nie opowie o nowej miłostce. Córka znajdzie powierniczkę na fejsie, choć ma mamę obok. Nie szkoda wam tego??? Nie tęsknicie na graniem w gumę i smarowaniem kredą po betonie. Nie chcieliście kiedyś pobawić się w to z waszymi dziećmi????

Pewnie przejaskrawiam temat i przesadzam, ale tak mnie naszło na spacerze. Wybraliśmy się na wybory i połączyliśmy to ze spacerem. Były lody, było słoneczko. Po rynku latały gołębie a dzieciaki szalały wśród nich. Za rogiem w spożywczaku kupiliśmy buły za bagatela złotówkę i zabawy było co nie miara.  Dzieciaki szarpały pieczywko i karmiły siebie i ptaki. Obok naszych dynamitów latały inne urwisy i też cieszyły się chwilą. Cały mój spokój zmąciła mamuśka jednego z chłopców, który przyłączył się do dokarmiania. Matka polazła sobie po kawę, bo jest przecież niedziela i musi odpocząć-NALEŻY JEJ SIĘ!!!! Dziecię wysępiło buły, ale w pewnym momencie buł zaczęło brakować. Dziecię wyrwało więc bułę mojemu dziecięciu młodszemu. Mamuśka długo się nie zastanawiając wyrwała bułę większemu, starszemu młodzianowi i spytała czy może mamusia młodziana nie ma bułeczki. Taka scenka rodzajowa. Wspomniana mamusia z kawką w ręce wyśmiała prośby syna, wyrzucając mu że nie miał dokarmiać ptaków. Dodam tylko, że dziecko od 20 minut bawiło się w najlepsze. Dziecię zgaszone podreptało za matką i ojcem, który wszystko obserwował i nic nie robił.

Buła za rogiem za 30 groszy, dająca kupę zabawy dziecku okazała się za wielkim wysiłkiem dla zmęczonych rodziców. Pierdoła, zabawa i totalna beztroska była nie ważna, bo matce się nie chciało. Witki mi opadają. Wkurzyłam się na tę mamusię z kawą.  Czasem tak niewiele trzeba, żeby dać szczęście choć na chwilę i tak niewiele trzeba by spieprzyć nastrój.

THE END

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *