Nadopiekuńczość czy śruba???

Wstaję rano, wyprawiam dzieciaki do przedszkola, mężaty często gęsto odwozi dziecięta a ja?????

Mamuśka w dresie lub piżamce ogarnia kuchnię po wybuchu granatu.. porządkuje trzy łoża i kompletuje stroje do snu…….

Zaparzam wtedy też dwie kawy, by nie zapomnieć o ślubnym i …….wioooooo do roboty.

Niby nie mam etatu, niby wychowawczy ciągnę, ale urabiam się po pachy.

Lubię kwiaty na stole, zapach pieczonego chleba i smaczny zdrowy obiad.

Wiem, że głodomory mimo iż jedzą wszystko w przedszkolu wrócą głodne i opanują kuchnie w poszukiwaniu strawy…..

Pranie, śmieci, zakupy, kupy, strupy……normalnie do dupy.

Robię i końca nie widać.

Marzę o etatowej robocie w normalnych godzinach, choć wiem że będzie ciężko ogarniać.

Chcę do ludzi, do dorosłych ludzi i chcę mieć usprawiedliwienie na wychodzenie z domu w szczytnym celu:)

Jest jednak co dzień taki cień wątpliwości. Mała myśl, która chodzi mi po głowie. Jest tyciuchny wyrzut sumienia….. że wysyłam dziecię moje młodsze do przedszkola. Nie wyje i prosi, ale nie raz wspomina że chętnie zostałby w domu.

Wiem, że dobrze wypracować schemat wychodzenia z domu, wiem że socjalizuje się z dziećmi…..wiem też że guzik czasem robi w tym przedszkolu i więcej pokazałabym mu ja sama.

Wiem, że nic przy nim nie zrobię bo będzie chciał mi zająć cały czas. Niby jestem bardzo stanowcza i asertywna, ale jak widzę te zielone ślepia…..wymiękam.

Co robić???? Jak znaleźć złoty środek???

Czy jestem jakaś dziwna??

Koleżanki uciekają do pracy i nudzą się z dziećmi w domu a ja…….kocham się z nimi bawić. Mam takie dni, że mam ochotę wyjść przez balkon….ale to mija:)

Podobno nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu….

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *