Mamuśka na detoksie

Idzie wiosna, niebawem trzeba będzie pokazać ciała. Czeka nas okres zrzucania zimowego futra w postaci kryjących to co trzeba wielkich kurtek. Mamuśka wygrzebała książkę i postanowiła wcielić w życie 7-dniowy detoks.

http://m.natemat.pl/df4863de1b53015fe44e0642d3ef96c4,640,0,0,0.jpg

Sytuacja wyglądała tak, że mamuśka po powrocie z weekendu w górach stanęła przy blacie i zaczęła kroić i siekać warzywa i owoce. Pakowałam w pudełka i kręciłam smakowite potrawy. Zamiast odpoczywać i siedzieć na pupsku, siekałam i przygotowywałam mentalnie do detoksu. Kilka dni wcześniej znosiłam do domu naręcza siatek, wypełnione toną warzyw i owoców. Tydzień wcześniej zaatakowałam internetowy sklep eko, by uzupełnić brakujące składniki.

Z kopyta wystartowaliśmy z mężatym wodą z cytrynką a potem zawiesistym smacznym soczkiem owocowo-warzywnym. Potem była sałatka warzywna z sosikiem.

Między posiłkami mieliśmy pić imbirówkę i tak robiliśmy…..a mamuśka tylko jeden dzień. Napój ten to nic innego jak imbir zagotowany w wodzie, doprawiony sokiem z cytryny i odrobiną miodu. Ta mieszanka okazała się miażdżąca dla żołądka mamuśki.

Zawiozłam młodą na basen i leciałam przytulać muszlę klozetową. Tym sposobem oczyściłam się jeszcze kilka razy do wieczora…..Rzuciłam się na kawałek buły, bo myślałam ze umrę z głodu.

Następnego dnia zastąpiłam imbirówkę wodą z sokiem z cytryny i było lepiej. Już mną nie rzucało i czułam się o niebo lepiej.

Zauważyłam, że porcje podane przez autorów książki są przeogromne. Porcja dla dwóch osób w naszym przypadku starczyłaby na trzy.

Generalnie po 3 dniach jesteśmy niby najedzeni, ale patrzymy na jedzenie dzieci z tęsknotą. Boję się iść na zajęcia fitness, żeby nie paść na ryjek:)

Małż narzeka na zmęczenie i wyje do kawy. Bolą go stawy i stwierdził, że woli jeść połowę tego co jadł.

Wniosek z tego taki, trzeba żreć połowę zdrowego jedzonka. Musi to nam smakować i trafiać w nasze gusta kulinarne.

Może komuś to pomogło i służyło, ale takie eksperymenty już nie dla mamuśki.

Pierwszego dnia detoksu czułam się jak głodna ciężarna a w kolejne dni zabiłabym za kaszę:) Nie za czekoladę, bułkę albo piwko tylko za zdrową kaszę!!!!!

Mamuśka

 

 

 

 

 

 

4 thoughts on “Mamuśka na detoksie

  1. Kosmetomama

    Ja też się szykuje może nie do detoksu a do ruszenia dupska, bo obrosłam co nie co w tłuszczyk. Do niedawna miałam wymówkę bo byłam w ciąży ale wymówka urosła i ma już rok więc ja też się zabieram za nową sienie 🙂
    Nigdy nie byłam na detoksie i to chyba też nie dla mnie.

    Reply
    1. mamuśka Post author

      Myślę, że najlepiej poczytać i dobrać coś pod siebie a nie lecieć utartymi schematami opracowanymi przez innych. Każdy ma inne przyzwyczajenia i smaki.

      Reply
  2. www.MartynaG.pl

    Jakkolwiek to nie zabrzmi, może część weźmie mnie za szaleńca ale w tym roku mam zamiar przytyć a nie schudnąć 😛 Bo troszkę tego chudnięcia za dużo 😉

    Reply
    1. mamuśka Post author

      O madonno, oddaj mi swoje ciało. Niektórzy w sytuacjach stresowych nie jedzą….nie ja:( Większość kobitek przy karmieniu schudło bardzo….nie ja:(. Kocham jeść, kocham słodycze a cellulit kocha mnie….

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *