Wisła Cieńków z dziećmi

Wybrała się raz mamuśka na weekend w góry. Miało być nie daleko od domu, żeby nie za długo słuchać ” daleko jeszcze”. To się udało.

Miało być biało, to udało się częściowo. Dzięki armatkom śnieżnym na oślej łączce było w miarę biało. Drugiego dni powoli brodziliśmy już w brei a w dzień wyjazdu padał deszcz:(

Miało być wygodnie. Hotel tuż przy stoku niestety okazał się nie trafionym strzałem. Sam standard hotelu Vestina w Wiśle był dobry. Niestety nie popracowali właściciele nad rurami. Na piętrze trzecim ciśnienie wody prysznicowej dawało wiele do życzenia a i na ciepłą wodę trzeba było poczekać. Normalnie można by było zmęczone dziecięta przed kąpielą posadzić przez telewizorem. Niestety tam nie było to możliwe, mimo pokaźnych plazm na ścianach. Przekaźnik telewizyjny szalał i nie pozwalał na odbiór żadnej telewizji.

Gwoździem programu okazała się wykwintna kuchnia. Wieczorem mamuśka zapragnęła zielonego podjeść i zamówiła sobie sałateczkę z kurczakiem VESTINA. To co ślubny przyniósł do pokoju przerosło moje najgorsze koszmary. Kopiec kreta złożony z białej części kapusty pekińskiej. Pomiędzy tym gubił się jeden, no może dwa pomidorki koktajlowe. Na górze brązowy kopczyk wysmażonych kawałków kurczaka, pokrojonym w kostkę 1 cm. Takiej samej wielkości grzaneczki z buły nasączone maksymalną ilością soli i czosnku. Cała kompozycja zalana była kleksem majonezu i wymyślnymi wstążkami najbardziej chamskiego ketchupu ze stacji benzynowej. Na samą myśl jest mi niedobrze. Normalnie wywaliłabym to do kosza, ale tym razem byłam bardzo głodna. Pognałam więc do kuchni podziękować twórcy za gówno na talerzu. Spytałam czy Pani kucharki czy wie co to sos winegret, na co zrobiła wielkie oczyska. Spytana czy podałaby to swojej rodzinie, nie powiedziała nic. Poradziłam jej, żeby pomyślała nad modyfikacją tego co mi podała i zaniechała polewania potraw ketchupem. Pani zaproponowała mi stek, ale bałam się zatrucia. Na próbę zamiany na lody pomyślałam o salmonelli. Podsumowując moje wypociny. Jeżeli jedziecie właśnie do hotelu VESTINA weźcie ze sobą termos z własną wałówą.

Ostatniego dnia hotel pożegnał nas także niezwykle. Dzieciaki bawiły się w sali zabaw, podczas gdy mężaty znosił walizki do samochodu. Podczas zabawy uciekliśmy do ubikacji a po powrocie zastaliśmy niespodziankę. Okazało się, że tego dnia w hotelu odbywała się konferencja i trzeba było wynieść gdzieś fotele z kawiarni.

Doskonałym miejscem okazała się bawialnia.bawialnia

Poskutkowało to zsunięciem pozostałych sprzętów na środek a dzięki temu młody nadział się na pręt z piłkarzyków. Takie doskonałe pożegnanie z klientem, zamiast naplucia w zupę:)

Pozytywna okazała się grota solna, gdzie młody usypywał zamki z soli a dynamitka wysłuchiwała czytanych bajek.

grota2grota3

Dynamitaka pośmigała z instruktorką na nartach. Nauczyła się jeździć na orczyku a mamuśka dostała doświadczonego trenera na godzinkę i już następnego dnia śmigała sama…..na oślej łączce.

matka na nartach

Chłopaki w tym czasie taplały się w śniegu i dotleniały. Mężaty stwierdził, że nie dla niego takie warunki i odmówił skorzystania ze stoku a młody oznajmił, że jest za mały:)

Taki mieliśmy sportowy wypad z kulinarnymi przygodami w tle.

Mamuśka

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *