Aktywny przedszkolak

Weekend już za nami i tym razem mamuśka z małżem zajechani jak konie po westernie.

W sobotę postanowiliśmy wykorzystać puch spadający z nieba i nie tak dużą odległość gór.

wisla1

Mamuśka kiedyś w ciąży wczesnej próbowała swoich sił na nartach, mężaty podobnie (choć w ciąży nie był). Bardzo nam się ten sport podoba, choć jako dzieci oglądaliśmy go tylko przez szyby kineskopów. Postanowiliśmy dynamitkę zachęcić do tego sportu i poszliśmy na żywioł.

Spakowaliśmy jeno kombinezony i rękawiczki, w portfel wrzuciliśmy kapustę i wio na stok. Wcześniej mamuśka obdzwoniła szkoleniowców i zarezerwował godzinkę sam na sam dla młodej.

Na miejscu mamuśka wlazła do pierwszej wypożyczalni i szkółki i spytała o dziecię swe. Chłop za ladą zablefował i dał instruktora, mimo że potem okazało się że to nie ta szkółka:) Zorientowała się zakręcona mamuśka dopiero po telefonie Pani z właściwej szkółki…..Tak mi się coś wydawało, że mniej zabuliłam, ale myślałam że taka promocja i Pan zachwycony mym urokiem osobistym dał mi upust:)

Młoda przy poprzednich próbach nauki sportów wszelakich, wykazywała dosyć osobliwy stopień wpienienia. Brak cierpliwości cechował ową osobniczkę, która co rusz wydawała dziwne dźwięki. Takie porykiwania i fukania. Dlatego obcy chłop w roli szkoleniowca był doskonałym rozwiązaniem. Dziecię było nad wyraz pokorne i cierpliwe.

Radziła sobie świetnie i pod koniec pierwszej godziny na narciochach wyginała śmiało ciało. Zakręcała i nawet nart na siebie nie stawiała. Mamuśka pękała z dumy, do teraz pęka oglądając filmiki.

Młody w tym czasie testował górki na sankach i dupolocie i tarzał się z obojgiem rodziców w śniegu. Zabawa była przednia.

sniegwisla3wisla2 Tak się styraliśmy, że napadliśmy na restauracje Malinówka z wielkim hukiem. Pożarliśmy wielkie obiady i ….dynamity padły w samochodzie:) Takie dni są boskie.

Na deserek mamuśka skręciła ekspresowe rogate pączki serowe.

wisla5

W niedzielę, żeby nudno nie było młoda pognała z mamuśką na lodową taflę. Jak w krainie lodu rodzicielka pomykała na figurówkach jak za dawnych lat a młodzież szlifowała technikę z figurką pandy pod ręką. Z czasem duch rywalizacji wygrał jednak i dziecię gnało same bez pomocy. Wyczaiła starszą koleżankę, jeżdżącą samodzielnie i zapragnęła jej dorównać. Ma to po matce:)

wislaMożna zajechać nawet dynamity, ale takie weekendy kochamy wszyscy.

Mamuśka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *