Monthly Archives: Styczeń 2015

Czytajcie etykiety rodzice

Pamiętam jak byłam mała. Wszystko było na wagę złota. Po towary stało się w długaśnych kolejkach. Wszyscy mieli takie same meblościanki a kurtki rzucone w dwóch kolorach w górniczych sklepach były boskie. Pamiętam też, że mama opowiadała mi nastolatce, jak to ojciec ze stolicy wiózł zgrzewkę soczków dla córci. Córcia niestety pluła soczkiem na prawo i lewo a starzy załamywali ręce. Widocznie mamuśka już wtedy czuła pismo nosem.

Znacie BOBOFRUT???? Ten właśnie soczek woził mi tatuś a ja nie chciałam go pić. Sprzedaje się w sklepach do dziś. Stoi sobie wśród produktów dla dzieci i zachęca obecnych trzydziestokilkuletnich rodziców do zakupu dla dzieci. Media krzyczą, że należy podawać soki dzieciom, bo zdrowe. Dobrze wiem, że najlepiej jest wycisnąć samemu, ale czasem dobrze kupić gotowy.

Tak mi się ostatnio ciśnienie podniosło, jak przeczytałam skład nektaru ze wspomnianej firmy. Wzięłam nieświadoma do koszyka 4 soczki i pognałam do kasy. Młoda wydoiła jeden po basenowych harcach a mamuśka cieszyła się, że zdrowo dziecię odżywia. Czytam etykiety, ale czasem niestety w biegu zapominam. Zaufałam produktowi, który znałam od dziecka. Uwierzyłam w napisy na opakowaniu.

bobofrytSkoro nadaje się dla niemowląt to musi być dobry i mieć sprawdzony skład.

Niestety zaufałam oszustom i po przeczytaniu etykiety się wściekłam.

bobofrutNosz….. rozumiem, że niemowlętom do żarcia walimy cukier, bo jest niezbędny do rozwoju dziecka.

Po cholerę ten cukier w takim soku?????

Nie mówię, że nikt nie powinien tego kupować, ale niech nie piszą pierdół na opakowaniu.

Myślę, że ten soczek powinien stać obok Coli i innego słodkiego badziewia.

Mamuśka się zagotowała.

no………..

Niby nie EKO ale naturalnie

Nie wiem jak u was, ale w domu mamuśki już dawno się dzieje….Nie kupiłam pola i nie zaganiam własnych kurek by znosiły mi jaja, ale…. robię wszystko by zrezygnować z chemii.

Zaczęło się od piorących orzechów, o których pisałam już dawno temu. Szał na orzeszki minął. Teraz piorę w proszku, który robię sama. Przepis znalazłam na doskonałej stornie ZIELONY ZAGONEK.

PROSZEK DO PRANIA:

140g zmielonego szarego mydła (jeśli masz twardą wodę, pomiń mydło)
125g sody kalcynowana
125g boraksu

Wszystko się miesza, mydełko osobno ściera na tarce i już. Na jedno pranie łyżka stołowa. Fantastyczne rozwiązanie. Żeby nadać praniu zapaszek wystarczy do pralki z praniem dodać kilka kropli olejku eterycznego.

Zamawia więc mamuśka szare mydło i inne dziwne prochy w ilościach hurtowych. Poza tym olejki eteryczne i pierzemy.

Nie mówię, że piorę wyłącznie w tym proszku. Kupuję oczywiście gotowe płyny do prania, ale staram się jak najmniej ich używać i wybieram te delikatne.

Kiedyś wannę czyściłam mleczkiem, dziś wystarczy mi soda oczyszczona wymieszana z odrobiną wody na pastę.

Kibelek czyszczę sprayem antybakteryjnym domowej roboty. Przepis zasłyszany i modyfikowany.

ANTYBAKTERYJNY SPRAY:

4 szklanki wody

2 łyżki boraksu

1/3 szklanki octu

kilkanaście kropli olejku eterycznego ( lawenda, drzewo herbaciane, cytrynowy)

1 łyżka mydła w płynie ( najlepiej EKO, ale nie dajmy się zwariować)

Ciepłą wodę mieszamy z mydłem, boraksem i octem. Po ostygnięciu dodajemy olejek i rozlewamy do butelek ze spryskiwaczem.

Czyszczę tym zarówno blat kuchenny jak i kibelek:)

Do okienek używam ściery z mikrofibry i wody z kranu a do ram i tłustych łapek odbitych na szybkach mam spray.

SPRAY DO SZYB i LUSTER:

1 szklanka octu

1 szklanka wody

kilka kropli olejku eterycznego

Dziś chciałam przeczyścić rury a kreta za cholerę nie użyję, zwłaszcza że ostatnio czytałam kryminał z ługiem w roli głównej…..FUJ

KRET DOMOWEJ ROBOTY

1/2 szklanki sody oczysczonej

1/2  szklanki soli

1/2 szklanki octu

2 litry wrzątku

Prochy wymieszać razem przed użyciem, następnie wsypać je do kibelka czy do odpływu, zalać octem. Jak mikstura się spieni to znaczy, że walczy!!!! Po dwóch godzinkach zalać udrażniane miejsce wrzątkiem i gotowe.

To tylko kilka z pomysłów na domowe porządki bez chemii.

Polecam wam jest tanio, nie śmierdzi a efekt po zastosowaniu jest taki sam jak po drogich perfumowanych badziewiach.

Mamuśka

 

 

O w mordę już weekend

Lubicie to uczucie podekscytowania, bo już piątek weekendu początek???? Większość ludzi kocha ten dzień tygodnia, ale nie matki:)

Piękne wyobrażenia dotyczące dwóch dni odpoczynku legną w gruzach już w sobotę rano. Wolne, nie trzeba wstawać do przedszkola a tu dynamit o 5:40 szepce do uszka, że jest głodny. Po kwadransie tłumaczenia w półśnie, że wszyscy śpią i się przytulają, nic nie daje. Wzmaga się głód dynamita a dodatkowo ton głosu się zmienia. Dziecię zamienia się w głodne zwierze i wierzga kończynami. W akcie desperacji, po schowaniu się rodzica pod kołdrą, dynamit wychodzi poza sypialnie. Ma swój cel i zamierza go zrealizować. Postanawia obudzić starszą siostrę, która najwyraźniej już dorośleje, bo śpi jak suseł. W przedpokoju dynamit odstawia scenę i osiąga sukces. Śniadanie podane!!!!! Rodzic, bądź oboje, wybudzeni. Misja wykonana pomyślnie.

Zanim jednak dynamit dobierze się do miski z kaszą, pomarudzi. Oczywiście miska jest nie taka, jaką wymarzył sobie książę. Łyżka nie ma jedynego akceptowalnego koloru, niebieskiego. Na dodatek kaszka, wysypana już do miski ma babski różowy odcień. Tego już dziecię nie zniesie.

Rodzic w półśnie udaje, że nic go nie wzrusza, ale powoli zaczyna kipieć. Dziecię pałaszuje sycące żarełko a uwaloną buźkę wyciera sprawnie rękawem koszuli. Czyni tak do momentu całkowitego ubabrania rękawa mazią. Po zjedzeniu śniadanka dziecię jest szczęśliwe, rodzic ma podniesione ciśnienie do odpowiedniego poziomu a rodzina wybudzona i……

W MORDĘ….JUŻ WEEKEND….

Ciekawe, którą nogą wstanie druga pociecha???

Scenariusz prawdopodobnie będzie wyglądał tak. Wybudzona będzie dojrzewać na kanapie w kuchni. Zasiądzie do stołu ze śniadaniem, przygotowanym specjalnie przez mamuśkę i ……długo tam posiedzi. W międzyczasie wsmaruje we włosy masełko z kanapki, wymaca pół stołu. Dodatkowo w ramach porannej gimnastyki, naciągnie się kilka razy. Nieumyślnie strąci kubek, pełen herbaty. Na sam koniec oznajmi, że już więcej nie zmieści, gryząc przygotowaną kanapkę 4 razy……….

Jak tu nie kochać weekendu?

Mamuśka

Dzień Babci i Dziadka

Macie jakieś pomysły na Dzień Babci i Dziadka???? U nas dynamity na pewno stworzą pracę na miarę Picassa.

Oprócz tego mamuśka chciała podziękować rodzicom i teściom, za to że dziadkami są:)

W tym roku padło na Chocolissimo.

chocolissimo

Wcześniej kupiłam na tej stronie mężatemu butelkę piwa z prawdziwej belgijskiej czekolady. Zajdał się i chwalił żonę pod niebiosa po takim prezencie.

Każdy kocha czekoladę a taką czekoladę jak podają w Chocolissimo pokochają i ci, którzy czekoladę jedzą od święta.

Pięknie pakowane, bardzo smaczne a do tego oryginalne kształty.

Ja w tym roku wybrałam zestawy czekoladek dla Super Babci i Super Dziadka.

chocolissimo1

W środku znajduje się 6 pięknych, smacznych, belgijskich czekoladek.

Jeżeli jeszcze nie macie pomysłu na prezent polecam.

Dodam tylko, że nikt mi nie płaci za reklamę tej strony:)

Mamuśka

 

Hej kolęda…tralalal

Stało się. Mamuśka przyjęła pierwszy raz kolędę w swoim domku.

Wcześniej nie było potrzeby, chęci a czasem i czas nie sprzyjał. Teraz jak dynamitka ma religię w przedszkolu i przeżywa fascynację tym tematem, mamuśka musiała sprostać wymaganiom córki.

Nabywał dewocjonalia, choć krzyżyk ani obrazek święty nie zawisły na ścianie.

Młoda była podekscytowana i przez godzinę zaglądała w okno i wychodziła przed drzwi w oczekiwaniu na wielką wizytę.

Młody olewał temat i zajął się klockami:)

Zaczęło się wmarszem wysokich ministrantów, z kolędą na ustach i wielką puchą z dłoni. Młody spłoszony schował się pod stół a dynamitka usiadła z wrażenia. Mamuśka nie wiedziała co zrobić i jak się zachować. Trafiło na nowicjuszy.

I co???? Wrzucili mi parę banknocików i monet chłopakom, poczęstowali słodkim pieczonym….wpadł facet w kiecce, wypełnił druk….wypytał o zawody mieszkańców i wiek dzieci…..nakazał chadzanie do kościoła……zostawił obrazki i …..polazł dalej.

Młoda była rozczarowana. Chciało sobie dziecię pogadać, zapytać i nic…..

Weź tu się człeku nawracaj dla dobra dziecka.

Ech……

Hej kolęda, kolęda…..

Mamuśka

Ksiądz

Sytuacja łazienkowa. Dynamity w wannie, wyjątkowo razem by prędzej zapędzić do wyra. Teraz jak młoda rośnie unikam tego, bo sobie palce zaczną wciskać:) z ciekawości oczywizda.

Mamuśka podpytuje syna o plany związane z balem karnawałowym w przedszkolu.

Mamuśka: Za co chcesz się przebrać, bo siora za Dzwoneczka ( o losie!!)

Młody: Za księdza

Mamuśka: ( opad szczęki, opad cycków i opad szczotki do zębów) Skąd synu taki pomysł????

Zaraz mi się żarówka we łbie zaświeciła i pytam: A kto to jest ksiądz???

Młody: taki co strzeże księżniczki:)

Mamuśka: Księciunio??

Młody: No tak!!!!

Z radości cycki podskoczyły mi do góry:)

Mamuśka