Dziki sport

Wiecie, że mamuśka postanowiła przebiec półmaraton w przyszłym roku???? No tak sobie postanowiłam i mam nadzieję, że dotrwam.

Walczę dzielnie niemalże trzy razy w każdym tygodniu. Na początku było krótko i śmiesznie, bo wypluwałam płuca i pociłam się jak kot. Nadal się pocę, ale już nie jest śmiesznie.

Znalazłam sobie nawet kolegę do biegania, sąsiada rosłego co to ma mnie bronić. Jakoś tak bezpieczniej wybrać się na wieczorne biegi bez stresu, że z krzaczorów wyskoczy goły chłop i……

Spotkało się to z oporem ze strony rodziny sąsiada, ale kryzys został zażegnany. No gdzież mamuśka spocona coś by z mężem koleżanki. No żesz ludzie pomyślta….

Biegamy sobie głównie wieczorami. Klimatycznie, ciemnawo, w koło laski ( ale nie strażniczki lasu). Drogę oświetlają nam kierowcy i jest dobrze. Mamuśka ładuje akumulatory. Niestety waga nie spada, ale kondycha rośnie i endorfiny są bombowe.

Każdy sport to radość i emocje, ale dziś było ich za wiele. Pod koniec naszego biegu. temperatura spadła z 15 do 5 stopni, więc było zimnawo. Wiało sobie trochę a to nie pomagało w sporcie. Podobno jak się chce biegać to nie warto szukać wymówek tylko biec i tyle. Niestety dziś tętno nie pozwoliło nam dobiec do domu w spokoju. Prawie na finiszu spotkaliśmy trzy ……dziki……One na nas, my na nie, serce wali co tu robić.

Przeszliśmy spokojnie na drugą stronę ulicy z pełnymi gaciorami. Mamuśka opracowywała plan wspinaczki na drzewo, ewentualnie zaatakowanie zjeżdżalni na placu zabaw:) Powiem szczerze, że ja prawie zrobiłam w gacie. Sąsiad też struchlał.

Co tu dużo mówić, czas na zmianę trasy i biegi przełajowe po osiedlu 🙁

A podobno sport to zdrowie a mamuśka prawie zawału dostała.

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *