Raz na ludowo, raz pod wodą….

I znowu rodzina dynamitów wyjechała za miasto. Tym razem okazja była zacna, bo dziadkowie mamuśki obchodzili aż 60-tą rocznicę ślubu. Nie mogąc znaleźć kartki upamiętniającej ten dzień, mamuśka na kartce z 50-ta rocznicą dodała markerem dyszkę i zrobiła kartkę DIY.

Normalnie było skocznie i radośnie jak na weselu. Żarełko też było i momenty były. Mamuśka udawała, że poznaje twarze sprzed lat a mężaty udawał zajętego, by uniknąć krępujących pytań. Młodzież froterowała parkiety w tańcu podobnym do współczesnego. Młody zdecydowanie wykazuje zboczenia w kierunku break dance a dynamitka pragnie być solistką baletnicą. Generalnie miało już nie być wesel w tym roku a tu prawie kolejne, choć bez welonu się odbyło.

Jako, że mieliśmy się jeno przespać w miejscowości rodzinnej dziadków mamuśki, hotel nie był wybierany z pieczołowitością. To, że był tani nie ważne. To, że mamuśce podobno poprzewracało się w pupsku, nie rzutuje. Wydawało mi się tylko, że jak się jedzie do hotelu, można gdzieś spocząć poza swoją leżanką. Niestety chyba się myliłam. Krzesełka w pokoiku były upstrzone różnymi ciapami a mamuśce cofało się na myśl jakie płyny ustrojowe mogą być tam zebrane.  Przyszło mi do głowy, że może być ciekawie już na początku naszego pobytu.

Pierwszy raz w recepcji hotelu nie było nikogo, nawet po użyciu dzwoneczka. Mężaty musiał dzwonić, by przywołać pracownicę a nas o godzinie 12:00 przywitał syf po śniadaniowy gości. Ech co to był za syf, wprost artystyczny. Na pytanie o zupkę przed 13:00 otrzymaliśmy informację że może koło 15:00, bo mają zorganizowaną grupę:))) Generalnie w pokoju hotelowym, prócz dostawki w postaci łóżka polowego:) były też wykrochmalone na twardziela ręczniki o postrzępionych końcach. Strzelam, że zbieranka z innych miejsc pobytu właścicieli. Wiecie, że czasem na gości czeka w pokoju woda, tutaj była butelczyna półlitrowa z gazem i trzy szklaneczki. Nie wiem czym kierował się autor, wiedząc że będzie nas czworo w pokoju…. Wisienką na torcie okazał się wieczór…..Po wykąpaniu dzieciaków mieliśmy ochotę ochłonąć po szaleństwie dnia i wypić razem herbatkę poza pokojem. Dzieci zostawić mieliśmy na elektronicznej niani. Normalnie jest to możliwe do wykonania, nawet w gospodarstwie agroturystycznym. Niestety okazało się, że recepcja, będąca tez stołówką była zamknięta. Najzwyczajniej w świecie nie było gdzie usiąść:) Pozostało tylko polec wraz z szarańczą koło 20:00. Jakież to było relaksujące i romantyczne……Do dyspozycji mięliśmy łoża jednoosobowe 🙂

Jeżeli macie ochotę na takie wypady weekendowe z chęcią podam namiary na spanko.

Następnego dnia, dzięki zmianie czasu już spakowani spożyliśmy śniadanie i wyruszyliśmy do Wrocławia. Dodam tylko, że po śniadanku doszłam do wniosku, że właścicielką hotelu była pani na recepcji. Wieczorem poszła na zakupy, kupiła jedną wodę, 3 torebki herbaty i coś na śniadanko i otworzyła dla nas hotel:) Podobno jestem wredna i zgryźliwa, ale…..dobrze mi z tym……

Wrocław miasto bliskie mojemu ślubnemu. Nawet mieszkał nieopodal zoo, które stało się obiektem naszej niedzielnej wyprawy. Mamuśka zaplanowała odwiedzenie nowego Afrykariu, ale nie wiedziała że tego dnia właśnie je otwierają. Dobrze, że w naszym domu sprawdza się przysłowie ” kto rano wstaje…”. U bram byliśmy już 10 minut po otwarciu nowego obiektu. Z radością obeszliśmy i w spokoju obejrzeliśmy całe akwarium. Mieliśmy czas przysiąść w środku i pobiesiadować, oglądając rekiny. Była moc, było pięknie a dynamity były pochłonięte do reszty.

rybkirekin

Zaraz po łazikowaniu udaliśmy się na szamanko w pobliskiej knajpce w samym zoo. Jaką radość dawało żucie w towarzystwie lwa i lwicy, wygrzewających się za szybką. Jakież emocje wzbudził w dynamicie lew ryczący pół metra przed nim, prezentujący prawie zawartość swoich trzewi…..

lew

Na rodzicach dużo większe emocje wzbudził widok przeogromnej kolejki, tłoczącej się do wejścia nowo otwartej atrakcji. Ileż współczucia biło od nas, gdy wiedzieliśmy dzikie tłumy bijące do rybek i foczek. Dobrze, że nam udało się to zrobić na luzaka i mieć czas na oglądanie. Dynamity do dziś przeżywają wycieczkę pod wodę. Młoda pływa w wannie z zakupionym żółwikiem a małoletni męczy puzzle z rybami:)

Zapomniałabym dodać, że mamuśka z rodzinką pierwszy raz widziała hipopotamy pod wodą:) Szał

hipki

Have a nice day!

Mamuśka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *