Monthly Archives: Sierpień 2014

Agroturystyka na szóstkę

Miastowa mamuśka postanowiła wraz ze ślubnym, zabrać dzieci na łono natury.

góry

Młody skończył dwa lata i pytany o odgłosy wydawane przez żabę odpowiada „łebek”. Tak mężaty pragnął go nauczyć odgłosów zaszłyszanych w obcych krajach i miał szpanować angielską wymową i wyszedł łebek:) Generalnie młoda nie wiedziała jak się woła na kury, zupełnie jak dziecko z komedii „Kochaj albo rzuć”. Trzeba było temu zaradzić i dlatego miast pojechać gdzieś do hoteliku, wylądowaliśmy w chatce w górach.

domek

Decyzja zapadła, pojechaliśmy wąchać krowy od tyłu. Mamuśka zapakowała kalosze i zatyczki na nos:) ( to drugie oczywiście nie). Podobno księżniczki nie lubią wsi, ale mamuśka jest wyjątkiem. Zarówno ja jak i cała rodzina zakochaliśmy się we wsi w górach.

Mężaty, spec od wynajdywania perełek znalazł chatuchnę niepozorną i wybór okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. A tu widoczek z okna na korytarzu.

widok z okna

Góry, miejscowość Walim, koło Wałbrzycha. Chałupa malowniczo położona wokół pól i łąk, na których pasą się prawdziwe krowy:) Małoletni oszalał jak zobaczył krowę z bliska a jak gospodyni pozwoliła zajrzeć do kurek .

krowa
Ale po kolei.

Gospodarstwo prowadzi małżeństwo na poziomie, bardzo sympatyczni i ciepli ludzie. Czuliśmy się tam jak w domu. Pani gotuje i przygotowuje posiłki, oczywiście nic nie jest obligatoryjne i można pichić samemu w ogólnodostępnej kuchni. W domu jest jadalnia z działającym telewizorem i telewizją satelitarną, to informacja dla kino maniaków. Przy domu można zjeść posiłek pod zadaszeniem, jak jest ciepło. Kilka kroczków od domu są  dwie altanki, na randki i grille, zadaszone. Pełna kulturka. Oddalone od domu na tyle daleko, że nie słychać dzikich harców w domu. Mimo wioski, woda z kranu leci czysta i ciepła a pani gospodarz grzeje tak, żeby starczało dla wszystkich.  Odczucia mamuśki-księżniczki bardzo dobre. W około można podglądać życie na wsi.

kombajn

Powiem tak. Krowy dzieci pooglądały z bliska, po krowich plackach poślizgała się szlachta do woli. Dojenie zaliczone, choć technika doszła i tu:) Gdyby nie dziad na zydelku w polu, dzieciaki nie widziałyby jak się ciągnie mućkę za wymiona 🙂 W gospodarstwie czysto, bo gospodarz robi sery i pewnie wymogi nie pozwalają na ciągnięcie ręcami.

A propos wyrobów własnych. Poza przepysznymi śniadaniami, obiadami i kolacjami, można nabyć szyneczki i boczki naturalnie wędzone oraz przepyszne serki krowie. Państwo Motowilczukowie mają też kurki, które jaja znoszą. Moje dziecię dostało zgodę na zbieranie i oszalało na punkcie wsi:) Sama znalazła, sama wyzbierała i jadła dziś ze smakiem jajeczka ze wsi:)

jaja

Wieś spokojna, ciepła i przyjazna dla mieszczuchów, bez sztuczności i przerysowania. Na łąkach grasują koniki giganty, ale my się nie boimy:)

konik polny

Widziałam gdzieś ostatnio kabaret, w którym to dla turystów łajnem się smarowali i udawali wieśniaków, ale tutaj tego nie doświadczyliśmy. Było gościnnie i przyjemnie. Najlepszą reklamą jest to, że pięciolatka spytała czy kiedyś tam wrócimy. Należy dodać, że na wstępie pytała, czy będzie na weekendowym wypadzie bawialnia:)

Gorąco polecam Słoneczną Dolinę w Walimu:)

Na koniec naszej wycieczki zahaczyliśmy od festiwal zupy w Jedlinie Zdroju. Odwiedziliśmy miejsce dla dzieci i prócz skoków na trampolinach i dmuchanych zamkach, obejrzeliśmy Czerwonego Kapturka. Było śmiesznie i ciekawie, tylko czemu mamuśkę prześladują przedstawienia z chłopami w perukach lub lalkami z cyckami do ziemi, no czemu????

chłop

Mamuśka

 

Kucharzenie na poważnie z Kulinarium

W naszym domu gotowanie to najlepsza zabawa. Mamuśka uwielbia stać przy garach i czarować w miskach różne cuda. Pasją swoją staram się zarażać dynamity. Pieczemy, mieszamy, tniemy i oblizujemy….przede wszystkim zaś, syfimy:) Mamuśka czyścioch już się przyzwyczaiła, że po każdej imprezie w kuchni ma sprzątania na pół godziny minimum, ale warto bo dynamity paćkają się z ogromną radością.

Niestety wszystko co robimy często z czasem nie jest już hitem i powszednieje. Dlatego mamuśka wywęszyła ciekawe miejsce dla młodej kucharki. Wstępnie młoda miała się wyzywać kulinarnie na półkoloniach, ale koniec końcem zaliczyła porządny warsztat z piknikiem. Działo się.

Kulinarium, bo o nim mowa, mieści się w Gliwicach tuż koło rynku. Jest to miejsce, w którym kolejny zapaleniec kulinarny organizuje warsztaty dla dzieci i dorosłych. Można tam poćwiczyć lepienie pierogów i pieczenie chleba. Pan Krzysztof organizuje także wieczory panieńskie i imprezy urodzinowe. Zresztą nie jest to post reklamowy i możecie sami poczytać co się tam dzieje. A dzieje się dużo i intensywnie. Zajrzyjcie, może znajdziecie coś dla siebie https://www.facebook.com/Kulinarium.Gliwice

DSC02311

Małoletnia wraz z innymi dzieciakami paprała się robiąc danie główne i deserek, który mogła skonsumować razem z mamuśką i młodym dynamitem tego samego dnia na pikniku. Nic tak nie cieszy kucharza, jak zachwyt nad jego daniem. Muszę przyznać, że jedzonko wyglądało i smakowało bardzo profesjonalnie. Najważniejsze jest jednak to, że kuchara zmieniła kuchnie na chwilę i poznała innych małych kucharzy. Poza tym mamuśka nie musiała po tym nic sprzątać:) DSC02316DSC02320

Dziecię na piknik przyjechało wyżyte twórczo. Zadowolona i najedzona wyszalała się w sianie i na kucykach. Cóż więcej mówić. Same plusy.

DSC02371

Na pewno nie był to nasz ostatni warsztat. Teraz małoletni czeka na czas zabawy w gotowanie na poważnie.

DSC02386

Mamuśka

 

Księżniczka

Wbrew podejrzeniom, nie będzie to wpis o mojej córci. Mamuśka/ Księżniczka, tak nazywa mnie ślubny. Niby taka wydelikacona i wrażliwa na smród i brud:)

Wczoraj księżniczka wybrała się komunikacją miejską na miasto. Nie zdarza się to zbyt często, ale jak już wejdę do autobusu zawsze ktoś w nim śmierdzi!!!! Śmierdzi brudem!!! No żesz cholera MYJCIE SIĘ POLACY, BO NOS WYKRZYWIA!!!!

Księżniczce to przeszkadza a komunikacją miejską jeździć czasem polubi, dla rozrywki.

To tak krótko i lecę……..

Mamuśka

 

Artystka

To nie jest wpis dla ludzi o głębokiej wierze.

To nie jest wpis dla ludzi o słabych nerwach.

To bez wątpienia nie jest wpis dla ludzi bez poczucia humoru:)

Moja córka nie odznacza się bynajmniej talentem plastycznym. Kolorować dziecię nie lubiło od zawsze, z ciastoliny lepi bliżej nie określone bryły a na tablicy packa kredą jak wytrawny artysta malarz. Podobnie jest z malowaniem farbami. Ot prawdziwa artystka.

Ostatnio przy zabawie naszymi ulubionym klockami LEGO DUPLO młoda wpadła w szał twórczy.

Najpierw był puchar, którego mamuśce nie udało się uwiecznić, bo młodszy brat szkodnik zepsuł dzieło mistrza. Potem był krzyżyk, określony przez dynamitkę, jako takie coś co się wiesza na łańcuszku i można to znaleźć w kościele. Na koniec swojej zabawy w rzeźbienie w LEGO córka pokazała mi to:

jezusKto zgadnie co to????

No właśnie to jest Jezus……….. Tak pięciolatka widzi Jezusa na krzyżu. Mamuśka nie skomentowała, artysty nie należy krytykować.

Mamuśka

Zabójcze teksty

Moje chomiki/dynamity co dzień mnie zaskakują tekstami. Czasem miska mi się śmieje a czasem opadają mi witki. Wczoraj jadąc z młodym samochodem taki dialog sobie prowadziliśmy:

Młody: mamo ziobacz pogotowie

mamuśka: pięknie synuś to powiedziałeś, brawo!

młody: mamo będziemy jechać tą drogą??

mamuśka: tak, przejedziemy pod mostem. Zobacz tam jest most

młody: brawo, pięknie mamo powiedziałaś most……. padłam ze śmiechu.

Dziś na przykład usłyszałam od małoletniego, żebym tyle nie piła bo się posiusiam. Masz babo co chciałaś, sama tak mówię do niego jak się przyssie do butelki wody.

Małoletnia ostatnio wyjątkowo, z okazji wakacji dostała zgodę na pomalowanie paznokci. Mamuśka zastrzegła, że jeżeli zobaczy obgryziony lakier, albo rzepę za pazurami, będzie zmazywanko koloru. Dziecię po powrocie z placu zabaw i lustracji łapek rzecze: „wiesz chyba trzeba zmazać te brudne pazury, ale poczekaj do wieczora. Jak będę oglądać bajki to się zawieszę” :))))

Takie mam udane dialogi, ale czego się spodziewać jak mężaty atakuje nas też nie lada tekstami. Dobrze, że znamy się jak łyse konie i mamuśka jest w stanie wytłumaczyć nieobeznanym o co chodzi. Ostatnio dowiedziałam się, że musiał zostać dłużej w pracy bo miał i tu cytuję dosłownie „reset z ostrego szat dałna”. Nic dodać nic ująć:) „Trzeba mieć łeb na głowie”, żeby takimi tekstami sypać i ślubny mój ukochany na pewno go ma!!

Mamuśka

Chomiki

Do tej pory moje dziecięta zwałam dynamitami. Bo jak tylko otworzyły oczęta swe piękne rankiem, koło 5:00 w porywach 6:00 szalały. Dziś znalazłam dla nich nowe słodkie ksywki: CHOMICZKI.

Kojarzycie takie karuzele dla gryzoni??? Takie co to się stawia w klatach, żeby się zwierzątko wylatało. Podobnie działają bieżnie w domach i na siłowniach. Po co biegać w pięknych okolicznościach przyrody, jak można na maszynie w domu, przed telewizorkiem.

Dziś młoda miała dzień zaplanowany na warsztatach kulinarnych a potem pikniku, połączonym z jazdą na kucykach. Piątek na wypasie, dlatego codzienny spacer trwający dwie godzinki skurczył nam się o połowę. Mamuśka od razu zakomunikowała dynamitom jak wygląda plan dnia, żeby bunt był mniejszy niż przy niewiedzy.

Plac zabaw, co dzień tan sam zaliczony został także. Niestety ostatnio chadzamy na jeden, który posiada szereg rurek do wieszania i ćwiczenia fikołków. Małoletni nie pozostaje w tyle i wiesza się na czym popadnie. Dziś przewieszał się na drabinkach jak Tarzan.

Do rzeczy….dziecięta chyba czuły, że muszą się wylatać. Młoda ćwiczyła zwisy i fikołki a synuś??? Synuś gnał co sił, pchając karuzelę i słowo daję wyglądał jak chomik :))

Ledwo lazł na nogach do domu a jak doszedł to padł bez zupki…….. Takie mam samonapędzające się dzieciaki.

Ja sama czasem tak pędzę wszędzie i ogarniam wszystko w domu, że czuję się jak chomik na karuzeli. Dziś zamiast siedzieć, kręciłam powidła śliwkowe i kompoty:)

Młoda zmontowała pizze i inne smakołyki na warsztatach gotowania, ale o tym innym razem jak dotrą zdjęcia.

Dobranoc……. chomiki ……

Mamuśka

 

Zwarcie na łączach

Macie tak czasem,  że to co was cieszy i bawi jednego dnia działa odwrotnie. Mnie dziś wszystko w….a.

Dzieciaki, które przynoszą tyle radości jak się na nie patrzy dziś działają na mnie uczulająco i ślubny też nie nadaje na tej samej fali.

Dziś na placu zabaw dostałam ataku i skichałam się ze cztery razy. Młoda zapytała czy jestem chora a ja odpowiedziałam, że mam chyba uczulenie. Teraz już wiem, że to uczulenie na rutynę.

Nawet układanie puzzli z córą mnie dziś nie uspakaja…….

Dziś mam ochotę wyjść z domu w środku dnia i wrócić po północy. Niestety pozostaje mi tylko marzyć i sarkać, bo mężaty do 18:00 w pracy a babcia się nie zaoferowała.

Zagryzam zęby, naklejam uśmiech na twarz. Jak to mówią ” czopek w d..e i zapindalać”.

GRYZĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ

Byle do wieczora

Mamuśka

Jabłka….everywhere …. #jedzjabłka

Popularny ostatnio temat polskich jabłuszek i u nas w domu na tapecie. Dynamity kochają owoce ponad wszystko a jabłuszkiem też nie pogardzą. Nasze rodzime o tej porze roku są na prawdę nie do pobicia. Młody pałaszuje z pestkami, choć wie że niekoniecznie powinien.

jablka 2

zBLOGowani.pl

Małoletnia też ćwiczy zęby na chrupiących okazach.

jablka 1Dziś wyskakiwaliśmy z placu zabaw, żeby uzupełnić zapasy w torebce mamuśki.

Teraz jemy surowe a już za chwilę będziemy suszyć i robić zapasy do słoików. Zanim jednak je przetworzymy musimy przekazać jeszcze jedną wiadomość sprawcy całego zamieszania.

jablka 6jablka 5jablka 4jablkajablka 3

Tak na marginesie:) Ten post bierze udział w akcji Blogerzy jedzą jabłka. Możecie na niego zagłosować.

zBLOGowani.pl

Mamuśka

Zalani……styrani….

Weekendy w naszym domu są zawsze ciekawe, ale ten na pewno na długo zapadnie w naszej pamięci:)

Sobota gościnnie u nas, bo nie zapominamy o przyjaciołach i znajomych. Ludzi trzeba czasem nakarmić:) Niedziela wyjazdowo, bo sobota pół dnia zasiedziana w domu to dziecięcia muszą być wylatane.

Ostatnia niedziela dla mamuśki zaczęła się przed 6 rano i dlatego z przytupem zaczęliśmy dzień. Już po 8:00 siedzieliśmy w samochodzie. Komu w drogę, temu o świcie do auta. Wybraliśmy Leśny Park Niespodzianek w Ustroniu. Z uwagi na kukiełkowe, śpiewające ptasie wesele, park  został mianowany jako ” Ptaszki LA LA”. Było to kiedy młoda miała półtora roku i tak zostało do dziś. Co rok odwiedzany to miejsce  i co roku znajdujemy inne atrakcje.

ptaszki lalakarmionko

Tym razem dynamitka została przypięta uprzeżami przez pana nadużywającego odżywek dla sportowców. Latała nad trampoliną a gęba jej się śmiała bez ustanku.

skoki juli

Młody chichrał się karmiąc sarenki i uciekał przez dzikami:)

tomek oglada świnki

Potem pierwszy raz mieliśmy możliwość zasiąść z młodą na widowni, podczas pokazu ptaków drapieżnych. Orły ogromne jak samoloty latały nam nad głowami a młoda wyła ze szczęścia unikając nadlatujących drapieżników.

ptaki w ustroniu

Małoletni prysnął znudzony z mężatym oglądać sowy, ale też był w skowronkach.

Zaraz po wizycie w parku udaliśmy się na porcję glutaminianu sodu w postaci zupki w pobliskiej knajpie. Młody stanowczo odmówił a małoletnia wchłonęła rosołek o żółtej barwie….bleeee. Co nas nie zabije…..to nam podadzą pewnie w przedszkolu:). Po konsumpcji dziatwa padła w samochodzie a mamuśka z mężatym dowieźli rodzinę na basenik. Jako, że niebo zasnuły chmury burzowe wybraliśmy aqua park pod daszkiem.

Szał był ogromny, ślizgawki, fale i prądy wodne opanowane. Mamuśka styrana,  męzaty styrany, dynamity zajechane jak konie po westernie:) Taki mieliśmy cel!!!

Wróciliśmy do domu a tu niespodzianka. Komitet powitalny w postaci sąsiadów z parteru, których rzekomo zalaliśmy. Pierwsze co mi przyszło do głowy, że może coś pod wanną mi walnęło, bo śmignął mi niedawno rybik….Niestety jak tylko weszliśmy do mieszkania nie było się z czego śmiać. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Woda w łazience i kuchni stała na podłodze a w samej łazience chodnik dryfował jak ponton. Z sufitów kapało jak z rynny a głodzie odlepiały się ze ścian. Z samych sufitów też zwisały kawałki gipsu t
u i tam a nam opadły szczęki. Okazało się ze sąsiad z pionu z piętra czwartego tak poszalał z szalejącą rurką ze zlewu, że zalał cały pion. My mieszkamy na piętrz drugim i mieliśmy dramat a sąsiad nad nami zastał jezioro prawie po kostki.

Straty szacujemy do dziś. Podłóg nie da się umyć, bo panele żyją swoim życiem. Stół kuchenny ma strukturę falistą. Drzwi do kuchni trzeba nieźle d…ć żeby się zamknęły. Mężaty zeskrobał odpadające gładzie ze ścian i sufitów, co nadało cudnego wyrazu naszym wnętrzom. W łazience też mam szafkę wbudowaną w ścianę, ale nie mogę jej ani otworzyć ani zamknąć, co daje cudowny komfort korzystania z toalety poniżej:). Część mebli zabudowanych w kuchni puchnie a my mamy już dosyć.

Na domiar złego chciałam nadmienić, że nie dalej niż dwa tygodnie temu mężaty odświeżał całe mieszkanie. lalalalalal ześwirujemy laalalallala. Ubezpieczyciel nie może dojechać a my wąchamy mokre gładzie. Ech klimatycznie.

Czy taką niedzielę da się zapomnieć????

Zalani, ale nie w trupa tylko przez rureczkę sąsiada……..

Mamuśka