Monthly Archives: Lipiec 2014

Miejskie kąpielisko…

Stało się!!!

Całe wakacje odkładałam ile mogłam, ale dalej się dało. Dynamitka męczyła, jęczała i prosiła. Poza tym wymyślanie co dzień nowych wymówek znudziło się mamuśce. Dziecię najzwyczajniej w świecie pragnęło wymoczyć zadek w wodzie i bynajmniej nie chodziło jej o wodę w wannie. Dzieci pragnęły uczestniczyć w zbiorowej kąpieli nieopodal domu.

Mamuśka miała obawy, bo sama z dwójką szaleńców …..Dziadek przy próbie namówienia na wspólny wypad wymiękł, tłumacząc się bólem w biodrze:) Babcia udała, że nie słyszy. Pozostało tylko zakasać rękawy, spakować się i w drogę. Na szczęście w tygodniu po godzinie 15:00 kąpielisko nie jest już tak oblegane jak w weekend. Wyszliśmy nawet sprawnie spakowani z jedną torbą plażową i reklamówką. Widać mamuśka nabiera wprawy w pakowaniu.

Początek był na luzie. Lodzik naszpikowany syropem glukozowo-fruktozowym, by naładować akumulatory szarańczy. Obranie basenu na strat należało do mamuśki, przy 3 dostępnych dla dziatwy nie było łatwo. Udało mi się odwrócić ich uwagę od kolorowych zjeżdżalni tylko na chwilę.

kapielisko

Jak tylko oczęta ujrzały wielką ślizgawkę w kształcie rybki, nie dały się namówić na zostanie w basenie bez większych atrakcji. Niestety obok ryby dla dzieci w wieku 5+, był brodzik z pierdołami w kolorach tęczy dla nieletniego. Matka rzuciła bagaż wylazła z ciuchów i pognała z młodym krzyczącym : ” I tak nie złapiesz mnie….”. Młody uważał, że to niezwykle zabawne uciekać rodzicielce, podczas gdy ta próbuje nadążyć i szuka wzrokiem drugie dziecię. Starsza dynamitka dosiadła ślizgawkę i nie schodziła z niej póki nie straciła sił a trwało to prawie dwie godziny.

tomek na kapielisku

Młody haratał kolana o beton na basenie i jak prawdziwy twardziel eksplorował zakamarki brodzika. Nie straszne mu takie przygody. Matka z kropelkami potu na czole czekała na koniec imprezy…….Udało się, nikt się nie nachlał wody z basenu i nikt sobie nic nie złamał. Poza otarciami w ilości bliżej nie określonej, dziecięta dowieziono do domu całe. Styrane jak po dożynkach, ziewające jak smoki, zadowolone dotarły do domu.

Mamuśka wybiegana jak po lepszym fitnessie, miała nie moczyć spodenek z powodu niedyspozycji ….. Skończyło się na cieknących, naciągniętych do kolan szortach:)

Taki sobie wypadzik nad wodę mamuśka zafundowała

Grunt, że dziecięta zadowolone i styrane. Należy mi się porządny napitek.

Mamuśka

Ogłoszenie Parafialne

II edycja DZIECKO NA WARSZTAT

Jak się mamy zjechały na spotkanie DZIECKA NA WARSZTAT, to uradziły wspólnie, jak ma wyglądać II edycja tego projektu. Pewnie już jesteście bardzo niecierpliwi i chcielibyście wiedzić, co? No dobra, powiem Wam!

 

II edycja DnW – ogólne założenia

II edycja DZIECKA NA WARSZTAT będzie bardzo podobna w założeniach do pierwszej: robimy warsztaty dla (przede wszystkim) naszych dzieci. Chodzi o to, żeby jak najbardziej była to nauka przez zabawę, a nie „wkuwanie”.

II edycja DZIECKA NA WARSZTAT znów będzie trwała 10 miesięcy – od września 2014 do czerwca 2015. Pierwszy warsztat – będzie otwierający – to znaczy nie będzie obowiązku jego zrobienia. Ale fajnie będzie się z innymi warsztatami układał w logiczną całość.

No dobra – nie trzymam Was już dalej w niepewności – pewnie jesteście ciekawi tematów II edycji DZIECKA NA WARSZTAT. Przede wszystkim – DZIECKO NA WARSZTAT rusza w świat! Przez 10 miesięcy będzie podróżować po całym świecie. Warsztat będzie realizowany w dwóch wymiarach – geograficznym oraz tematycznym. To znaczy, że w każdym miesiącu oprócz dowiadywania się o różnych miejscach, będzie też temat przewodni.

II edycjaTak wyglądała II edycja Dziecka na Warsztat po rozmowach z mamami, które uczestniczyły w pierwszej edycji

To, że będzie temat przewodni, nie oznacza, że ma to być jedyny temat, na którym się skupicie. Ale ten – jest obowiązkowy dla wszystkich biorących udział w projekcie. Oczywiście, jeśli chcecie możecie też dla swojego cyklu warsztatów dodać Wasz „znak specjalny” – tak, jak zrobiliśmy to my w przypadku projektu W 7 bajek dookoła świata (my wybraliśmy sobie, że każdy warsztat będzie koronowany przygotowaniem jakiegoś deseru z omawianego zakątka świata).

II edycja – harmonogram, tematy, miejsca

A harmonogram podróży DZIECKA NA WARSZTAT wygląda następująco:

29 września – warsztat dotyczący najbliższego otoczenia – Waszego środowiska lokalnego (i tu – lokalność rozumiana jest dowolnie! – może być region, może być miasto, może być kraina historyczna albo na przykład bardzo ciekawa ulica, na której mieszkacie). Temat przewodni: legenda/opowieść/historyjka/bajka
27 października
– warsztat dotyczący Polski – wszak zanim wyjedzie się poza granice, należy dobrze poznać swój kraj. Temat przewodni: znana/wybitna osoba
24 listopada – Dziecko na Warsztat w Afryce. Temat przewodni: rękodzieło/sztuka ludowa. Oczywiście temat przewodni powinien dotyczyć Afryki.
22 grudnia – Podróż do Ameryki Południowej. A że okres okołoświąteczny to tematem przewodnim będą święta/tradycje/zwyczaje związane z Ameryką Południową.
26 stycznia – Pora na Amerykę Północną. Temat przewodni: muzyka/piosenka
23 lutego – Będzie zimno, bo Dziecko na Warsztat rusza na podbój Antarktydy. Temat przewodni: świat przyrody (i fauna i flora :)).
30 marca – W marcu będziemy w Australii. Temat przewodni to sztuka
27 kwietnia – Odwiedzimy świat orientu czyli Azję. Tematem przewodnim będzie język
25 maja – Wracamy do Europy. Temat przewodni: kulinaria
22 czerwca – jeśli lubicie podróże – to ten warsztat zdecydowanie dla Was :) – możecie wybrać swój ulubiony kraj i wziąć go na warsztat :). Temat przewodni: zabytki

I jeszcze parę słów wyjaśnienia: macie absolutną dowolność w tworzeniu warsztatu, poza tym, co wyżej narzucone. Jeśli tematem jest kontynent – możecie skupić się na jednym państwie, lub pobawić się kilkoma, albo też całym kontynentem. Poza tematem przewodnim oczywiście możecie też

I teraz pewnie to, na co wszyscy czekają. Na razie zapisów nie będzie. ZAPISY PRZEWIDUJĘ NA SIERPIEŃ. Będzie osobna informacja – pewnie i u mnie i u innych mam :)

No i co o tym sądzicie? Jak się Wam podoba II edycja DZIECKA NA WARSZTAT? Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.

Raz matka szła na spacerek….

Spacer, codzienność każdej mamuśki. Czasem tylko w kierunku placu zabaw a czasem z przerwami na zakupy.

Nie wiem jak wy, ale u mnie codzienne spacery z dynamitami to niezła zaprawa wojskowa.

Na wyprawę trzeba przygotować tony owoców i napitku dla szarańczy, bo ciało domaga się strawy na powietrzu. Poza tym w torbie zawsze znajduje się Octenisept i plasterki, na wypadek nieszczęść i często wyłaniających się spod nóżek przeszkód. Są jeszcze chusteczki i zmianka dla dwulatka, który z pasją obsikuje drzewa i krzaki, ale nie zawsze uda się to zrobić na czas na roślinkę. Czasem są to zameczki spodni a najczęściej ręce mamuśki:) Uryna działa dezynfekującą i tej wersji matka się trzyma.

Sama wyprawa z dynamitami jest ciekawa. Jak jedno chce na rower, drugie za cholerę nie weźmie hulajnogi i na odwrót. Jak jedno chce na mały zacieniony plac zabaw, drugie chce na wielki, słoneczny i paskudnie niebezpieczny plac. Taki książkowy ambaras.

Droga na sam plac jest niezwykle ciekawa. Młody pół godziny obserwuje życie mrówek i robali a dynamitka z pasją rozdeptuje ohydne dla niej robale. Na nic piosenki o mrówkach i tłumaczenie, ze zwierzątka to czują….. Koniki polne wypuszcza, ale muchy, mrówki i pająki gładzi z pasją psychopatki. Ot sadystka mała.

Plac zabaw z dwójeczką to sama przyjemność. Nie mogę się napatrzeć na mamuśki wysypujące zabawki z piaskownicy, siadające na jej skraju i obserwujące dziecię przez kolejną godzinę. Dziecię takie w skupieniu tworzy w piachu i nie śmie o coś poprosić ani wydać z siebie choćby jęku. Huśtanie godzinami to też zatrważająca praktyka znudzonych niań. Biedny szkrab zawieszony siedzi na huśtawce i wegetuje tak przez cały czas spędzony na placu. Takie szalone praktyki uprawia się z dziećmi na placu zabaw. Wydaje mi się, że ważne żeby się opiekun za bardzo nie spocił a dziecko odpowiednio dotlenione.

Moja szarańcza wpada na plac i kmini, co by tu wymodzić. Wczoraj młoda wpadła na znakomity pomysł ćwiczenia jeszcze nie opanowanych fikołków na rurce, ale……na samej gorze zjeżdżalni. Ot kreatywna sztuka.

Młody, biorąc sobie za wzór siostrę, wspina się na najwyższa drabinki i próbuje opanować sztukę wskakiwania na kręcącą się karuzelę.

Matka na wpół rozebrana, łapie oddech i po raz kolejny dostaje mikrozawału na widok szalejących dynamitów. Najwyższe huśtawki, drzewa i płoty to dopiero zabawa.

Po dwóch godzinach zabawy na placyku mamuśce pot cieknie strużką po plecach, ale ciesze się że moje dzieci czerpią z zabawy wszystko co się da:)

Nie może być inaczej skoro rodzicielka zwisała i opanowywała okoliczne drzewa i płoty.

Z jęzorem na brodzie, kroplą potu niejedną mamuśki do boju!!!!

Słoneczka życzę

Mamuśka

 

Skoczna niedziela oblatywaczy

Ech jak ja uwielbiam takie wykańczające weekendowe dni, kiedy wieczorem siadam z uśmiechem na ustach a pot cieknie mi po plecach:) Na śląsku naszym piknym żar niezmiennie leje się z nieba. A ktoś niedawno prognozował że skoro zima była nijaka to lata też nie będzie.  Niechże ten prognostyk jeszcze postudiuje….

Rankiem przed dziewiątą rano popędziliśmy radośnie na rowery. To znaczy latorośle na rowery a rodzice….biegusiem. Tak się pociliśmy rodzinnie a potem dla wytchnienia w poskokach pognaliśmy na łąkę. Dodam, że to łąka którą mijamy codziennie i nic w niej niezwykłego….tylko pozornie. rowerkiem

 

Zabawiliśmy się w poszukiwaczy koników polnych a zabawy przy tym było co nie miara. Młoda skakała z radości, mamuśka śmiała się gilana przez owady a młody z zaciekawienia otwierał buzię:)

konikkonik 2Oczywiście owady natychmiast po oględzinach lądowały znowu na łące a my łapaliśmy koniki niemalże w nieskończoność.

Popołudnie postanowiliśmy spędzić w klimatyzowanym miejscu a kino okazało się doskonałym rozwiązaniem. Wybraliśmy się na Samoloty 2. Młody szalał, bo samoloty i straże pożarne. Szał był i tyle a do tego mamuśka twardo zapakowała prowiant i kolejny raz udało się bez pustych, niezdrowych przegryzek. Też skubaliśmy kukurydze, ale gotowaną:) Jabłuszka z targu wsunięto w całości a chrupały nam pałeczki kukurydziane ( moim zdaniem najmniejsze zło z tego co ogólnie dostępne i chrupiące).

Niedziela jeszcze się nie skończyła a my mamy w planie czytanie nowej książki o latającej niani, Marry Poppins:)

Miłego wieczorka

Mamuśka

 

 

 

Come back

Ależ mnie długo nie było na moim wypocinowym warsztacie. Mamuśka wakacjowała się z rodziną prawie miesiąc z małą przerwą na pranie i pseudo odpoczywanie. O wakacjach napisze na pewno, ale dziś chciałabym się pochwalić że moja starsze dziecię wydoroślało. Podczas wakacji latorośl skończyła pięć lat. Słuszny wiek jak na kobietkę i dlatego sama wpadła na pomysł, żeby przebić sobie uszka. Mamuśka już dawno miała ochotę na kolczyki, ale doszła do tego że dziecię same dojrzeje. Poza tym przy mojej małej histerii, bałam się że będzie rzeź!!!!

Mamuśka zarezerwowała termin i nastawiła się na masakrę dnia. Miałam sobie walnąć winko przed, ale odpuściłam bo za gorąco i perfekcyjnej mamuśce nie przystoi. Poszliśmy z bratem, na pojazdach żeby energię trochę wyładować. Bała się mamuśka, że młodzież zarzynana będzie wyć, kopać i gryźć. A tu zaskoczenie. Dziecię poinstruowane przez wyszkoloną panią, wybrało sobie kolczyki. Pani pozwoliła strzelać z pistoletu ( oczywiście nie naładowanego). Strzelała uprzednio też dziecięciu nad uchem, żeby przygotować na huk. Koniec końcem strzeliła raz i …… usłyszałam tylko „ała”. Mamuśka była pewna, że latorośl pryśnie i będzie miała tylko jeden kolczyk. Miała nawet plan rodzicielka, że nie będzie na siłę walczyła z ofiarą i pozwoli na jeden kolczyk. Okazało się, że moja córka to dzielna twardzielka. Dała sobie strzelić w obydwa uszka i z dumą oraz lizakiem w ustach wyszła z salonu. Moja dziewczynka:)

kolczykiDziś z małym poślizgiem obchodzimy jej piąte urodzinki i dlatego mamuśka zmontowała torcik śmietankowy z malinami i borówkami. Najemy się dziś na pewno. Dobrze, że w poniedziałek mam wizytę u dietetyczki:)

torcik

Mamuśka