Monthly Archives: Czerwiec 2014

Niezwykły kalendarz naszą dzisiejszą inspiracją

W czasie deszczu dzieci się nudzą…..Trzeba je czymś zająć.  Moja pięciolatka jest bardzo wymagająca jeżeli chodzi o zajęcia w czasie wolnym. Pewnie dlatego jakiś czas temu wzięłam udział w międzynarodowym projekcie blogowym. Uczyliśmy dzieci przez zabawę.

Tak nam się spodobały te zabawy edukacyjne, że coraz częściej w naszym domu lądują nowe gadżety i gry. Niesamowitą inspiracją okazała się dziś jedna z blogujących mam. Pomysłowa mama, bo o niej mowa zebrała na swojej stronie zabawki, które bardzo przypadły nam do gustu. Ona sama stworzyła kalendarz, który zrobił furorę.

Niepozorna tablica magnetyczna wraz z elementami ruchomymi, które pozwalają dziecku przez zabawę poznawać dni tygodnia, miesiące, pory roku oraz pogodą. Ta ostatnia zrobiła na dynamitce największe wrażenie, bo można ją zmieniać kilka razy dziennie 🙂

Uzależniająca zabawa edukacyjna, ucząca systematyczności. Już widzę moją pogodynkę, która zaraz po przebudzeniu leci do okna a potem do kalendarza w który zmienia ustawienia.

DSC_9718

 

Dla nas bomba a dodatkowo cena nie zwala z nóg. Gorąco polecamy.

Mamuśka

 

Chorrraaa…

Stało się… kilka dni temu nasza cudowna, letnia, polska pogoda zafundowała mi ból gardła. Na początku nieśmiały z biegiem czasu rozwijający się w takie rąbanie po szyi. Nie tylko rura w środku ale i całe jej otoczenie po prostu boli mnie niemiłosiernie. Tak to zwykle bywa jak mężaty planuje delegację:)

Udała się dziś zatem rozsądna mamuśka do poradni dyżurującej w niedzielę, by już w poniedziałek móc funkcjonować w miarę normalnie. Niestety przeciwbólowe piguły uśmierzały ból jedynie na jakiś czas a potem nic się nie poprawiało.

Radość ogarnęła serce mamuśki jak zawitała do molochu NFZ i nie zastała ni jednego pacjenta. Hurrrraaaaa!!!!! załatwię to szybko, lekarz będzie miał dużo czasu dla mnie i nie będzie strudzony. Radość moja trwała tylko 15 minut, a był to połowiczny czas oczekiwania na wielmożną Panią Doktor.

Pani Doktor, na oko młodsza od mamuśki zabunkrowała się w innym gabinecie by oddawać się słodkiemu nic nierobieniu. Niestety zjawiłam się ja a zaraz za mną trójka innych szczęśliwców. Po wspomnianym czasie oczekiwania na wielmożną, krowa weszła żując gumę i z łapami w kieszeniach zawołała do mamuśki ” się Pani nazywa?”….. Ani powitania, ani skinienia o uśmiechu i sympatii należy zapomnieć. W końcu przerwałam jej chwilę relaksu, która pewnie ciągnęła się pół dniówki.

Kazano się mamuśce rozebrać, mimo chłodu wiejącego z otwartego okna i bez słów wypisano leki i kartę choroby. Usłyszałam tylko, że mam ogromniaste migdały „ha, ha, ha” . Szanowna krowa wypisała mamuśce antybiotyk oraz jakiś specyfik na gardło. Zapytana przez mamuśkę ( nie praktykującą farmaceutkę) o skład specyfiku do gardła zbledła i zaczęła gubić się w zeznaniach. Sikora nie miała pojęcia co to jest:) Pisała, bo ktoś  jej kazał. Na kolejne pytanie, dotyczące czasu zażywania specyfiku też nie potrafiła odpowiedzieć, bo nie znała ilości tabletek w opakowaniu danego preparatu. Zgroza.

Młoda Pani doktor z podejściem zgorzkniałej tetryczki, bez wiedzy i podejścia do człowieka. Szkoda gadać. Na odchodne spytała czy mamuśka pracuje. Mamuśka zgodnie z prawdą powiedziała, że ciężko w domu i tu….. została wyśmiana.

Jakaż pozytywna energia wstąpiła w mamuśce po tym wydarzeniu. Miałam ochotę wyrwać jej głowę aż u samej pupy.

Przy wykupowaniu lekarstw okazało się, że krowa cały dzień pisze ten sam specyfik. Pewnie zna tylko jeden lek:) Poza tym asekuracyjnie odpłatność 100%, żeby jej czasem ktoś nie sprawdził.

Polska służba zdrowia. Za karę robią i łachę taką odwalają jakby za darmo tam siedzieli.

Czas zacząć studiować książki medyczne i leczyć się samemu a na wizyty brać kamery w długopisach i nagrywać takie osobowości. Choć gwiazdą You Tube mogłaby zostać, może była by bardziej zadowolona.

Mamuśka

Come back

Oj nie było mnie chwilunię…. takie rodzinne wakacje nam wyskoczyły. Niestety przyzwyczajona do internetu z prędkością światła mamuśka nie przewidziała, że w Italii nad morzem internet po prostu odmawia posłuszeństwa. Teraz jak sobie o tym pomyślę, to widzę że dzięki temu właśnie odpoczęliśmy bardziej:) Takiż paradoks rzeczywistości.

Skrzynka mailowa nie padła z przepełnienia a portale społecznościowe jakoś przeżyły bez mamuśki. Firma mężatego przetrwała i co lepsza nie stracił posad a mieszkanie nie obrosło brudem…….

Mamuśka z rodzinką odpoczęła, ciało przysmażyła na lekki brąz a pupencję wymoczyła w ciepłym morzu. Dwa tygodnie okazały się przesadzone, bo już po 10 dniach rodzina była wymęczona odpoczywaniem i znudzona dobrocią otoczenia. Wino nie smakowało już tak dobrze, owoce morza zaczęły śmierdzieć a pomidory straciły kolor.

Tak sobie myślę czy to efekt przejedzenia i opicia a może czar prysnął a poprzeczka podniesiona została jeszcze wyżej. Wiem jedno na pewno, schabowy po przyjeździe smakował bosko.

Italia przywitała nas skromnie, bo 26 stopniową temperaturą i dosyć chłodnymi wieczorami. Było tak jednak przez 4 dni, przez resztę czasu pot płynął nam po pupach już od rana. Piach parzył w stopy od 7:00, słońce prażyło nieziemsko aż do 20:00. Co to za pogoda do cholery. Człek po szyję w wodzie siedział, żeby poparzeń sobie nie zafundować. Ot taka polska natura z mamuśki wyszła.

Poza tym….morza szu, ptaków śpiew, basen, plaża i pyszne papu. Lody pyszne i ogromne a wino z beczki nieziemsko smaczne. Od rana piasek i woda a wieczorem wytchnienie przy rajskich smakach Italii.

Obiecałam sobie, że w tym roku Wenecji nie odwiedzę i ….. odwiedziłam. 40 stopni w cieniu, z dwójką zasypiających na rękach dzieci…… brak promu powrotnego do portu startowego, bo sjesta…… bum tarara bum…..katastrofa.

Mniejsze miasteczko na wodzie Burano, było strzałem w dziesiątkę. Prom 20 minut w jedną stronę, niewiele chodzenia. Ogromne lody, brak tłumów i możliwość strzelania nieskończonej ilości fotek na tle kolorowych budowli. Bez stresu, bez blichtru z luzem. Wszyscy byli zadowoleni, nikt nie buczał. Takich wycieczek więcej.

Podsumowanie wakacji.

Synuś oglądając małżę z morza na plaży przyleciał do mnie mówiąc ” mamusiu obiadek…pachnie obiadkiem”.

Wniosek, smakosz mi rośnie.

Młoda rok wcześniej przez tydzień nie wchodziła do morza, bo już pierwszego dnia zobaczyła na brzegu ciało martwego kraba. W tym roku…łowiła skubana żywcem i do foremek wrzucała. Wniosek, odważna bestia albo sadystka.

Lody, pizze, pasty. Wniosek, nawyki i zakazy żywieniowe poszły w las……teraz trza nawracać rodzinę:) Cierp ciało co chciało.

A propos ciała…… strój kąpielowy było boski ale już 14 dnia wyglądał niedobrze na nowych fałdziorach. Ach te mozarelle i oliwy paskudne.

Generalnie wakacje były nam potrzebne i było bosko, ale……. tak jak dojechaliśmy w 9 godzin wróciliśmy w ….16.Bo dobre wakacje należy zakończyć z przytupem. Tylko mamuśka może stać w korku na autostradzie w Italii aż 4,5 godziny. Taki mały wypadeczek co to się 3 tiry stuknęły z autobusem z rodakami mamuśki. Nikt nic nie wiedział a korek stał i stało. Dziecięta posnęły a mamuśka z mężatym nie mogła, bo…… nad samochodem szalała burza ogromniasta. Deszcz lał się strumieniami i okien tworzyć nie można było. Klima sobie pracowała, żebyśmy się nie podusili a mężaty dbał co by nam się akumulator nie wyładował. Nie wiedzieliśmy ile godzin będziemy tak stać. Sama przyjemność…….

Nad ranem jak nam się w trasie latorośle obudziły było śmiesznie, bo się nie mogli zsynchronizować w sikaniu i jedzeniu. Co dało nam kilkadziesiąt postojów śmiesznych na początku a potem wpieniających do granic możliwości. Wisienką na torcie był występ naszego synusia, co to na zakręcie na siusianie wypiął się prawie cały z pasów i …… otworzył drzwi samochodu. Mamuśka miała już przez oczami lawetę zabierającą nas z Czech……… koszmar lata………. na szczęście nic się nie stało, ale przez długi czas w samochodzie panował spokój 🙂

Generalnie wakacje były boskie i gorące.

Mamuśka