Pyłki, szmatki i inne hity

Nadeszła wiosna, pora radosna. Słońce zagląda nam przez okna a mamuśkę drażnią krople syfu na szybach. Tak niedawno wyginałam śmiało ciało myjąc pięć ubabranych po lekkiej, ale syfiastej zimnie okien. Niestety umiejscowienie siedzimy mojej domowej firmy nie sprzyja czystości okien. Z jednej strony transport do lokalnych sklepów, po usianej dziurami drodze. Z drugiej lasy, nawiewające pyłkiem, robalem i oczywiście świeżym, czystym powietrzem.

Niedawno przy cotygodniowej, dwugodzinnej sesji prasowania, mamuśka oglądała jakiś gadżeciarski program. Pani prezentowała różne hity z satelity a wśród nich ściery. W sam raz dla mamuśki, tylko jak się okazało ściery za jedyne 50 zł każda. Nigdy nie wywalę tyle kasy na szmaty!!! Nie mam tu na myśli ubrań ślicznych, bo na to musi się czasem coś znaleźć. Mamuśka poszperała, poczytała i w dyskoncie kupiła sobie ściery za 1/10 ceny, ot oszczędna, gospodarna baba ze Śląska. Dziewczyny mikrofibra to jest to!!!! tylko trzeba doczytać do czego jaki rodzaj. Jak się okazuje, to co do okna i lustra nie bardzo do ścierania kurzu. Nie podniecała by się mamuśka, jakby jedną z nich nie umyła wszelakich szyb okiennych w całym domu w niecałą godzinę. Co najważniejsze, bez żadnych płynów, psikadeł i rękawic po pachy. Woda i ściera dobrze wykręcona. Ot taki gadźet. Ściera po całej imprezie, wypłukana wygląda jak nowa a ręce mamuśki nie są wymęczone. Co prawda trzeba się naskakać i wieczorem okazało się, że mamuśka poszalała. Padła zemdlona, taki sobie wycisk dała.

Wiecie jak to jest, jak się idzie z koleżanką na zakupy w określonym celu??? Koleżanka wraca z pełną siatą a my wnerwione nie mamy nic, prócz focha:)

Wybrałam się z małoletnią na testy alergiczne. Mamuśka ostatnio infekcje zatok łapała a młoda jakieś kaszle dziwne i solidarnie udałyśmy się na imprezę w poradni. Przez myśl mi nie przeszło, żeby zapytać jak takie testy wyglądają i dopiero przyjaciółka uświadomiła mi, że będzie kłucie. Oczami wyobraźni widziałam dynamitkę, chodząca po ścianach. Niewiele się pomyliłam, bo krokodyle łzy były i zapieranie się także. Koniec końcem, mało uśmiechnięta pracownica służby zdrowia opowiedziała małoletniej po krótce przebieg zabiegu. Wspomniała o mizianiu jakimś piórkiem, co okazało się pici nacinaniem skalpelem. Pani widać wyszkolona, odpakowywała narzędzie pod biurkiem i kłuła nieświadome dziecię zakrywając je ręką. Podziałało, bo córcia poczuła że ją kłuje dopiero przy 5 nacięciu:) Wynik naszej przygody był taki, że młoda nie ma na nic uczulenia a mamuśka……na roztocza i chwasty. I co teraz??? Pani domu, sadząca zioła w donicach …….. Maska na twarz, kurze na mokro super nową ścierą i do boju.

Nie będzie roztocze pluło nam w twarz. Zarzucam proszek, strzelam coś do nosa i ku chwale ojczyzny zasuwam ze szmatą i to nie jedną, ale jaką:) !!!

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *