Monthly Archives: Kwiecień 2014

Zła matka??

Wszędzie się trąbi o buntach dwulatków, trzylatków i nastolatków. Wszyscy opisują gniew dziecka jako odpowiedź na brak poradzenia sobie z problemami. Nikt nie pisze o mamuśkach.

Ludziska czy my też mamy prawo do buntu ponad trzydziestoletniej matki. Buntu sfrustrowanej pani domu, buntu wkurwionej menadżerki ogniska domowego.

Nie wiem jak na to odpowiedzą psycholodzy a może przycholożki, ale dziś…. mam to w czterech literach.

Dziecko moje starsze tak mi podniosło ciśnienie, że myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok. Wtedy byłoby nas dwie i miałabym chociaż przewagę liczebną. A tak…bić nie wolno, bo zły dotyk. Drzeć się też nie wypada, bo niebieską kartę sąsiedzi nam założą. To co do cholery. Zamknąć się w kiblu i wyć w poduszkę??? Kopać w ścianę przez gąbkę na nodze, żeby nikt nie słyszał???

Bla, bla, bla….psychologiczny bełkot. Niech wypowie się w końcu matka dwójki dzieciaków inteligentnych i charakternych, co to odpyskują tak że szczęka opada. Niech opiszą jak mają reagować panie domu, co to całą karierę rzuciły żeby dzieciaki dobrze miały, wyedukowane były i zadbane.

Ja dziś się darłam i dzięki temu nie poszłam się powiesić na jabłonce.

Karę dziecię dostało też, choć to podobno niedobre i mało wychowawcze.

Czy w takim razie mogę się określać jako zła matka??? A może powinnam pójść do roboty na cały dzień, olać wszystko, zatrudnić obcą babę i mieć w pupie wszystko???? Może wtedy będę określana mianej zdystansowanej i wyluzowanej mamuśki???

To be or not to be ….złą matką….

Mamuśka

 

Sajgon…na wsi…..

Wiecie jak to jest, jak się baba chce czymś popisać??? Dzieci z reguły zapominają języka w gębie a reszta nie wychodzi. Tym razem było podobnie.

Mamuśka pojechała z mężatym i latoroślami za miasto. Cel był taki by się najeść sajgonek i odpocząć w ogródku. Efekt końcowy był taki, że obżarła się głównie mamuśka i koleżanka z chłopy dostały niewiele. Nie wiem czy powodem były nie swoje gary, czy coś innego. Złej baletnicy…….. rozwalało się to strasznie, ale było smacznie. Żartowałam nawet, że powinnam tutorial zrobić filmowy i pokazać przysmażone za mocno sajgonki z informacją żeby zarumienić je troszkę 🙂 Śmiechu było co nie miara, ale wyluzowaliśmy się wszyscy. Mam nadzieję, że znajomi  zjedzą u nas coś jeszcze, niekoniecznie przywiezione z domu czy zamówione 🙂

I  weź się tu babo popisz!!!

Mamuśka

 

Pyłki, szmatki i inne hity

Nadeszła wiosna, pora radosna. Słońce zagląda nam przez okna a mamuśkę drażnią krople syfu na szybach. Tak niedawno wyginałam śmiało ciało myjąc pięć ubabranych po lekkiej, ale syfiastej zimnie okien. Niestety umiejscowienie siedzimy mojej domowej firmy nie sprzyja czystości okien. Z jednej strony transport do lokalnych sklepów, po usianej dziurami drodze. Z drugiej lasy, nawiewające pyłkiem, robalem i oczywiście świeżym, czystym powietrzem.

Niedawno przy cotygodniowej, dwugodzinnej sesji prasowania, mamuśka oglądała jakiś gadżeciarski program. Pani prezentowała różne hity z satelity a wśród nich ściery. W sam raz dla mamuśki, tylko jak się okazało ściery za jedyne 50 zł każda. Nigdy nie wywalę tyle kasy na szmaty!!! Nie mam tu na myśli ubrań ślicznych, bo na to musi się czasem coś znaleźć. Mamuśka poszperała, poczytała i w dyskoncie kupiła sobie ściery za 1/10 ceny, ot oszczędna, gospodarna baba ze Śląska. Dziewczyny mikrofibra to jest to!!!! tylko trzeba doczytać do czego jaki rodzaj. Jak się okazuje, to co do okna i lustra nie bardzo do ścierania kurzu. Nie podniecała by się mamuśka, jakby jedną z nich nie umyła wszelakich szyb okiennych w całym domu w niecałą godzinę. Co najważniejsze, bez żadnych płynów, psikadeł i rękawic po pachy. Woda i ściera dobrze wykręcona. Ot taki gadźet. Ściera po całej imprezie, wypłukana wygląda jak nowa a ręce mamuśki nie są wymęczone. Co prawda trzeba się naskakać i wieczorem okazało się, że mamuśka poszalała. Padła zemdlona, taki sobie wycisk dała.

Wiecie jak to jest, jak się idzie z koleżanką na zakupy w określonym celu??? Koleżanka wraca z pełną siatą a my wnerwione nie mamy nic, prócz focha:)

Wybrałam się z małoletnią na testy alergiczne. Mamuśka ostatnio infekcje zatok łapała a młoda jakieś kaszle dziwne i solidarnie udałyśmy się na imprezę w poradni. Przez myśl mi nie przeszło, żeby zapytać jak takie testy wyglądają i dopiero przyjaciółka uświadomiła mi, że będzie kłucie. Oczami wyobraźni widziałam dynamitkę, chodząca po ścianach. Niewiele się pomyliłam, bo krokodyle łzy były i zapieranie się także. Koniec końcem, mało uśmiechnięta pracownica służby zdrowia opowiedziała małoletniej po krótce przebieg zabiegu. Wspomniała o mizianiu jakimś piórkiem, co okazało się pici nacinaniem skalpelem. Pani widać wyszkolona, odpakowywała narzędzie pod biurkiem i kłuła nieświadome dziecię zakrywając je ręką. Podziałało, bo córcia poczuła że ją kłuje dopiero przy 5 nacięciu:) Wynik naszej przygody był taki, że młoda nie ma na nic uczulenia a mamuśka……na roztocza i chwasty. I co teraz??? Pani domu, sadząca zioła w donicach …….. Maska na twarz, kurze na mokro super nową ścierą i do boju.

Nie będzie roztocze pluło nam w twarz. Zarzucam proszek, strzelam coś do nosa i ku chwale ojczyzny zasuwam ze szmatą i to nie jedną, ale jaką:) !!!

Mamuśka