Kobiety, wino i ….tupot zbuntowanych stópek

Był weekend i ciepło było i pachniało wiosną i mamuśka zapieprzała, żeby dobrze było i nie wyszło. Plan był taki, wyrwać się z domu na sobotnią noc. Bez dzieci, bez mężatego. Czas dla siebie i dawno nie widzianej koleżanki. Jako, że dzieli nas trochę kilometrów i jakoś nigdy nie po drodze w końcu umówiłyśmy się na klachy.

Mamuśka targana wyrzutami sumienia, zaplanowała weekend tak, żeby domownicy nie czuli się zaniedbani. Basenik, schabowy dawno wyczekany z mizeryjką a potem spacerek i lody. Młodzież była wniebowzięta a mamuśka z mężatym z jęzorami do ziemi styrani. Potem zażądała mamuśka podwózki pod sam dom schadzki. Niespodziewanie zbuntowana małoletnia rozkleiła się i rozczuliła mamuśkę, ale nie zmiękła na maksa.

Były procenty, było niezdrowe jedzenie i gadanko. Były plany wspólnych interesików małych i dużych a żeby zachować balans było budzące się dziecię i przemykający mąż. Tak sobie myślę, że jakby tego nie było, poszłybyśmy spać wcześnie 🙂

Rano mamuśka obudzona została przez…..kota skrobiącego w drzwi. To miła odmiana, zamiast krzyków i pisków. Wypad można uznać za udany.

Niestety, żeby mamuśka nie czuła się za bardzo wyluzowana zbuntowane dziecię odwaliło scenę i pokazało ciemną stronę mocy. Myślę, że koleżanka już się boi dorastania swojej pociechy.

Koniec końcem mamuśka rzuciła fochem na resztę dnia. I po co ci to babo było. Trza było się nie wyrywać, ciasto na niedziele upiec, kluski ulepić i spokój byś miała….

Mamuśka

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *