Monthly Archives: Luty 2014

Zbulwersowana??

Od rana jakoś tak lewą nogą….. Małoletnia nie chciała wstać do przedszkola, trzeba było ją wyciągać z wyra. Nie była chyba zadowolona bo od kiedy otworzyła zaspane gały, zaczęła sapać. Że nie ta spódnica, bo chciała tą z różową kokardą. Że nie przeżyje tego, iż jej ulubiona wisi mokra na suszarce. Że niemożliwe, że zostawiła ukochaną opaskę w przedszkolu i tej co jej mama dała nie weźmie. Nie wytrzymał tego nawet mężaty i był już na skraju… Prawie wywalił spódnicę do kosza. Ostatecznie małolata wołami została zaciągnięta do samochodu w dresach. W placówce wychowawczej wynegocjowała z mężatym, że mamuśka odbierając ją zabierze ze sobą rzeczoną spódnicę. Ryku było co nie miara, dwa wiadra łez i stres jak po rozmowie o pracę. I o co??? Rany ona ma dopiero niecałe 5 lat!!! Mężaty skwitował, że dość ma tego psychologicznego bełkotu i wyboru dziecię mieć nie będzie 🙂 Następnym razem on przygotuje sam strój i będzie dobrze. Już się boję….

Podobno coś w powietrzu było, bo dziecko sąsiadki też zostało opętane przez szatana i padło uśpione po paru godzinach. Może to ktoś coś rozpylił, biada mu. Na szczęście młody ostatnio z wielkim zapałem lata z wałkiem w ręku, krzycząc ” będę cię bronił”. Bawimy się w rycerzy a mamuśka zamienia się czasem w konia, biegając z dziecięciem na plecach. Młody obroni nas przed tym złem.

Wieczorem mamuśce włosy stanęły dęba. Podobno wczoraj był Dzień Niespodziewanego Całusa a dziś??? Mnie poinformował dziesięć minut temu Gruper, że dzisiaj jest światowy dzień masturbacji i mają dla mnie rabaty spod kołdry…….Zgroza. Normalnie mnie zatkało, myślałam że nic mnie już dziś nie wkurzy i zszokuje……

Mamuśka

Krakowiaczek jeden….

Tak, tak małoletni załapał i tańcujemy bez ustanku, ale nie o tym miałam pisać.

Dziś rodzinnie wybraliśmy się do Krakowa. Pogoda, według mężatego miała być boska. Mężaty miał być meteorologiem, bynajmniej tak mu się wydaje. Co rusz przepowiada i wspomina jak to kiedyś było w sierpniu. Ja to za cholerę nie pamiętam zimy pięć lat temu. Uzupełniamy się doskonale. Pogoda była ładna, ale w słońcu. W cieniu 5 stopni i zimno w łapki.

Młoda jak tylko opuściła pojazd zawyła z zimna. Mamuśka pomyślała o zmianie na wypadek zasiakania lub zbrudzenia, ale o ocieplaczach na rajtki nie pomyślała. Udaliśmy się więc razem z radością w sercach poszukiwać geterków dla małoletniej.

Należy tu dodać, że młoda całą drogę do Krakowni liczyła, że brat uśnie a ona poogląda baje na tablecie mężatego. Niestety młody nie miał ochoty na sen, więc całą drogę musieliśmy wysłuchiwać marudzenia. „Nudzę się”, ” Już nie mogę”, ” Długa ta droga”, ” Daleko jeszcze” i takie tam same przyjemne zapytania.

Geterki deczko za duże dostaliśmy w sieciowej drogerii.

Mamuśka wystroiła się w kiecę i zabrała zmienne rajtki, ale już po drodze dwie pary miały dziury. Stare, zleżałe a do tego dynamity w butach z rzepami…… Kolejnym elementem naszej wycieczki do Krakowa było poszukiwaniu sklepu z rajtkami dla mamuśki. Oczywiście drogeria sieciowa takowych nie sprzedawała.

Po małych zakupach nadszedł czas na spacer po słonecznym ryneczku a tu niespodzianka. Radość dla małoletniego, policyjne auta na sygnale. Tak jakoś ze dwadzieścia dużych opancerzonych wozów w koło rynku. Panowie policjanci przywdziewający maski i kamizelki kuloodporne. Helikoptery i inne bajery. Szał normalnie. Taka niespodzianka, derby przed meczykiem i banda kiboli zbierająca się na imprezę. Panowie poradzili nam uprzejmie, żeby spacery przenieść w inne rejony, bo może być ciepło.

Plan pochłonięcia pierogów w ulubionej pierogarni legł w gruzach, trzeba było szukać innej. W tym czasie szarańcza  napychała się preclami, miast karmić gołąbki. Mamuśka w przelocie uszczupliła konto dobierając staniczki do papryczek chilli. (Tak wyglądają piersi po diecie). Pierogi zjadł tylko młody a małoletnia wykpiła się złym smakiem. Młody to konia z kopytami zje po obiedzie:)

W planie był teatr dla dzieci a mężaty udał się na dreptanie w wózeczkiem w celu uśpienia młodego. Małoletnia mościła się pół spektaklu, ale była chyba zadowolona. Teatr z lalkami był bombowy. Mamuśkę najbardziej rozbawiła baba jaga, wierna kopia mamuśki w przebieralni w stanikarni. Miała baba takie dwa wiszące woreczki, imitujące cycuszki. Dziecko potem powiedziało mi, że to dwa krawaty były:) Dyndała nimi baba jaga, wystając z okna. Myślałam, że się posiuram ze śmiechu.

Po teatrzyku zabrała mamuśka zmarzniętego ślubnego wraz z małoletnim na ciacho i herbatę. Ponownie próbowaliśmy nakarmić rzekomo godną pierworodną. Niestety i tym razem się nie udało. Biedaczka liczyła na ciacho a dostała obiad. Odmówiła współpracy.

W drodze powrotnej padła zaraz po zamknięciu drzwi pojazdu. Całą drogę piłowała:) Na szczęście padła o swojej porze.

Ech co to był za dzień.

Bardzo dziękuję kibolom z miasta Kraka, za umilenie nam niedzielnego wypadu.

Mamuśka

No żesz…..

Nadwrażliwość, nerwowość i inne takie czary a do tego jeszcze jakieś pierońskie wirusy.  Bez dwóch zdań mogę powiedzieć, że u mamuśki choroba kołem się toczy. Łupieże, kaszle, jelitówki. Już myślałam, że będzie spokoju chwile, ale po co się nudzić. Mamuśka musi w końcu wyleczyć zatoki, bo trzeci antybiotyk w sezonie to byłaby przeginka. Mam nadzieję, że laryngolog wywierci mi widią dziurę i zdoła wyssać raz na zawsze gile z całego roku. Jak nie to sama rozłupię sobie czachę tak mnie czasem boli.

Małoletni dawno nie cierpiał z powodu zębów:) Teraz ma już w zestawie gorączkę i zapalenie gardełka. Dodatkowo chrypę i kaszelek w pakiecie. Rodzina taka zadowolona, że znowu nigdzie wyjść nie może. Normalnie dziękuję przeczuciu, że nie zapisałam nas na base, bo wywaliłabym kasę w błoto.

Szukam złotego leku na odporność do stosowania od 2o miesiąca życia do 100!!!!

Kiedy jak znajdę chwilę na umycie szybek? Na razie zrobię tylko koła, żeby świat zobaczyć.

Mamuśka

Szału ciąg dalszy

Dziś na znak protestu, porzuciłam dobrowolnie swój telefon komórkowy. Cholera jasna, w tygodniu nie mogę porozmawiać bo albo młody śpi, albo spacerujemy, albo oddaję się cała edukacji dzieci. Często, gęsto nie dają mi porozmawiać latorośle. Młoda niestety z tego nie wyrosła a małoletni już się nauczył od najlepszej siostry pod słońcem. Dziś niedziela, myślałby kto że święty czas gdy mamuśka może sobie w spokoju puścić przysłowiowego bąka. Niestety w błędzie jest ten, który tak myśli. W niedzielę mamuśka również nie może spokojnie porozmawiać z inną mamuśką, bo świat się bez niej wali i dzieci drą japy. Nie wystarcza 75 metrów kwadratowych mieszkania, trzeba by było wytłaczankami po jajach wyłożyć kibel i tam się zaryglować. Baby się spotkać nie mogą, bo szarańcza wiecznie chora i przez telefon też sobie nie pogadają bo po co…… Normalnie jak niewolnica Isaura. Oj para mamuśce poszła uszami a komórka leży w kącie. Ogłosiłam, że od dziś kontaktuje się ze światem drogą mailową i po zaśnięciu dzieci. Komórki ze sobą nie biorę nigdzie, bo po co targać złom jak go nie używasz.

Czas na wielkiego focha i obżeranie się słodkościami.

Basta !!!!!

Mamuśka

Natręctwa i fobie

To podobno choroba psychiczna, więc z pewnością moja rodzina nadaje się do psychiatryka.

Córeczka cały czas bezwiednie wpycha sobie palce do buzi, choć w wakacje skończy lat pięć. Jak ma coś pod ręką to też wsadza to sobie w paszczę. A jak się znudzi palec przy oglądaniu wieczorynki, potrafi gryźć rękaw bluzeczki. Szok!!! Nerwowa czy co??? Ostatnio i mężaty musztruje latorośl, żeby siedziała z rękami pod pośladkami. Normalnie wojsko. Pierworodna jest uwrażliwiona na smrody do tego stopnia, że potrafi jej się cofnąć na dworze jak poczuje k..ę.

Wydawało się nam ze ślubnym, że młody jest taki prosty w obsłudze i nic go nie bierze. Ostatnio jednak mojemu księciuniowi na ziarnku groszku przeszkadzają szewki w rajtuzkach i przesunięte koszulki. Podwinięte rękawki to też problem. Czapka musi być porządnie osadzona na głowie a buty dobrze zapięte, bo kwęka.

Mamuśka ma natręctw całą masę, choćby to że jak już usiądzie na pupsku szuka czegoś do roboty. Obsesyjnie szoruje kuchenkę ceramiczną i kuchenny stół. Poza tym mamuśka obsesyjnie kocha obuwie i nakrycia głowy. Te drugie kocha szczególnie dobierać dla pociech swych.

Mężaty, chyba najbardziej porządny z całej familii, wydawałoby się że jest doskonały. Właśnie siedzi obok mnie i obsesyjnie gryzie wysuszone wargi swe. Szkoda,  że nie moje:)

I jak tu być normalnym jak tu taki dom wariatów.

Mamuśka

Stany pernamentne

Ciekawy tytuł, ale ostatnio odnoszę wrażenie że właśnie tak funkcjonuje mamuśka. Mam wrażenie że wszystko jest trwałe i nieprzerwane.

Stale jestem na diecie, bo wakacje albo karnawał (choć nie imprezuję), wiosna, wesele i takie tam. Metabolizm staruchy już nie taki jak trzeba i nawet jabłka idą w biodra i uda.

Ostatnio dzieciaki w ciągu chorują. Przez ostatnie półtorej tygodnia małoletnia niby nic nie miała, ale szczekała jak gruźlik. Czysta osłuchowo i generalnie zdrowa, ale szczekająca. Dusząca się momentami, co oznaczało garowanie w domu. Jakaż radość ogarnęła mamuśkę, że dziecię znowu będzie pół dnia spędzać w placówce dydaktycznej. Kocham swoje dzieci, ale niestety pierworodna nigdy nie potrafiła się bawić sama, a mamuśka nie należy do tych co puszczą bajkę, albo zatkają grami na jakiś boksach. Mamuśka móżdży, spina się i wciąż coś nowego wnosi w zabawy, żeby nie wiało nudą. Jest to wyczerpujące przy jednoczesnym utrzymaniu domu, pilnowaniu drugiego dynamitu i rozkręcaniu interesu.

Na dodatek w prezencie mamuśka sprzedała nieletniemu mutację opryszczki wargowej w postaci…..łupieżu różowego lamberta. Zwał jak zwał. Straszne to takie wysiane na całym ciele różowe badziewie, co swędzi i przeszkadza. Za dużo całowania i dlatego karę mamuśka dostała. Właściwie to wszyscy dostali, bo młody się czochra, nie sypia dobrze, rozbudza innych a dodatkowo mężaty z mamuśką szpachlują kremami biedne ciałko.

Myślałam, że stan permanentnych chorób już mija a tu mamuśka znowu zatoki zawalone a dziś jeszcze seksi chrypka. Mniej seksi, jak się to g…o odkleja i trzeba się go pozbyć.

Od wczoraj małoletni jelitóweczkę przechodzi. Obrabia się po paszki, pościele się piorą i w ogóle jest słodziutko.

Z tego ciągłego chorowania powstaje ciągły brak czasu na resztę zajęć. Mamuśka po nocach toczy pulpeciki dla dzieciaków, co by miały co szamać. Jak się tak po nocach robi a czas nie jest z gumy to mamuśka chodzi jak Zombie, niewyspana.

W koszu piętrzą się pampersy, mężaty na delegacji, młody obesrany, mamuśka zasmarkana……

Nie jestem fanką tejże grupy, ale mam ochotę zaśpiewać…” Nie mam czasu na sen, nie mam czasu na seks…..” Czekam tylko jak jelitówka zatoczy koło w rodzinie i kolejne jej elementy będą robić pod siebie………lalalallaall. Zumba….

Co by nikt nie myślała, że mamuśka odpada:)

Mamuśka