Sobota…z rodziną

Za oknem biało a tak psioczyłam, że wiosna i takie tam. Urodziny były mroźne choć celebracji nie było za dużej. Mogłabym nawet powiedzieć, że dałam sobie w pupsko. Przedszkola, wypady do ekologa i wycieczki krajoznawcze do radców prawnych a wieczorem upojna zumba. Jednym z nielicznych akcentów urodzinowych było piwo po wysiłku. Dziś miałam się udać na jakąś randkę, ale wymiękłam. Zatoki i jakiś taki kaszel. Generalnie glutem zarzuciło mamuśkę. Na dodatek mężaty dał mi pospać dłużej pół godzinki i śniły mi się jakieś pierdoły. Wstałam zdruzgotana zdradą drugiej połowy i zrobiło mi się źle na samą myśl o tej łajzie ze snu.

Dziecko pierworodne moje płci żeńskiej ostatnio postanowiło nie bawić się z dzieckiem młodszym płci męskiej. Na dodatek nie dzieli się zabawkami i przy każdej sytuacji naruszenia mienia przez młodego, drze się wniebogłosy ” nie możesz”. Na to małoletni wpada w panikę, bojąc się starszej, większej i głośniejszej siostry i wyje z rozpaczy. Taki bardzo głośny pojedynek na głosy. Nie daj, gdy coś młody starszej zabierze z talerza…… wojna. ” Nie będę tego jadła”…. ” nie lubię cię”…” idź sobie na zawsze”. Taka aktorska wprawka, straszny lament i miauczenie przez bite pół godziny, że ” nie chce”, ” nie będę”…..łeeeeeee. Dziś już mamuśka musiała się zamknąć w kiblu bo bałam się zagłady dzieciąt. Dobrze, że pod ręką leżało jabłko a na ścianie kuchennej jest zmywalna tapeta….. Teraz mam ochotę zakopać się pod kołdrą i czytać.

Mamuśka nie byłaby sobą jakby na weekend nie wymyśliła wspólnego pichcenia. Dziś miały być pączusie i ….. nie wyrosło ciasto, bo się mamuśka zagotowała z nerwów. Chyba potrzebna mi jest separacja od tego folwarku. Gotowanie to ma być rozkosz i przyjemność a dziś to była przeprawa przez dżungle.

W tygodniu miałam okazję przekonać się co znaczy działanie wielotorowe. Dziecię starsze i młodsze jak zwykle od niedawna bawiły się każde czymś innym. Nie było by w tym nic szczególnego, tylko że obydwoje chcieli żeby mamuśka bawiła się z nimi. Z jednej strony młody zabunkrowany w namiocie bawił się w KLEP ( SKLEP) a mamuśka miała kupować i płacić PIMI ( PIENIĄŻKI). Z drugiej strony małoletnia uskuteczniała zabawy domkiem dla lalek a mamuśka miała za zadanie odgrywać role jego mieszkańców. Dało się to wykonać przez pół godziny potem nastąpiło załamanie. Płakałam ze śmiechu, bo gubiłam wątki a każde czujne domagało się o atencję gdy odwracałam głowę do innego dziecia. Normalnie cyrk. Normalnie człowiek w weekend pragnie uciec gdzieś…… byle daleko, ciepło i spokojnie.

Sobota, dzień wytchnienia. Za oknem -15 stopni i na spacery za zimno. Zabawy zaproponowane nie przeszły aprobaty i co tu robić. Lecę do sklepu po drożdże i sama zrobię te tłuste pączki.

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *