A tak do poczytania…..

Z cyklu przemyśleń po padnięciu na buzię z przemęczenia.  My mamuśki to jednak cholery wytrzymałe jesteśmy. Czy deszcz, czy zima, czy wiatr na spacer walimy, bo latorśle zdrowe będą. Czy boli czy nie boli, odkurzać trzeba bo się młody naje kotów z podłogi i klakami będzie się krztusił. Chce czy nie, pazury dzieciom swym ciąć trza, bo haczą i ślady na ciele zostawiają. Zupa musi być, bo dzieci lubią i tyle. Kluski w niedziele? co z tego, że w biodra idą. Trza kręcić, bo dziecię jedne i drugie kocha. A jaka radość spełnionego obowiązku mamuśkowego.

Drugie połowy to jakieś takie słabe czasami. Nie żeby w ogóle, ale czasem to tak aż szkoda. Robią na dom i utrzymanie, ale po pół godzinie z dziećmi wymiękają i jakieś takie się nerwowe robią. Oazy szukają w kiblu i nad czajnikiem, spłoszone biedactwa. Jak kolacja to oby szybko i bezboleśnie. Jak zupka to ze słoika a jak krem to nie ważne jaki ważne że jakikolwiek użyty. Po co się zagłębiać w szczegóły. Po najmniejszej lini oporu 🙂 Kochamy ich jednak i oko przymykamy bo to chłopy przeca nasze i tyle.

Moja córka mnie nie lubi 🙁 i jakoś źle mi z tym. To ja jestem ta zła niedobrota co ogranicza i gani. U stole ustawia i jeść palcami nie pozwoli. Takie te matki złe, że nie sposób ich lubić. Mam nadzieję, że się kiedyś zakolegujemy z moją pierworodną, bo fajna z niej dziewczyna i szkoda by było 🙂 Nugetsy jej walnęłam domowe, żeby sobie dziewczę pojadło łapami jak lubi, tak ją kocham. Nie zniesę jednak sałatki szczypanej palcami z talerza i pewnie dlatego mnie nie lubi. A tu zdjęcie takie dla zaostrzenia apetytu, bo wyszły pyszne. A przepis znajdziecie tu.

nugetsy upieczone

Trzymając się tematu pierworodnej, młoda ostatnio po występie na dzień babci i dziadka uciekła ze wspomnianymi do domu. Gościła aż do godzin poobiednich, wprawiając dziadków w zachwyt. W autobusie skwitowała, że wygodnie się jedzie ale kierowca ma przechlapane, bo musi wozić tyle ludzi i się napracuje. Mamuśce tego samego dnia, przy otwieraniu drzwi w budynku zasunęła „bez paniki….dam sobie radę?”.  Czasem to prawie sikam ze śmiechu jak moja niespełna pięciolatka rzuca hasłami. Pewnie też tak macie, że momentami macie ochotę wyjść wyjściem awaryjnym a innym razem zapisalibyście sceny w formie filmu dla potomnych. Dla takich chwil warto żyć mamuśki.

Wspomniałam o deszczu na początku. Normalnie się powaliło w tej pogodzie. Zaraz urodziny mamuśki a tu leje z nieba, zamiast śnieżycy i zamieci.  Chrystusowy wiek już za mną a ja pamiętam, że zawsze biało było albo choć zimno jak cholerka. A tutaj pąki drzewa puszczają. Czy to oznacza, że latem znowu będzie żar lał się z nieba i trzeba będzie klimatyzator kupić???? Kurcze a tak liczyłam na nową parę bucików……..Może kupię zraszacz ogrodowy i parę butów, zamiast klimatyzatora.

Mamuśka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *