Sylwester 2013

Ech co to był za dzień:) Od rana w biegu. Na horyzoncie pojawił się pierwszejszy klient mamuśki a tu nowy rok i brak czasu. Obiadek, pranko, zakupy, zabawa. Prababcia pociech pomogła przez dwie godziny i mamuśka miała się skupić na pracy. W tak zwanym międzyczasie ogarnęła mamuśka kuchnie, rozpakowała zmywarkę, obrała owoce dzieciom i zmieniła pieluchę. Następnym razem spylam z domu, bo się nie da nic zrobić z dzieckiem u nogi.

Popołudnie…..mamusiu a pobaw się ze mną. A tu pakowanie maneli na imprezę sylwestrową, mającą się zacząć o 16:00. Czesanie, ubieranie, podawanie jedzenia, zmiana pieluch, gotowanie, malowanie….. kołowrotek.

Mężaty zarobiony, zamknięty w biurze na dziesięć spustów tylko po pracy się przebrał i zabrał z rodziną na imprezę. Mamuśka zagryzła zęby, ale nie pękła. Niestety obluzował się zawór bezpieczeństwa jak mamuśka została zapytana na miejscu imprezy czy może spakowała dziecku papciusie. Para poszła mi uszami. Mamuśka zarobiona z piórkiem w pupie ubiera, stroi, czesze, karmi i sama w między czasie sikając maluje i siebie a małżonek po pracy nie myśli już o niczym. Gdzie tu kurka wodna równouprawnienie??? Na szczęście atmosfera i doborowe towarzystwo złagodziło gniew mamuśki i impreza się udała, choć zmęczone ciało mamuśki polegiwało na sofach, miast siedzieć dziarsko przy stole.

Dzieciaki szalały na dyskotece domowej. Młody niezauważony wyżarł pół miski miśków, których nie jadł nigdy i długo miał ich nie dostać. Rodzice rozbrykanej drużyny wraz ze znajomymi otworzyli szampana tuż przed….19:00. Dzieciaki padły zemdlone, doniesione do domu już o 21:00. Normalnie śpią już o 20:00 a tu w taki wyjątkowy dzień nawet nie były w stanie się umyć, nie wspominając już o zębach. Oj szalała próchnica po nocy i miśkowych przekąskach.

Staruchy padły o 22:30 ….szał był…..sylwester, że hej:) W nocy mamuśka odbyła kilkanaście wędrówek do rozwścieczonej córki, której przeszkadzały wybuchy. Strzelali ponad godzinę, więc było wesoło i hucznie.

Rano bezlitośnie zostaliśmy obudzeni przed 6:00 a młoda już przed obiadem powitała nowy rok jak rasowy imprezowicz. Najwidoczniej żelki się nie przyjęły i wylądowały w muszli. A nie mówiłam, że to niezdrowe i w ogóle niedobre 🙂

Dosiego

DSC_6815

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *