Monthly Archives: Styczeń 2014

Konkurs

plakat-olivo-konkurs3

Ten miesiąc to miesiąc muzyki w ramach DZIECKA NA WARSZTAT. Z czym kojarzy się muzyka? Oczywiście, ze słuchem i uszami. Bo żeby dobrze słyszeć – trzeba mieć zdrowe uszy. Szczególnie ważne jest dbanie o słuch maluchów – bo wpływa on na naukę prawidłowego mówienia, co potem, w nieco starszym życiu, wpływa na naukę poprawnego pisania też.

O zdrowe uszka naszych maluchów pomaga dbać OlivoCap – sponsor DZIECKA NA WARSZTAT.

Olivocap® to w 100% naturalny spray do rozpuszczania i usuwania woskowiny usznej dodatkowo nawilżający kanał słuchowy, zapobiegający ponownemu gromadzeniu się woskowiny, łączący w sobie cechy mechanicznego związku myjącego oraz cechy wspomagania procesu samooczyszczania uszu z woskowiny.

Olivocap ze względu na 100% skład naturalnych olejów roślinnych oraz brak konserwantów może być bezpiecznie stosowany u dzieci i niemowląt powyżej 3 miesiąca życia.

Razem z OlivoCap zapraszamy Was na konkurs.

Co trzeba zrobić, żeby wziąć udział w konkursie?

-Zaproponować dokończenie zdania: „Najlepszy balsam dla uszu to…” Dokończenie należy wpisać w komentarzu na profilu FB DZIECKA NA WARSZTAT pod plakatem konkursowym.

-Polubić profil FB DZIECKA NA WARSZTAT i OlivoCap

-Udostępnić plakat konkursowy na swoim profilu FB lub blogu.

Konkurs trwa od dziś, do 3 lutego. Ogłoszenie wyników na profilu FB DZIECKA NA WARSZTAT już 10 lutego.

Do wygrania 5 zestawów od OlivoCap – do pielęgnacji uszek oraz gardła – takich, jak na plakacie.

A więcej o OlivoCap przeczytacie TU

ZAPRASZAMY!

Mamuśka u fryzjera

I wybrała się mamuśka do fryzjera, zrobić się na….ubóstwo… tym razem dosłownie. Od lat chodziłam do zaufanej, ukochanej, czytającej w moich myślach fryzjerki. Zawsze mi się podobało a i inni zwracali uwagę na nietuzinkowe cięcia. Tym razem jednak mamuśka przegięła z nietuzinkowością. Jako że moja ukochane fryzjerka się rozmnożyła i ma przerwę, mamuśka musiała znaleźć kogoś na zastępstwo.

Wstyd pomyśleć jak się to skończyło. Trzygodzinna nasiadówka u fryzjera, cena powalająca z nóg i efekt piorunujący. Pani usilnie próbowała przekonać wystraszoną babę, że ten kolorek to w świetle dziennym będzie wyglądał inaczej. Rano okazało się, że mamuśka wygląda jak żywa reklama fermy kurzej. Taki żółty kurczak z krótkim włosiem. Masakra na całej linii. Mamuśka wyła pół poranka, następnie powędrowała do osiedlowej fryzjerni narzucić inny odcień na łepetynę. Wyszło….. ciekawie, ale wciąż dziwnie i niezadowalająco i co gorsza kolejna kasa wypłynęła z portfela rodzinnego. Jacyś ci artyści sztuki fryzjerskiej ostrożni a niektórzy mają taką fantazję i gest w nakładaniu rozjaśniaczy.

Mamuśka postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i ….. pojechała do drogerii. Wybrała farbę i w godzinę wyglądała…. jak by nigdy nie zmieniała koloru włosów. Szkoda tylko wylanych łez, pustego portfela i włosów. Następnym razem jadę po farbę z drogerii a ścinam się byle gdzie za 5o zł i na pewno będę bardziej zadowolona.

Czasem fanaberie nie wychodzą nam na dobre. Po co wydziwiać i się stresować. Miałabym wolny wieczór i przedpołudnie a do tego parę nowych bucików…. Ech baba już ściga czterdziestkę a głupia czasem jak uczennica.

Mamuśka

Warsztat muzyczny

Stało się, kolejny warsztat za nami. Niby taka łatwizna, ale tylko pozornie. Śpiewamy na co dzień i taniamy nie rzadko, ale żeby od razu warsztat z tego robić. Mamuśka musiała się wytężyć i coś wykombinować, by latorośle nie padły z nudów. Bo warsztatu założenie jest dla nas takie: ŻEBY SIĘ NAUCZYĆ I PRZEDE WSZYSTKIM DOBRZE BAWIĆ.

Mam nadzieję, że jak dziecię pierwsze i drugie trafią już do szkolnej ławy, znajdzie się taki zakręcony nauczyciel z pasją i polotem. Nie muszę chyba dodawać, że taki jak ja 🙂

Wykształcenia muzycznego mamuśka nie posiada, choć za młodu keyboard miała i coś tam plmukała. Mężaty samouk gitarowy, już nie ma czasu by szarpać struny. Każde z nas muzykę kocha i żyć bez niej nie może.

Niestety na co dzień w samochodzie królują Fasolki a nie Metallica. Dzieciaki śpiewają często i dużo a my do obiadu zamiast nucić „Hey Jude”, mruczymy „Gdy strumyk płynie z wolna”. Ale, ale……. zboczyłam z wyznaczonej ścieżki.

To już piąty, jak dobrze liczę odcinek serialu Dziecko na Warsztat. W tym miesiącu odcinek muzyczny.

plakat patron

Nie miałam pomysłu jak to ugryźć, ale…… i tak nam się chyba udało.

Postanowiłam dynamitom moim poopowiadać trochę o instrumentach. Nauczyliśmy się, że są instrumenty w które się dmucha i te nazywają się dęte. Pierworodna wyrywała się do odpowiedzi i opowiadała o puzonach, fletach i trąbkach. Mamuśka pokazała za pomocą książki Google, jak wyglądają inne instrumenty dęte których nie znała młodzież. Przypomnieliśmy też sobie, że tata szarpie struny jak gra czasem na gitarze i stąd nazwa instrumentów szarpanych. Najbardziej dzieciaki pokochały perkusyjne, w które się uderza lub nimi potrząsa. Hałaśliwe i najbardziej znienawidzone przez mamuśki, dzieciaki pokochały najbardziej. Dlatego postanowiliśmy sami kilka zrobić.

Jako, że w domu magazynuje się rury po zużytych ręcznikach papierowych i papierze toaletowym…….Dziecię sobie pomalowało trochę….

malujemy rure malujemy rurę 2 malujemy rure 3

Chciałyśmy zrobić z tego jakiś instrumencik, ale… gdzieś nam się zagubiły te kolorowe rury i niestety plan się nie powiódł.

Na szczęście rur nam jeszcze trochę zostało, więc się nie poddaliśmy i ugryźliśmy temat z innej strony. Tym razem w ruch poszły też balony i nożyczki. Kochammmmmyyyyy cięcie……

tniemy baloniki

Jak już się namęczyliśmy przy cięciu, napinaliśmy się przy zakładaniu balonika na rurę. Zupełnie jak wstęp do wychowania seksualnego 🙂

naciagamy balonik naciagamy balonik 2 Efektem naciągania był bębenek

długi bebenek

Mały też mieliśmy

bembenek mały

Potem pogrzebaliśmy w kuchennej szufladce i znaleźliśmy słoik ryżu, który też się nam przydał ale nie dojedzenia.

praca wspolna przy napelnianiu

I tak sobie latorośle grzebały i rozsypywały po kuchni. Nie powiem, żeby mamuśka była szczęśliwa, ale odwróciła wzrok i dała dziatwie posyfić i napełnić nasze bębenki.

wypelnienie grzechotki

Potem drugim balonikiem zakryliśmy wolny otwór i powstała grzechotka taka sympatyczna.

grzechotka

Tak sobie sypaliśmy, cięliśmy i naciągaliśmy. Po ręką były puste plastikowe kubki, które też się przydały.

bembenek na kubku

Powstało kilka instrumentów perkusyjnych a zabawy było na długi czas.

bembenki i grzechotki

Jak już zrobiliśmy instrumenty, trzeba było na nich pograć. Czasem niekoniecznie tak jak powinno.

gramy na bembenku

W domu znalazło się plastikowe składane jajo, po jakimś paskudnym słodkim badziewiu. Przynajmniej opakowanie się przydało i wraz z cieciorką, taśmą i kolorowymi ozdobami dało początek nowej przeszkadzajce.

przeszkadzajki w środkusklejona przeszkadzajka

Małoletni próbował rozłożyć nasz instrument na części pierwsze, ale wyczułyśmy gada i udało się zapobiec tragedii

brat chce zniszczyć przeszkadzajke

fajna przeszkadzajka przed klejeniem

Pierworodna obklejała przeszkadzajkę, wyciętymi wcześniej z samoprzylepnego papieru elementami.

wycinamy do przeszkadzajek obklejamy przeszkadzajke

Nie zabrakło też dziurkaczy maksi, które są na prawdę fajowskie.

robimy wzorki na przeszkadzajki

A przez przypadek wyszły nam pozdrowienia dla Steve’a Jobs’a

moje apple

Zmuliło nas trochę to tworzenie i postanowiłyśmy trochę pograć na tym co mamy już w domu. Jako, że rodzina lubi i nie boi się mieć w domu instrumentów….. Był więc tamburyn, flet prosty, cymbałki i harmonijka ustna.

bandyta z instrumentami flecik jula na cymbalkach harmonijka według juliCzasem zapoznawaliśmy się z instrumentami i tak..

poznajemy instrumenty domowe

Jako, że granie na jednym instrumencie nie było dla nas wyczynem…..

wielozadaniowy muzyk lepszebandyta z instrumentami

jest zabawa z indtrumentami

Uszy puchły, ale mamuśka nie dawała poznać po sobie. W końcu muzykowanie jest przyjemne. Coś mi się zdaje, że rosną mi mali artyści awangardowi. Jeden ma nawet podmalowane oko:) tak, żeby image był drapieżny.

Graliśmy też razem a mamuśka napychała waty w uszy i strzelała fotki.

rodzienstwo gra lepsze

Kolejnego dnia znowu zapragnęliśmy zrobić coś sami. Najpierw zachciało nam się flecika. Mamuśka na cienkiej, twardej rurze po papierze pakownym, namalowała punkty na dziurki.

przygotowanie do flecika papierowego

Myśleliśmy, żeby powiercić.

wiertarką w rure

Ale ostatecznie wygrał nożyk z ostrym końcem.

nożem w rure

Poszerzyliśmy dziureczki plastikową łyżką w nadziei, że nasze dzieło wyda z siebie dźwięk.

poserzanie dziurek

I takie nam pikne dziurencje wyszły

dziury w rorze flecika A potem była próba generalna

gramy na flecie co nie gra

I się okazało, że flecik nie gra. Za cienkie i lekkie miał ścianki. Podobno z marchewki flecik gra, ale latorośle nie chciały sprawdzać same.

Zamiast maltretowania warzywa postanowiły potrutać w pozostałe dostępne rury i znowu było głośno i wesoło.

gramy na rurze 2 gramy na rurze

Innej soboty, jak tylko młody zasnął, razem z małoletnią zabrałyśmy się za robienie domowych kastanietów. Jak widać poniżej, potrzebne nam były kawałki tekturki grubszej ( w naszym przypadku jakieś opakowanie po zabawce), duże guziki, sznurek, taśma klejąca, nożyczki i nożyk.

warsztat do kastamniety

Same tekturki nie wydawały dźwięku

kastaniety bez guzikow

Mamuśka zrobiła w nich dziurki nożem i dała dziecięcu swemu guziki i sznurek, zaklejony na końcu taśmą klejącą. Łatwiej jej było wciskać sznurek w dziurki.

Nastąpiła komisyjna selekcja guzików

kompletowanie guzikow

Potem to już tylko same przyjemności, czyli przewlekanie.

przewlekanie guzików przewlekanie guzikow 2

A takie nam fajne wyszły kastaniety hand made

nasze kastaniety nasze kastaniety 2

Pograłyśmy na nich oczywiście.

gramy na kastanietach

Jako, że z muzyką ściśle wiąże się taniec….mamuśka opowiedziała o karnawale. Poprzebieraliśmy się troszkę.

biedronkaA potem były tańce.

karnawalowe tance karnawalowe tance 2

Był szał a dodatkowo mamuśka zrobiła klimat disco i zamontowała na żyrandolu….. Błyskało i było profesjonalnie, ale nie długo. Po godzinie cud techniki się zepsuł 🙁

disco

Żeby nie było, że wszystko się nam udało…..

Myśleliśmy o cymbałkach, które stworzymy sami.

Mamuśka znalazł opakowanie nieużywanych kieliszków

kieliszki do cymbalek wodnych

Za pomocą strzykawki młoda napełniła je wodą. Każdy miał inną jej ilość w środku. Potem ułożyłyśmy je w kolejności od tego który był wypełniony najmniej do tego najbardziej wypełnianego cieczą. Miały grać inaczej, ale chyba szkło było za grube i wody było za mało. Dynamity odleciały układać domki z klocków a z cymbałków nic nie wyszło.

woda nalana w kieliszkachTyle by było.

Ciekawe co znajdziecie u innych mamusiek. Mogę tylko powiedzieć, że zawsze wychodzę blado przy ich wyczynach więc zachęcam by to sprawdzić.

Mamuśka

Sobota…z rodziną

Za oknem biało a tak psioczyłam, że wiosna i takie tam. Urodziny były mroźne choć celebracji nie było za dużej. Mogłabym nawet powiedzieć, że dałam sobie w pupsko. Przedszkola, wypady do ekologa i wycieczki krajoznawcze do radców prawnych a wieczorem upojna zumba. Jednym z nielicznych akcentów urodzinowych było piwo po wysiłku. Dziś miałam się udać na jakąś randkę, ale wymiękłam. Zatoki i jakiś taki kaszel. Generalnie glutem zarzuciło mamuśkę. Na dodatek mężaty dał mi pospać dłużej pół godzinki i śniły mi się jakieś pierdoły. Wstałam zdruzgotana zdradą drugiej połowy i zrobiło mi się źle na samą myśl o tej łajzie ze snu.

Dziecko pierworodne moje płci żeńskiej ostatnio postanowiło nie bawić się z dzieckiem młodszym płci męskiej. Na dodatek nie dzieli się zabawkami i przy każdej sytuacji naruszenia mienia przez młodego, drze się wniebogłosy ” nie możesz”. Na to małoletni wpada w panikę, bojąc się starszej, większej i głośniejszej siostry i wyje z rozpaczy. Taki bardzo głośny pojedynek na głosy. Nie daj, gdy coś młody starszej zabierze z talerza…… wojna. ” Nie będę tego jadła”…. ” nie lubię cię”…” idź sobie na zawsze”. Taka aktorska wprawka, straszny lament i miauczenie przez bite pół godziny, że ” nie chce”, ” nie będę”…..łeeeeeee. Dziś już mamuśka musiała się zamknąć w kiblu bo bałam się zagłady dzieciąt. Dobrze, że pod ręką leżało jabłko a na ścianie kuchennej jest zmywalna tapeta….. Teraz mam ochotę zakopać się pod kołdrą i czytać.

Mamuśka nie byłaby sobą jakby na weekend nie wymyśliła wspólnego pichcenia. Dziś miały być pączusie i ….. nie wyrosło ciasto, bo się mamuśka zagotowała z nerwów. Chyba potrzebna mi jest separacja od tego folwarku. Gotowanie to ma być rozkosz i przyjemność a dziś to była przeprawa przez dżungle.

W tygodniu miałam okazję przekonać się co znaczy działanie wielotorowe. Dziecię starsze i młodsze jak zwykle od niedawna bawiły się każde czymś innym. Nie było by w tym nic szczególnego, tylko że obydwoje chcieli żeby mamuśka bawiła się z nimi. Z jednej strony młody zabunkrowany w namiocie bawił się w KLEP ( SKLEP) a mamuśka miała kupować i płacić PIMI ( PIENIĄŻKI). Z drugiej strony małoletnia uskuteczniała zabawy domkiem dla lalek a mamuśka miała za zadanie odgrywać role jego mieszkańców. Dało się to wykonać przez pół godziny potem nastąpiło załamanie. Płakałam ze śmiechu, bo gubiłam wątki a każde czujne domagało się o atencję gdy odwracałam głowę do innego dziecia. Normalnie cyrk. Normalnie człowiek w weekend pragnie uciec gdzieś…… byle daleko, ciepło i spokojnie.

Sobota, dzień wytchnienia. Za oknem -15 stopni i na spacery za zimno. Zabawy zaproponowane nie przeszły aprobaty i co tu robić. Lecę do sklepu po drożdże i sama zrobię te tłuste pączki.

Mamuśka

A tak do poczytania…..

Z cyklu przemyśleń po padnięciu na buzię z przemęczenia.  My mamuśki to jednak cholery wytrzymałe jesteśmy. Czy deszcz, czy zima, czy wiatr na spacer walimy, bo latorśle zdrowe będą. Czy boli czy nie boli, odkurzać trzeba bo się młody naje kotów z podłogi i klakami będzie się krztusił. Chce czy nie, pazury dzieciom swym ciąć trza, bo haczą i ślady na ciele zostawiają. Zupa musi być, bo dzieci lubią i tyle. Kluski w niedziele? co z tego, że w biodra idą. Trza kręcić, bo dziecię jedne i drugie kocha. A jaka radość spełnionego obowiązku mamuśkowego.

Drugie połowy to jakieś takie słabe czasami. Nie żeby w ogóle, ale czasem to tak aż szkoda. Robią na dom i utrzymanie, ale po pół godzinie z dziećmi wymiękają i jakieś takie się nerwowe robią. Oazy szukają w kiblu i nad czajnikiem, spłoszone biedactwa. Jak kolacja to oby szybko i bezboleśnie. Jak zupka to ze słoika a jak krem to nie ważne jaki ważne że jakikolwiek użyty. Po co się zagłębiać w szczegóły. Po najmniejszej lini oporu 🙂 Kochamy ich jednak i oko przymykamy bo to chłopy przeca nasze i tyle.

Moja córka mnie nie lubi 🙁 i jakoś źle mi z tym. To ja jestem ta zła niedobrota co ogranicza i gani. U stole ustawia i jeść palcami nie pozwoli. Takie te matki złe, że nie sposób ich lubić. Mam nadzieję, że się kiedyś zakolegujemy z moją pierworodną, bo fajna z niej dziewczyna i szkoda by było 🙂 Nugetsy jej walnęłam domowe, żeby sobie dziewczę pojadło łapami jak lubi, tak ją kocham. Nie zniesę jednak sałatki szczypanej palcami z talerza i pewnie dlatego mnie nie lubi. A tu zdjęcie takie dla zaostrzenia apetytu, bo wyszły pyszne. A przepis znajdziecie tu.

nugetsy upieczone

Trzymając się tematu pierworodnej, młoda ostatnio po występie na dzień babci i dziadka uciekła ze wspomnianymi do domu. Gościła aż do godzin poobiednich, wprawiając dziadków w zachwyt. W autobusie skwitowała, że wygodnie się jedzie ale kierowca ma przechlapane, bo musi wozić tyle ludzi i się napracuje. Mamuśce tego samego dnia, przy otwieraniu drzwi w budynku zasunęła „bez paniki….dam sobie radę?”.  Czasem to prawie sikam ze śmiechu jak moja niespełna pięciolatka rzuca hasłami. Pewnie też tak macie, że momentami macie ochotę wyjść wyjściem awaryjnym a innym razem zapisalibyście sceny w formie filmu dla potomnych. Dla takich chwil warto żyć mamuśki.

Wspomniałam o deszczu na początku. Normalnie się powaliło w tej pogodzie. Zaraz urodziny mamuśki a tu leje z nieba, zamiast śnieżycy i zamieci.  Chrystusowy wiek już za mną a ja pamiętam, że zawsze biało było albo choć zimno jak cholerka. A tutaj pąki drzewa puszczają. Czy to oznacza, że latem znowu będzie żar lał się z nieba i trzeba będzie klimatyzator kupić???? Kurcze a tak liczyłam na nową parę bucików……..Może kupię zraszacz ogrodowy i parę butów, zamiast klimatyzatora.

Mamuśka

 

Weekendowe wypociny

Mistrz wymówek. Tak mogłabym nazwać mojego ślubnego. Chorował przez prawie miesiąc. A to kaszelek, a to katarek a to wysypki a to łamanie w kościach. Generalnie ni do garów, ni do wyra ni do gadania. Charkał, smarkał, pocił się po nocach i dzieci mi budził. Kochająca żona opisuje męża. Niejedna by nie wytrzymała. W końcu mamuśka wzięła sprawy w swoje łapki i jako niepraktykująca farmaceutka podziałała.Bagnet na broń, piguły w dłoń i reżim. Niestety mężaty jest moim trzecim dzieckiem i nie mniej ciężkim w obsłudze. A nie wziąłem ( choć mi żona położyła na stole pod nosem) bo nie jadłem obiadu,  bo nie mam nic do popicia, bo nie mam czasu, bo mam pyszny smak kawy w ustach, bo chyba już brałem……lista „bo” jest długa a matka i żona gestapo lata i ponagla. I co??? Nie ma gila. I co??? Nie wypluwamy co rano z wielkim hukiem w łazience nie wiadomo czego. Nie wiercimy się i stękamy, że nas coś boli. Batalia wygrana, ale ciężko było…… Pora wywiesić białą flagę.

Poza tym w ramach zrzucenia sobie z barków obowiązków, mamuśka zaczęła piec dzieciom bułki. Serce mi krwawiło, jak widziałam nieletniego jedzącego codziennie paskudną kajzerkę z piekarni. Bułę białą, która dnia następnego była kamienna. Znalazła mamuśka przepis, przerobiła go pod warunki zapasów w kuchni i ….powstały takie buły…..

buły

 

Młoda kocha taką bułę, mężaty zjada ciepłe a małoletni dał się oszukać i rano nie podjada na spacerku białej kajzerki tylko je mamuśkową bułę. Myślałam, że będą czerstwieć i nikt ich nie zje a tymczasem…borem, lasem…… znikają a mamuśka dopieka i ulepsza. Dzieciaki czekają a ślubny cieszy się, że zje bułę.

A dzisiaj mamuśka zainicjowała nową pasję córci. Poszliśmy sobie na łyżwy i ……. okazało się, że wyszukane dwutorowe są za małe. Ślubny pocił się na myśl o wypożyczeniu normalnych łyżew na pierwszy raz a mamuśka się uparła. Zawiązała ciasno figurówy i ciągnęła dziecię po lodzie ponad pół godziny.  Młoda nie chciała wyjść z lodowiska. Jutro jak nie będzie padało znowu idziemy. Małoletni odziedziczy podwójne i tym samym zadebiutuje na lodzie w wieku 20 miesięcy a młoda będzie się słaniać z radością po lodzie. Po dzisiejszej siłowni mamuśka jutro szklanki z wodą nie podniesie, ale ile radości.

Nie wiem jak u was, ale my działamy torem kar i nagród. Zakupiliśmy tablicę motywacyjną i …… to działa. Dziś małoletnia pojechała z tatuśkiem kupić malutką zabaweczkę w nagrodę za nazbieranie słoneczek. Dziś młoda wygoniła nas z pokoju przed wieczorynką, bo chciała sama posprzątać. Oczywiście już sobie wypatrzyła jakiegoś ogromnego pets shopa. Mężaty wytłumaczył grzecznie, ze musi na niego zbierać przez kolejne tygodnie, ale twarda jest. Ubiera się sama, choć wcześniej nie potrafiła i zęby chętnie myje. Zaraz umyje mi kibelek i samochód. Cel uświęca środki. Młody na przekór tablicom, nauczył się sam ubierać kurtkę 🙂 I czym ja biedna zmotywuję potem jego??….. a może będzie doskonały??…. jak mamuśka.. :)))

Mamuśka

Zdrowy apel mamuśki

Zabijcie mnie może wale frazesami, ale jemy zdrowo.  Mamuśka gotuje prawie codziennie, dba o to żeby było zróżnicowanie i kolorowo. Tu podpatrzę, tam doczytam i staram się zmieniać co się tylko da, żeby dzieci i my miały dobre i zdrowe jedzenie. Nie ulegam dietom przemian trzech czy pięciu ani białkowym rewolucjom. Ograniczam dzieciom słodycze, albo piekę swoje.

Oczywiście nie wszystko da się przeforsować, bo owsianka dla mojej czterolatki to obrzydlistwo. Młody je ją z radością. Dzieciaki kochają amarantus ekspandowany, nawet tak na sucho jak chrupki. Suszone owoce są u nas od zawsze hitem a świeżych kupujemy tyle….Na nic mamuśce sklepowe wazy na owoce. Musiałabym ich mieć trzy. Młody na jedno posiedzenie strzela 3 mandarynki. Jak obiorę granat, nawet go nie poliże bo moja szarańcza wciąga go w pięć minut. Melony, arbuzy…..rany, banany zawsze. Niektóre dzieci podobno nie lubią owoców i jedzą tylko banany a u nas o dziwo banany nie są kochane. Zjedzą jak nie ma nic innego, ale po co jak jej co innego. Mogłaby się rozwodzić godzinę nad owocami, ale nie o tym chciałam powiedzieć.

Niech mi nikt nie mów, że kupne słodycze nie są samym złem. Owszem czekoladę kocham i kupuję. Dzieciom racjonuje a sama przed sobą muszę ukrywać bo kocham ją ponad życie. Ostatnio na gwiazdkę w paczkach dzieci dostały jakieś gówniane skitlesy. Dodam tylko, że małoletni ma 20 miesięcy a córka 4 i pół roku. Wysypała mamuśka kolorowe drażetki do szklaneczki, wyglądają tak kolorowo i apetycznie. Mężaty cierpiał srodze na dziwne bóle brzucha a młoda dostała jakiś wykwitów na policzkach po tym gównie. Właśnie wylądowały w koszu. Nie marnujemy jedzenia w domu a bynajmniej się staramy, ale tego mi nie żal. Wiem, że wiele mamusiek pracuje od rana do nocy i nie ma czasu piec, ale na miłość nie wiem już czyją, chyba rodzicielską. Dajcie dzieciom jeść suszone owoce. Kupujemy takie suszone na słońcu, są droższe ale smaczniejsze, zdrowsze i słodsze. Morele zaskakująco nie są pomarańczowe tylko ciemnobrązowe. Wiadomo, że dzieci nie od razy załapią zdrowe nawyki, ale popracować warto.

Moja córcia nie jada chipsów, popcornu, nie pije słodkich soków i napojów gazowanych. Odstępstwem jest Water raz na jakiś czas. Woda, kompoty i owocowe zimne herbatki. Nigdy nie pijała kubusiów i do teraz ich nie chce dotknąć. Ostatnio jak dostała od kogoś w prezencie, mamuśka wypiła żeby się nie zmarnował i …… walczyła ze zgagą pół nocy.

Takie badziewie sprzedają naszym dzieciakom, że aż się włos jeży. Babcie kupują i twierdzą, że jedliśmy to samo a ja się nie zgodzę. Jak byłam mała połowy tych rzeczy nie było. Teraz na każdym kroku żelki, chipsy, sody i inne świństwa. Spróbujcie na plaży kupić coś zdrowego. Kukurydza….no może. Dlatego od zawsze targam tony siatek z napojami i owocami. Poza tym staram się piec i gotować, bo choć sama lubię coś zjeść na mieście zawsze muszę to jakoś odchorować.

Może są już z nas francuskie pieski a może nasze ciała odrzucają już chemię. Kiedyś nie było tyle alergii i atopii a teraz skąd??? Myślę, że z żarcia. Marzy mi się przydomowy ogródek…….

Pomarudziłam, ale wyrzuciłam żółć. Teraz mi lepiej:) Może ktoś weźmie to sobie do serca.

Mamuśka

Sylwester 2013

Ech co to był za dzień:) Od rana w biegu. Na horyzoncie pojawił się pierwszejszy klient mamuśki a tu nowy rok i brak czasu. Obiadek, pranko, zakupy, zabawa. Prababcia pociech pomogła przez dwie godziny i mamuśka miała się skupić na pracy. W tak zwanym międzyczasie ogarnęła mamuśka kuchnie, rozpakowała zmywarkę, obrała owoce dzieciom i zmieniła pieluchę. Następnym razem spylam z domu, bo się nie da nic zrobić z dzieckiem u nogi.

Popołudnie…..mamusiu a pobaw się ze mną. A tu pakowanie maneli na imprezę sylwestrową, mającą się zacząć o 16:00. Czesanie, ubieranie, podawanie jedzenia, zmiana pieluch, gotowanie, malowanie….. kołowrotek.

Mężaty zarobiony, zamknięty w biurze na dziesięć spustów tylko po pracy się przebrał i zabrał z rodziną na imprezę. Mamuśka zagryzła zęby, ale nie pękła. Niestety obluzował się zawór bezpieczeństwa jak mamuśka została zapytana na miejscu imprezy czy może spakowała dziecku papciusie. Para poszła mi uszami. Mamuśka zarobiona z piórkiem w pupie ubiera, stroi, czesze, karmi i sama w między czasie sikając maluje i siebie a małżonek po pracy nie myśli już o niczym. Gdzie tu kurka wodna równouprawnienie??? Na szczęście atmosfera i doborowe towarzystwo złagodziło gniew mamuśki i impreza się udała, choć zmęczone ciało mamuśki polegiwało na sofach, miast siedzieć dziarsko przy stole.

Dzieciaki szalały na dyskotece domowej. Młody niezauważony wyżarł pół miski miśków, których nie jadł nigdy i długo miał ich nie dostać. Rodzice rozbrykanej drużyny wraz ze znajomymi otworzyli szampana tuż przed….19:00. Dzieciaki padły zemdlone, doniesione do domu już o 21:00. Normalnie śpią już o 20:00 a tu w taki wyjątkowy dzień nawet nie były w stanie się umyć, nie wspominając już o zębach. Oj szalała próchnica po nocy i miśkowych przekąskach.

Staruchy padły o 22:30 ….szał był…..sylwester, że hej:) W nocy mamuśka odbyła kilkanaście wędrówek do rozwścieczonej córki, której przeszkadzały wybuchy. Strzelali ponad godzinę, więc było wesoło i hucznie.

Rano bezlitośnie zostaliśmy obudzeni przed 6:00 a młoda już przed obiadem powitała nowy rok jak rasowy imprezowicz. Najwidoczniej żelki się nie przyjęły i wylądowały w muszli. A nie mówiłam, że to niezdrowe i w ogóle niedobre 🙂

Dosiego

DSC_6815

Mamuśka