Kupa szczęścia

Ja to chyba fortunę znajdę albo wygram, bo na pewno nie zarobię. Ostatnio nieletni na spacerze w ferworze walki, lecąc za piłką sprzątnął z trawnika ze trzy psie kupy. Małe buty średnio pomieściły takie miny i musiałam się nieźle namęczyć z doprowadzeniem ich do porządku. Nie wspomnę już o zapachu, który ciągną się za nami po całym podwórku. Tego samego dnia, ten sam sprawca samodzielnie wyprodukował coś co przerosło moje oczekiwania i możliwości pieluchy. Stwierdziłam wtedy, że mam przesrane na całej linii. Takie niespodzianki jednego dnia to za dużo. Na szczęście sprawca śmierdzących afer chciał się chyba obronić i w prezencie mamuśce sam zaczął wołać, że chce korzystać z nocnika. Wcześniejszy obiekt zabaw, stał się w końcu upragnioną ubikacją i znalazł docelowo w łazience. Hurrra. Nie powiem, że jestem zaskoczona, bo córka-konfiturka musiała być przymuszana w wieku dwóch lat do odrzucenia pieluch. Mówią, że chłopaki do tyłu i takie tam a tutaj niespodzianka, jeszcze nie ma pół roku i już poczuł potrzebę korzystania z ubikacji. Zuch chłopak. Zastanawiam się czy moje zdolności wychowawcze rosną wprost proporcjonalnie do czasu spędzanego z latoroślami. Nie dzieje się tak na pewno z moimi zdolnościami interpersonalnym, które powoli kuleją. Podsumowując, nawet jak stanę się właścicielką kupy…pieniędzy i tak nie zarzucę pisania, bo to lubię. 🙂

Wczoraj wybrałam się do kina, sama. Musiałam odreagować trzy dni z dziećmi bez mężatego, wyjść do ludzi i odchamić się. Wolałabym do teatru, ale daleko więc zostało kino. Na szczęście wybór był trafny i nie zawiodłam się. „Czas na miłość” to na prawdę godny polecenia film. Łzy ciekły mi po brodzie a jak wróciłam do domu, wycałowałam całą rodzinę. Zanim dojechałam w samochodzie wydzierałam się niemiłosiernie, wierząc w swoje możliwości wokalne. Dobrze, że nikt tego nie słyszał.

Taki reset się przydaje. Mamuśka się ukulturalniła i na nowo odzyskała pozytywne nastawienie. Niestety tylko na chwilę, bo już od rana przedszkolak gra na mnie jak na gitarze. Szarpie struny mojej cierpliwości, pokłada się na ziemi i wywala wielki ozór. Zatkało mnie jak to dziś zobaczyłam. Niebywałe czego fajnego można się nauczyć w przedszkolu. Teraz pozostaje mi tylko zaparzyć melisę i czekać na wielką wygraną. Walka ze zbuntowanym przedszkolakiem to dopiero jest dopalacz.

W tak zwanym między czasie, eksperymentujemy naukowo. To taki przedsmak naszych warsztatów fizyczno-chemicznych.

lód w szklance

A to na górze to nie szklanka przygotowana na drinka dla mamuśki, tylko element doświadczenia. Oj będzie się działo.

Mamuśka

One thought on “Kupa szczęścia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *