Podejście numer dwa

Kolejny piękny czwartek. Od świtu biegi przez płotki. Już od rana mamuśka nie wyspana, bo synuś wzywał jej imię na daremno przez pół nocy. Nic to jednak, zwartym i gotowym trzeba być. Ciuszki szarańczy dobrać, odpowiednie do pogody, koloru i ostatnio rozmiaru. Śniadanie, prawie dla każdego inne. Mamuśka na diecie, mężaty dojada pozostałości z lodówy a młodzież wybrzydza. Czesanie to też bardzo pasjonujące zajęcie, przy wiecznie kręcącej się głowie i niesfornych kosmykach, które za cholerę nie chcą się układać tak jak chce mamuśka. Na koniec przyjemnych porannych rytuałów, mycie i wypychanie drużyny za drzwi. Co by mamuśka w spokoju głowę umyła i tu pojawił się problem właśnie wczoraj. Jakoś tak dużo miałam w planach na rano, więc po szybkich oględzinach w pici lusterku stwierdziłam, że obędzie się bez mycia. Dopiero w połowie dnia zorientowałam się, że jakoś tak tłusto na głowie. Zagryzłam zęby i dalej bawiłam się z synem w policjantów.

Jak tylko małoletni został położony do snu południowego, mamuśka zasiadła nad lekturą. Tak wyglądałby tekst zrelaksowanej mamuśki. Niestety rzeczywistość mnie przygniotła górą prania do wyprasowania. Dodatkowo dwa obiadki i tak minął mój czas wolny. Potem z przedszkola wróciła zbuntowana młodociana. Tym razem kręciła nosem na wyjazd do miasta, bo nie miała czasu na zabawę. Po wysyczeniu przez mamuśkę kilku komend z niepohamowaną radością udała się do samochodu.

Nie wiem czy pamiętacie, ale czwartek to dzień zajęć muzycznych starszej latorośli. Ostatnio byłam cebulową panienką a w tym tygodniu byłam spocona i tłusta na czubku. Sam seks, mamuśka całą gębą. Dodatkowo, żeby uprzyjemnić sobie życie, zamiast wózka wzięłam ze sobą nosidło by targać nieletniego. Trzecie pięterko, co mi tam, w kamienicy o wąskiej klatce. Ja nie dam rady. Zaplanowałam sobie jeszcze wypad do apteki i spożywczaka, co odznaczyło się jako dwie pokaźne siaty.

Podsumowując. Spocona, z tłustą głową, z malcem w nosidle ( malec żuł wafle i pluł mi w dekolt), z dwiema siatami i rękami do ziemi oraz córą przy boku. Dodatkowo z ust zwisał mi worek nieletniej, bowiem sama ona przeżuwała coś namiętnie i nie miała wolnej ręki. Tak wyglądałam wczoraj, wracając z zajęć muzycznych. Bo przecież trzeba się odchamiać.

Dziś w gratisie, za wczorajsze szaleństwa dostałam zapalenie krtani oraz antybiotyk zamiast czekolady.

Życie jest pikne.

Do Re Mi………

Wracając do tematu rozmiaru ciuchów potomstwa oraz wielkich wpadek. Nie ma to jak wpaść do pana doktora z synem chorym, w przykrótkich spodniach wspomnianego delikwenta. Cóż, tak jak wspominałam, co dzień nowe wyzwania i jakie zaskoczenia. Czasem to wyglądam jak bym przez cały dzień olewała swoje dzieci. Wtedy krew mnie zalewa, bo na prawdę nie mam czasu na siku.

Mamuśka

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *