codzienność…..

Mamuśka wróciła…..Wycieczka do Krakowa się udała. Dzieci żyją, mężaty nie powiesił się na jabłonce, mieszkanie nie spalone. Jaki z tego wniosek? Trzeba wyjeżdżać częściej.

Wypad weekendowy to jest to. Autokar w którym można poczytać bez skrzeczącego dziecka nad uchem. Spokojny, niezdrowy obiad na który bez stresu czekam się prawie godzinę. Na deser piwo. O każdej porze piwo, wypijane bez pośpiechu w miłym towarzystwie. Czas na przyglądanie się obcym facjatom I co najważniejsze nieograniczony czas na rozmowy z przyjaciółką.

Wbrew pozorom nie było tańca na barze i haftowania przez ramię koleżanki. Kulturalnie pokiwałam się w fantastycznym klubie Stalowe Magnolie przy muzyce granej na żywo. To pewnie specjalnie dla mamuśki, która wyrwała się z kieratu na chwilkę za miasto. Sympatyczny mały hotelik z roztrzepaną recepcjonistką. Spanie do 8:00 to dopiero rozpusta a śniadanie jedzone ponad godzinę….bez komentarza. To się nazywa weekendowa wolność.

Znalazł się też czas na szokującą wystawę. Ciało ludzkie z bliska. Myślę, że czasem ciekawość zapędza nas tam gdzie niekoniecznie dobrze zaglądać. Muszę przyznać, że nawet mi się podobała, ale niekoniecznie chciałabym żeby moje dziecko oglądało ludzkie ciało podzielone na części i zestawione jak klocki domina. Nie wspomnę już o komnacie z dzieciaczkami. Ku chwale nauki, ale jakim kosztem. Pouczające, ale jakim kosztem. Do dziś się zastanawiam w jaki sposób przygotowano eksponaty do takiego pokazu. Na szczęście zawsze chciałam uczestniczyć w zajęciach prosektoryjnych i zaraz potem ze smakiem zjadłam solidny kawał mięska bez zająknięcia. Byłam zszokowana i zachwycona jednocześnie.

A już dziś powrót do codzienności. Pranie, prasowanie, gotowanie, spacerki……. proza życia.

Niestety tak jak przypuszczałam tęskniłam strasznie za moją wesoła gromadką. Córa się stęskniła, synuś nie zauważył mojej nieobecności a ślubny podsumował, że nie mam tak źle i dał radę. Jednak mamuśkę da się zastąpić tatuśkiem i mam zamiar to jeszcze wykorzystać.

Tak z innej beczki  Moja córa wpadła ostatnio do domu i oznajmiła mi, że Michasia z Rybek się zakochała. Zmroziło mnie i zaraz spytałam co według niej znaczy jak się kogoś kocha. Skwitowała, że to pewnie wtedy jak się kogoś bardzo lubi i po chwili dodała, że ona chyba się zakochała w Milence. Mało nie padłam martwa. Niby jestem tolerancyjna i znałam kilku gejów, ale nie byłam przygotowana na takie wyznanie czterolatki. Generalnie mój przedszkolak ostatnio stał się bardzo dociekliwy w temacie cielesności i takich tam. Napadła ślubnego w łazience i skwitowała, że chciała tylko zobaczyć jaki ma kształt 🙂 Stary dostał gęsiej skórki i zawstydzony schował się w jaskini.  Innym razem kąpiąc się z bratem w wannie zapytała czy może dotknąć jego ptaszka. Nie wiem do teraz w jakim celu te wszystkie eksperymenty, ale już się boję 🙂 Edukacja seksualna jest potrzebna, ale nie myślałam że nastąpi to tak szybko. Muszę się przygotować do tego mentalnie.

Dobranoc

Pchły na noc

Mamuśka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *