Jagodowy poniedziałek

Dziś o poranku, mimo wielkiej niechęci mamuśka wdziała getry i buciory, co to mają kształtować pupę. Postanowiłam biegać i dziś zaczęłam wdrażać plan w życie. Średnia jestem w określaniu odległości, ale dużo nie przebiegłam. Myślałam, że wypluję płuca, oskrzela i żołądek a na dodatek żyła na szyi tak mi pulsowała, że myślałam że umieram. Jestem prawie pewna, że mogłam spowodować kilka wypadków, gdyż biegałam przy drodze. Powodem tego nie było moje powabne ciało, ale przerażająco czerwona facjata i pot lejący się strumieniami. Myślę, że z powodzeniem mogę startować do castingów do thrillerów.
Zlana potem doczłapałam do domu, żeby już po kilku wdechach i prysznicu ruszyć w kolejny wyścig z synem po placu zabaw. Niełatwe to zadanie kiedy zwierze nie posiada szelek i rwie się pod huśtawki, karuzele i zjeżdżające dzieci. Ostatnio spotkałam znajomą, której synek jest niewiele starszy od mojego i dopiero zaczyna chodzić. Matka się martwi a ja rzeknę tylko tyle, CIESZ SIĘ BABO, ŻE NIE BIEGA !!!!

Potem pędem po wyniki badań mamuśki, bo coś słaba ostatnio. Okazało się, że mamuśka, jak każdy koń zaprzęgowy, potrzebuje czasem kostki cukru na pocieszenie. Generalnie cukier mam za niski a zużycie energii ogromne, więc się muszę dopalać.

Obiecałam córci owocowe pierożki, więc z jęzorem na wierzchu pognałam po jagody. Jak tylko położyłam padnięte zwierze numer jeden, zabrałam się za przygotowaniem pożywienia dla zwierza numer dwa. Tak się rozpędziłam, że wyszło mi prawie 50 jagodowych cacek. Aż dumna z siebie byłam.

Dobrze, że chociaż ja, bo córcia po powrocie z przedszkola nie skakała z radości. Musiałam w nią wciskać zaledwie 4 pierogi, które sowicie okraszała cukrem. Krzywiła się, że są kwaśne. Masz babo placek, trzeba było kupić kilka w garmażerce i olać system. Ja niestety tak mam, że lubię się popisać.

Dziś mało brakowało i znowu wpędziłabym się w kolejną ciekawą akcję. Młoda opowiadała o urodzinach kolegi z grupy. Jak to przyniósł babeczki i takie tam. Już knułam plan nocnego pieczenia kilkudziesięciu babeczek. Córa w środę kończy cztery lata. Na szczęście mój zdrowo myślący ślubny powiedział, że zamknie mi piekarnik na klucz. Przyjaciółka powiedziała, żebym kupiła gumy rozpuszczalne i będzie dobrze. Tak też zrobię jutro a sama zamiast piec po nocach może w końcu coś zrobię dla siebie. Na przykład popiorę sobie ręcznie :))))

Tak oto minął mi poniedziałek. W przerwie jakieś tam zmywarki, pranka i zszywanka, ale to już standard.

Ciekawe czy wtorek też będzie taki cudowny?

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *