Wakacje…

Normalni ludzie na wakacjach odpoczywają, ale nie rodzice. Ja należę do modelowego zestawu 2+2, więc o wypoczynku nie ma mowy. Właśnie wróciliśmy z tygodniowego wypadu do boskiej Italii.

Kiedyś marzyła mi się Toskania, wino i piękne widoki. Dziś zadowoliłam się Rosolina Mare, pizzą i lodami. Wcześniej pokonaliśmy 11 godzinną podróż samochodem. Nie powiem żeby to była przyjemność, mężaty prowadził pojazd a mamuśka ładowała siły na następny dzień. Tylko ciężko mi się je ładowało jak młody syczał za każdym razem gdy spadał mu smok a córa wyginała ciało przy każdym rażeniu światłem. Niefortunnie system nawigacji zaprowadził ślubnego przez austriackie alpy. Takie sobie serpentynki nocą, masakryczne oświetlone tunele….sama przyjemność. Taka podróż dała nam gwarancję niewyspania całej rodziny a wcześniej pomogła nam w tym czeska autostrada. Już myślałam że nasze krajowe są straszne, ale chyba lepiej w ogóle ich nie mieć niż chwalić się takimi jak sąsiedzi. Zapamiętałam to jak podskoki na trampolinie, które przestały być śmieszne po piętnastu minutach.

Najważniejsze, że Włochy przywitały nas słońcem i piękną pogodą. Miejscówka sympatyczna, bez wyżywienia w otoczeniu tubylców. Sąsiadująca z basenem i morzem. Żyć nie umierać. Niestety moja córka w pierwszy dzień w morzu wypatrzyła kraba i już do końca pobytu nie skorzystała z uroków ciepłej, czystej wody morskiej. Limit za dwójkę wykorzystał młody, który chciał chyba dosłownie zabrać cząstkę morza do domu. Rzucał się bez zahamowań i moczył paszczę w słonej wodzie. W chlorowanej wodzie też brylował mały szkodnik. Córa pokochała basen-patelnie, bez odrobiny cienia. Tak długo moczyła się w wodzie, zsiniała z zimna. Podsumowała to, że tak jej się podobało, aż szczękała zębami i koniecznie musi jeszcze trochę posiedzieć.

Generalnie wyjazd mogę opisać bardzo kulinarnie. Wino, makarony, oliwki, pizze, arbuzy, melony, lody mozzarella z bawolego mleka i pomidory. Jak tu wrócić w formie do domu, jak się ma pod nosem wszystko w dobrej cenie i niepowtarzalnym smaku. Żarcie w tym zakątku jest bajeczne, owoce słodkie i dojrzałe a wino jakby bez procentów. Dopiero po wstaniu daje o sobie znać. Rogaliki prosto z piekarni jadłam zanim docierałam na śniadanie. Moje dzieci kopnęły w kąt polskie jabłuszka, jak tylko zatopiły usta w ciekących po brodach arbuzach.

Morze bezkresne i ciepłe. Już pierwszego dnia na przywitanie wywaliło zdechłego kraba, ale o tym pisałam wcześniej. Piasek miałki jak nad Bałtykiem, ale deczko ciemniejszy bo powulkaniczny. Panierowaliśmy w nim nasze kochane kotleciki a sami gromadziliśmy jego zapasy w najbardziej niedostępnych otworach ciała. Plaża nawiedzona przez ciemnoskórych sprzedawców wszystkiego co może się przydać w tym miejscu. Niestety upierdliwcy nie umilają bądź co bądź wątpliwego wypoczynku. Chyba jednak wolę nasze lokalne, mniej natarczywe „lody, lody na śmietanie, kto poliże temu…..”

Obiecałam sobie że wspomnę o tym, iż południowcy mają chyba problem z uszami. Drą mordy od rana do wieczora a zwłaszcza wieczorami. Niestety jest to czas, kiedy biedni sfrustrowani, pragnący ciszy Polacy chcą odpocząć. Myślę, że włosi nie znają też telefonów komórkowych, bo potrafią konwersować z odległości 500 metrów. Masakra jakaś, książki nie poczytasz a obiadu w spokoju też nie przeżujesz. Na szczęście rodzice nie jedzą tylko wrzucają wszystko do paszczy nie gryząc po drodze, nie wspominając o delektowaniu. Poza tym włosi ni w ząb nie znają obcych języków. Kelnerka w barze była oburzona, jak się grzecznie spytałam o angielski. Mało mnie nie opluła.

Sumarycznie, było bardzo pozytywnie. Za cholerę nie odpoczęłam, ale się obżarłam i opiłam. Dzieci się wyszalały i przywiozły coś ekstra do domu. Wygląda to jak zapalnie spojówek. Drapią się po ślepiach a mamuśka walczy z zaklejonymi powiekami.

Niebawem podzielę się z wami wspomnieniem z wycieczki do Wenecji a w PORADACH umieszczę coś ciekawego. Na razie cieszę się, że mogę pisać znowu.

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *