Polewanie

To się właśnie działo w niedzielę, kiedy to w końcu ochrzciłam mojego syna. Zamiast polewać sobie do lampki wino, obcy chłop moczył głowę mojemu dziecku. Jakoś nam się nie spieszyło z jego chrzcinami i może dlatego taki z niego urwis. W krótki spodenkach wystaje mu ogon, ale nie ten męski tylko taki diabelski. Jak się lepiej przyjrzeć wśród czupryny można wypatrzyć rogi. Takiego diabła chowam.

Jedną diablicę już tresuje, bo mi się córa ostatnio pasjami kładzie na ziemi i rzuca się jak biedronka na plecach. Nie wiem czy wraca z tego przedszkola taka zmęczona czy może głodna. Stawiałabym na to, że wszystko na raz. Choć ostatnio buntuje się z byle powodu. Muszę jej chyba zaparzyć meliskę, bo nerwowa mi się latorośl robi a to się potem udziela i mamuśce i ślubnemu.

W zeszłą sobotę postanowiłam uczcić święto dzieci i wybrać się z córą na pół dnia poza dom, bez chłopaków. Młody jeszcze nie kontaczy, że dzień dziecka i prezenty, za to ona w pełni świadoma czekała na wielkie WOW. Zaraz po śniadaniu pojechałyśmy na wielkie lody a potem do kina. Niestety mamuśka zapomniała, że jej dziecię roztrzepane nie usiedzi za długo i będzie się rozpraszać. Zrobiłam błąd, że przed seansem zabrałam ją do kącika zabaw, z balonami, malowankami i słodyczami. Dodam tylko, że moje dziecko ma racjonowane słodycze w domu i przy każdej nadarzającej się okazji rzuca się na nie jak wygłodniałe zwierze. Może źle robię, ale odnoszę wrażenie, że jak bym jej dawała łakocie całymi dniami, nic innego by nie jadła. Moja mama mówi, że mi nie ograniczała smakołyków tak drastycznie. Widać tego skutki, nie potrafię żyć bez słodkiego i muszę się odchudzać żeby wyglądać smacznie. Poza tym jak ja byłam w wieku mojej córki, półki w sklepach nie uginały się pod barwionym gównem o słodkim smaku.

Wracając do dnia dziecka, młoda po dwudziestu minutach wyszła z kina. Powędrowała wymalować sobie motyla na twarzy. Mamuśka nie reagowała na brak zainteresowania misternie utkanym planem, w końcu to był jej dzień. Niestety kolejny raz się okazało, że wystarczyło zapchać ją czekoladą i pograć w spokoju w domu w jakąś grę. Nakarmić porządnie i dać jej się wyspać. W nagrodę wyszorowała ślicznym płaszczykiem w kolorze czerwonym pół chodnika pod domem i wyciągnęła do okien pół osiedla. Pięknie było. Po południu w nagrodę babcie zasypały ją prezentami i tyle mi wyszło z dobrego wychowania dziecka. Za rok nigdzie z nią nie pójdę tylko po prostu zapytam na co ma ochotę. Często popełniam ten błąd, że wchodzę jej do pupy zamiast zapytać co by chciała. Racja, że niespełna czterolatek nie bardzo wie co chce, ale próbować warto.

W niedzielę kolejna impreza, wspomniane chrzciny też z przygodami. Synuś, najstarszy z całej hałastry polewanej wodą, odśpiewał w kościele większy repertuar niż prowadzący. Tak się dziecku nudziło, że obszedł rodziców i chrzestnych, szargając ich piękne kreacje. Otwór gębowy zatkany smoczkiem niestety ujadał przez całą mszę, ku ogólnej radości przybyłych. Na szczęście nie płakał tylko pośpiewywał. Po córce też było widać, że rzadko odwiedza to miejsce. Bawiła się butami, oblizywała ławki a paniom w rzędach za nią stroiła miny. Biedna babcia mało zawału nie dostała, pilnując moją starszą. Dodatkowo jak tylko babcia zagrzmiała śpiewając, córa bardzo dociekliwie próbowała ja namówić do wyjaśnień co i dlaczego tak głośno śpiewa. Cyrk na kółkach, rodzina antychrystów wpuszczona do kościoła. Po tym wydarzeniu podjęłam decyzję, że czas zacząć edukację religijną na minimalnym poziomie. Muszę jej choć wytłumaczyć o co chodzi z tym śpiewaniem.

Po przedstawieniu w kościele udaliśmy się na wyżerkę. Tyle tylko, że mamuśka trochę przesadziła z czasem przeznaczonym na zdjęcia i dojście do restauracji. Musieliśmy czekać godzinę na jadło. Przynajmniej goście zgłodnieli na dobre. Na szczęście nikt mnie ze złości nie zjadł. Poza moimi dziadkami i tatuśkiem, którzy może i nie zjedli ale prysnęli z imprezy przed podaniem żarełka. Wytłumaczyli się długą drogą do domu a ja mało nie wybuchnęłam. Dzień bez stresu to dzień stracony. Pogoda w ten dzień była zamówiona i nie padało. Nawet zaświeciło słońce. Prawdziwe oczyszczenie mojego syna 🙂 Cociaż to było bez zarzutów.

Zaraz po imprezowym weekendzie mamuśka została sama z dziatwą, bo meżaty wyjechał w delegację. Oczywiście zawsze jak wyjeżdża w domu musi się coś dziać. W zeszłym miesiącu siadły mi korki prawie zepsuła się lodówka a tym razem straciłam połączenie internetowe i telefoniczne ze światem na trzy dni. Tylko usiąść i płakać.

Na szczęście wyczekany ślubny powrócił z wielkiej imprezy i naprawił awarię a ja sobie obiecałam kupić melisę dla mnie i córy, bo inaczej dostanę zawału i będę toczyć pianę.

Ogłaszam, że przez następnym tydzień nie będę pisała nic. Urlop…… Wrócę wymęczona i wściekła, jak to zwykle rodzice wracają z wakacji.

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *