Nienawidze długich weekendów

Mogę to śmiało dziś powiedzieć, nienawidzę długich weekendów. Nie dość, że mężaty nie ma wtedy wolnego, córa nie chodzi do przedszkola to jeszcze pogoda zawsze wtedy jest do dupy. Nuda i zgroza.

Wszyscy czekają z utęsknieniem na wolne dni a ja aż cała drżę na myśl o tym czasie. Sklepy pozamykane, place zabaw puste a babcie zamknięte na sześć spustów odpoczywają. Mamuśka zmaga się z humorami całej rodzinki a w dodatku jak nie zęby to sraczka.

Wczoraj była hulajnoga, bo ostatnio czytamy wieczorem „Wieloryba” Piątkowskiej. Rower jest super, ale hulajnogą trzeba umieć jeździć. Opanowałyśmy pokrótce zasady jazdy a dziś tatuś o poranku odświeżył rower. Śmiesznie to musiało wyglądać, 8:00  rano tatuś z córcią biega po podwórku. Normalni ludzie śpią o tej porze ale u nas to połowa dnia. Młody wstaje po 5:00 a córa koło 6:00. Generalnie rodzice kładą się spać koło 22:00, takie imprezowe towarzystwo. Trzeba było wykorzystać fakt, że tata przed pracą i pogoda dobra. Zaraz po powrocie rzuciło żabą i tak do teraz. Żyć nie umierać tak słonecznie i ciepło, cholera jasna.

Abstrahując od godzin urzędowania instytucji rodzica, młoda już wczoraj ze zmęczenia padła na ziemię, waliła nogami o ziemię a potylicą mało nie rozbiła chodnika. Kara- nie oglądała bajek wieczorem. Dziś podobnie, rzuciła się na brata, bo jej zburzył rząd misiów, potem powtórka z dnia poprzedniego ale na dywanie. Kara- nie oglądała bajek. Jutro pewnie będzie podobnie, ale nie ma się co nastawiać. Zastanawiam się nad zmianą kary, bo coś mi się wydaje że średnio ją to martwi.

Generalnie widzę, że ostatnio moja obecność w domu jest zbyteczna, metody wychowawcze do dupy a mężaty marudzi że ma niestrawność. Trzeba dupnąć interesem, wrócić do pracy i zamówić abonament w stołówce.

Szkodnik powoli mniej kaszle, ale co z tego jak właśnie z pokoju buntowniczki słyszę kaszel. Strach pomyśleć co by było jak bym miała trójkę. Masakra, niekończąca się choroba. W niedziele chrzciny królewicza a już w sobotę dzień świra czyli dzień dziecka. Obiecałam młodej kino. Od poniedziałku będę słomianą wdową a już w piątek za tydzień wyruszamy na wakacje. Podsumowując karuzela na 102. Pakowanie, pranie, gotowanie, sprzątanie a wieczorem wyciszanie przy winie. Potem tylko niebieska karta na policji i …… koniec bloga. Nie bądźmy pesymistami, dobrze jest. Twardym trzeba być nie miętkim.

Pochwale się tylko, że schudłam bo teściowa nawet zauważyła. Wytrawne oko prawdę zawsze powie, zwłaszcza że zawsze widziała moje fałdy. No to idę na kabanoska i nutellę, trzeba sobie sprawić prezencik z okazji długiego weekendu w domu.

Mamuśka

p.s. Popełniłam nową potrawę z polędwicy wieprzowej, ale zdradzę ją jak się przekonam, że rodzina przeżyje:)

 

One thought on “Nienawidze długich weekendów

  1. Słodowa

    Cóż dodać… łączę się z Tobą w bólu. Jak myślę o długim weekendzie to tylko się zastanawiam, jak ściągnąć opiekunkę w święto, żeby nie wyjść na ostatnią wyrodną. No i generalnie odpuszczam, bo co mam jej powiedzieć, że długi weekend o którym wszyscy marzą, burzy mi porządek świata? Może to i już pracoholizm, ale niestety takie moje patrzenie… A młoda cóż…jak to przy święcie wstaje dwie godziny wcześniej niż zwykle, ku ogromnej radości matki i ojca tym większej, bo miał zapowiedziane, że to on dziś odprawia poranne obrządki. No i skończyło się na tym co zawsze, czyli, że matka i tak wstać musiała, zanim wojna na szczycie rozgorzała na dobre (czy tu nie ma limitu znaków? 😉 Więc trzymam kciuki za chrzciny i gratuluje upuszczenia sobie tłuszczu…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *