Okiem krytyka

Poniedziałek, zderzenie z rzeczywistością, wtorek wyrównanie poziomów. Po weekendzie spędzonym poza domem ciężko się wraca do kieratu. Fajnie jest tak wyjechać z domu, choćby do innego miasta. Niedaleko, do Wrocławia. Jak się siedzi na pupsku taki wyjazd na weekend dla mamuśki to jak wyjazd za granice.

Dzieciaki wybiegane, wylufotwane a my z mężatym zajechani jak konie po westernie. Kto powiedział, że wyjazdy rodzinne mają być relaksujące. Podróżowanie z dziećmi nawet na dwa dni, to tona rzeczy do spakowania. Niby jedna noc, ale bagażu jak na tydzień. Na główki, do pupki. papu i zabaweczki. Jak by było zimno, padało, albo jak zaświeci słońce. Koniec, końcem dzieciaki mają całą furę rzeczy ze sobą, na wypadek gdyby. Biedni rodzice zostają się o koszulce na zmianę, piżamie i bieliźnie. Ostatnio nawet używamy ich mydełek do mycia, bo po kiego brać osobne.

Kiedyś to mamuśka brała kilka par butów i bluzeczki takie czy siakie a teraz…..szkoda gadać. Włos przerzedzony, słońcem wypalony a na twarzy zamiast makijażu rumieniec ze zmęczenia. Jak taka Maryna ze młyna, sam seks. Nie dziwie się mężatemu, że nie jest już o mnie zazdrosny, bo tylko panowie z pokaźną siwizną zwracają na mnie uwagę.

Jednego dnia na wrocławskim rynku wypatrzyłam w restauracji znanego krytyka mody. Jakiś tam Pajacyk czy jakoś tak. Złote okulary, złote słuchawki, nienaganny zarost przystrzyżony pewnie u fryzjera. Obserwował bacznie trendy, ale na mnie nawet nie spojrzał. Może to przez ten spłowiały kolor i ogromny odrost na mojej głowie. Może to wina oplutej koszulki. Co jak co, stanik mam dobrany profesjonalnie, więc to na pewno nie to. Cycki nie dyndają mi do pasa i prezentują się całkiem ładnie, jak na papryczki chilli upchane starannie do misek. Cóż się dziwić, nie jedne usta je ssały:) Myślę sobie, że po prostu olśniłam tego pana swoją aparycją i nie śmiał spojrzeć mi w oczy. Przecież mam takiego stajla i zamiast pieska pod pacha targam wierzgającego syna…

Z innej beczki, takiej mamuśkowej. Zatrważające jest to, że w ogromnym europejskim mieście na samym rynku, w dobrej restauracji nie ma gdzie zmienić dziecku pieluchy. Mężaty wpakował się gdzieś na półpiętro kamienicy, żeby młody nie odparzył sobie pupska. Podobno kiedyś pikietowali stacje benzynowe, że nie mają przewijaków. Ja proponuję, żeby jednym z wymogów sanepidu, przy otwieraniu knajpy była obecność takiego miejsca. To tak, żeby nie było, że nie walczę o lepsze jutro. Dorzucę jeszcze foteliki do jedzenia, to też temat rzeka. Rzadko je mają a jak już jest to jeden na krzyż. Nikt nie wie, że nieszczęścia chodzą parami i mamuśki z dziećmi też?

Wrocław odwiedzony, stare miejsca drugiej połowy wycałowane, wycieczkę uważam za udaną. Dobrze, że mężaty w ramach przywoływania wspomnień nie poodwiedzał swoich byłych. To by dopiero był ubaw po pachy.

W gratisie po wyjeździe przyplątało mi się zapalenie zatok, ale to nic. Jak pomyślę, że koleżanka dziś miała cesarkę….. wolę smarkać na zielono. Marysiu, łączę się z tobą w bólu, bądź dzielna.

Trochę się ostatnio zaniedbałam w publikacji przepisów, ale to dlatego że nie jem za dużo. Dziś na przykład nic nie gryzę, wszystko przyjmuję w płynnej postaci. Nie żebym schabowego blendowała, ale kefirek, soczek i zupka krem nie są mi dziś obce. Mężaty coś tam podjada, dziś schabowe jutro zupka jakaś. Myślę, że w czwartek zarzucę mu makaron w śmietanowym sosiku z pieczarkami. Wtedy na pewno podzielę się z wami przepisem. Ja na razie staram się znikać w oczach, ale jakoś mi to nie idzie. Nie wiem, czy ten tłuszcz nagromadził się w koło mnie już na stałe czy trzeba go zetrzeć szlifierką.

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *