Święto flagi….

Mogłabym dziś śmiało służyć jako przykład kolorów naszej flagi narodowej. Moja twarz nabierała naprzemiennie to białej a innym razem czerwonej barwy. Wszystkie emocje po kolei, rozluźnienie, wstyd, kac moralny, gniew i rozpacz. Taki właśnie miks zagwarantował mi dzisiejszy dzień. Najpierw wizyta koleżanek, kawka i plotki, każda babka się rozluźnia w miłym towarzystwie. Pitu pitu i zapomniałam o kieracie, choć na godzinkę. Potem to już lawinowo poszło z górki.

Jako, że synuś nie pospał odpowiednio dużo i nie chciał się ponownie położyć o pożądanej porze, mniej więcej od 13 00 jęczał. Naprzemiennie z wyciem i ujadaniem. Plątał się o własne nogi, kładł na niewidzialnych poduszkach. Myślał sobie, że za nim leży coś miłego i miękkiego no i uwalał się na podłogę z hukiem. Oczywiście hukowi towarzyszył ryk obdzieranego ze skóry zwierzęcia. Na samo wspomnienie mnie trzepie.

Córeczka, jako że wczoraj nudziła się niemiłosiernie w domu, została odesłana do przedszkola. Okazało się, że w przedszkolu frekwencja była zabójcza. Trzy sztuki dziecka w tym jedna dziewczynka. Myślałam, że się spalę ze wstydu jak ją odbierałam. Mam kaca moralnego do teraz. Jak bym wiedziała, że będzie ich tak mało za cholerę by tam nie poszła. Takie mam wyrzuty sumienia, że w poniedziałek zafunduje jej wypad do bawialni i nie wiem czy w weekend nie pojadę z nią do kina. Nie żeby w ogóle takich atrakcji nie miała, ale tak mi było za nią przykro że aż mi się oczy spociły. Córcia nie była jakoś specjalnie załamana i twierdzi, że było fajnie, ale……

Po powrocie do domu we wtórze jęków synusia były bunty wygłodniałej córci. Jakby ktoś mnie nie znał i nie wiedział jak dużo poświęcam czasu dzieciom, po dzisiejszym dniu stwierdziłby że dzieje im się krzywda. A tu córcia na nagły upadek braciszka, rozwalającego jej budowlę z klocków, reagowała płaczem lub co gorsza kopaniem zabawek. Nie poznawałam swojego dziecka.

Sumarycznie pod koniec dnia wyłam z bezradności. Przy życiu utrzymywała mnie perspektywa wyjścia z domu na jakieś zakupy. Miałam poszukać seksownego, zapinanego pod szyję stroju kąpielowego. Niestety los się dziś ze mnie nabija. Pewnie leży na plecach i zalewa się łzami ze śmiechu. Złapaliśmy gumę w pojeździe i zakupy trafił szlak. Zanim zmienilibyśmy koło i pokąpali dzieciaki, zostałoby mi na zakupy jakieś 40 minut. To nie jest czas wystarczający do resetu mamuśki.

Taki miałam boski dzień. Teraz muszę się napić wina a miałam się oszczędzać. Ech rzeczywistość nie jest kolorowa. Wypijmy za błędy no i święto flagi.

Ja chcę do roboty……………………..

Mamuśka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *