Dziara

Na reszcie mogę spędzać pół dnia na dworze. Już wyglądałam jak trup. Nie żeby ziemista i takie tam. Najzwyczajniej w świecie blada jak córka młynarza. Generalnie jako blondyna nie grzeszę brązową opalenizną, ale teraz wyjątkowo się sprałam i jakaś taka bez wyrazu jestem. Nie wiadomo czy chora, czy zmęczona a może po prostu wiotczejąca 🙂

Młody tak jak przypuszczałam zszokowany światem zewnętrznym. Przez tą przeciągającą się zimę dziecko zapomniało co to podwórko. Po domu zasuwa jak perszing a na dworze stoi jak słup soli. Na huśtawkach to obłędu dostaje, taki wyposzczony. Jak tylko wyciągnę go z powozu stoi i stęka że chce do mamy.

Młoda na szczęście na razie chodzi do przedszkola, ale w piątek mamy kontrolę po wycięciu migdałków, więc się pewnie nasłucham. Niby mam zdrowe dzieci, ale tu laryngolog, tu okulista, dentysta i pediatra. Młodemu trzeba popracować nad ptakiem i tak się kręci karuzela. Mój kalendarz jest napięty, nie dlatego że szaleję i odwiedzam koleżanki, ale wciąż latam po lekarzach. Dobrze, że w końcu wystawię latorośle na słońce i cały syf z nich uleci. Razem z kolejnym piegiem, wyskakującym na moim wielkim nosie, choroby będą odlatywać w nieznane. Wierzę w to równie mocno jak Tajowie w buddę.

Już jutro mam nadzieję dodać mamuśce trochę wyrazu i uwaga, będę się dziarać. Nie tak zwyczajnie na nodze, czy na kostce, ale na oczach. Chyba umrę z bólu. Już dziś umieram ze strachu i mam nadzieję, że babeczka dziś nie baluje i jutro będzie miała pewną rękę. Podobno ma mnie smarować jakimś dziadostwem, co by nie bolało. ale i tak. Jak sobie pomyślę o tej maszynce rozpruwającej moje pikne oczy. Po tej operacji mam nadzieję, że jak wstanę rano dziecko mnie pozna. Mąż nie będzie codziennie wypytywał, czy się wyspałam. Teraz będę taka wyraźna jak gwiazdy filmowe, one zawsze jak wstają mają makijaż. W sobotę jadę z rodzinką na weekendzik w góry, może obsługa hotelowa i goście nie wystraszą się mojego spojrzenia. Trzymajcie za mnie kciuki.

Aha byłabym zapomniała, niebawem będę działkowcem. Jak wszystko pójdzie dobrze, już za tydzień będę leżeć na swojej trawie. Na razie drukuję umowy i sprawdzam różne pierdoły. Zdeterminowana jestem, żeby w tym sezonie zrobić grilla u siebie. Nie ma to jak impreza na plastikach, bez zmywania. Na razie czekam, czy się wszystko uda.

Tak sobie czasem wypisuję o nowinkach a innym razem przepis jakiś wrzucę, mam nadzieję że i tam zaglądacie. Dziś mam zamiar opisać moje nowe odkrycie do noszenia malucha. Nosidło, które ostatnio nabyłam. Poczytajcie może też się skusicie.

Słoneczka życzę

Mamuśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *