Bruuuuummmmm

Doczekałam się, wiosna przyszła w tym roku. Dobrze, że nie latem. Już się zaczęłam martwić, bo wróbel popełnił samobójstwo na moim balkonie. Biedak nie wyliczył odległości i wyrył w okno. Tej wersji się trzymamy. Mężaty był zmuszony sprzątać zwłoki z posesji, żeby uniknąć wszędobylskiego wzroku córy konfitury.Czytałam już teksty, że w maju będzie tak ciepło, że będzie można w klapkach po śniegu chodzić. Powoli przestało mnie to śmieszyć.

Doczekałam się jednak wiosenki i nareszcie mogę wykonać tysiące zaległych telefonów do znajomych, podczas spaceru z młodym. Co innego można przecież robić podczas marszu z wózkiem po osiedlowych dróżkach? Ja mogę śmiało powiedzieć, że tak długo czekałam na wiosnę, że polubiłam zapach topniejącej psiej kupy o poranku. Generalnie zamiast bazi, po oczach walą miny. Na trawniku, na chodniku, na schodach i co gorsza na oponach mojego pojazdu. Mam wrażenie, że psy się przejadają, takie kopce pozostały po zimie. Nie będę się już dłużej rozwodzić nad tematem kupy, bo od tego niedaleko do czterech liter a nie chcę być niesmaczna.

Ja zimę przywitałam z przytupem a właściwie z wielkim dupnięciem. W obce auto wrąbałam przy wycofywaniu na parkingu a co gorsza pod domem. Dzieci mi zawodziły w fotelikach i machały a ja się wyłączyłam i chyba przesadziłam ze zmysłami. Wygląda na to, że wyłączyłam tez rozum i wzrok, bo nie zauważyłam że za mną stoją aż dwa zielone auta a nie jedno.  Audi troszkę oskrobane a nasze rodzinne też zaznaczone. Pól osiedla siedziało w oknach i z radością w sercu obserwowało moją niedolę. Oj jak się cieszyli na krzywdę ludzką. A niech ma pecha baba, po co jej takie fajne auto. Fryzurę też ma nową a przecież dzieci w domu chowa, nie wolno jej. Niepowodzenie nasze tak cieszy innych. Ale jak tacham dziecko, siatki i wyciągam sobie ręce do ziemi, to nikogo nie ma żeby pomóc. Generalnie zaraz będę uboższa o reperację zderzaka poszkodowanego. Zważywszy na to, że na urlopie wychowawczym nie mam dochodu, mężaty poniesie koszty.

Młoda tez przywitała wiosnę i od poniedziałku poszła w końcu do przedszkola. Muszę przyznać, że pobiła rekord i już w środę kichała i obsmarowywała gilami pół pokoju. Ależ te moje dziecię odporne na syfy. Muszę ją chyba na solarium wysłać, niech się dziecko wygrzeje. Stawiam stówkę, że od poniedziałku będzie rozłożona i nie ukrywam, że chętnie ją przegram.

Wieczory umilam sobie ostatnio prześmieszną lekturą „Macierzyństwo NON-FICTION”. Polecam, szczerze polubiłam tę panią od pierwszego wersu. Teraz wiem, że jest nas więcej, mamusiek jak ja. Dystans trzeba mieć.

Słoneczka wam życzę.

Mamuśka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *