Taka Karma

Musiałam ściągać pajęczyny ze strony bloga. Tak dawno nic nie pisałam, ale co dzień prawie siadałam i niestety następował nieoczekiwany zwrot zdarzeń losowych…….

Lato w pełni, nad polskim morzem temperatury niemalże arktyczne. 13 stopni o poranku, przeszywająca wilgoć i wieczne kapanie nastrajają wprost angielsko. W taką pogodę aż chce się pisać. Niektórym to nie chce się żyć, innym wyć a mamuśka łapie wenę. Ot dziwaczka. Matka zawsze mi mówiła, że jestem dziwna i tym razem się z nią zgadzam.

Ostatni promyk słońca skusił nas do aktywnego spędzania czasu na dworze. Wędrowaliśmy, ale nie po górach. Wspinaliśmy się, nie na szczyty i z radością odkrywaliśmy najbardziej atrakcyjne place zabaw w mieście. Jako, że wakacje już za nami, korzystamy z tego co lokalnie. Miasto zafundowało nam kino pod chmurką i dzięki temu odświeżyliśmy sobie film o Paddingtonie. Ta impreza zainspirowała mnie do wyrzucenia z siebie żalu…..na wesoło oczywiście.

Syn mój ukochamy, kiedyś przyssany do piersi, później przypięty do nogawki spodni, dziś indywidualista. W nocy przypełza z półśnie do naszego wyra i przytula się do mamuśki a jak tylko ślepia otworzy samiec, udaje że mnie nie zna. Uznaje tylko ojca. Z braku laku może się ze mną pobawić, ale na kibelku woła również ojca.

Normalnie znowu gram rolę drugoplanową i dostaję wścieku tyłka z tego powodu. Jeszcze wczoraj nie mógł beze mnie żyć a teraz w tej rzyci mnie ma.

Ojciec dostaje kawałek goferka a mamuśka papierek po chrupkach albo pudełko po wspomnianych goferkach.

A jak by tak zastrajkować i nic przy nim nie robić????

Normalnie chłop mi dorasta skubany.

Mamuśka

Moja kawa jest do d..y!!!!

Niejedna z matek pełnoetatowych i tych, które spełniają się zawodowo, kocha ją tak jak ja. Kocham kawę za aromat i porannego kopa. Kocham na ciepło, ze spienionym mlekiem i na zimno, zmiksowaną z lodem. Mogę ją pić i dziesięć razy dziennie, ale zdrowy rozsądek i wiedza pozwalają mi na jej spożywanie dwa razy dziennie.

Raz w tygodniu pozwalam sobie na wyciśnięcie z moich dwóch kawek, wszystkich dobroci. Jak?????

Recykling fusów z kaw zaparzonych:) Mieszam wspomniane fusy, z oliwą z oliwek, łyżeczką miodu oraz cynamonem.

Wieczorem używam mieszanki jako pilingu do ciała!!!!

Działa obłędnie i pachnie  bosko. Natłuszcza ciało, a za sprawą cynamonu i kofeiny działa na pomarańczową skórkę na udach i pupinie.

Sami widzicie że moja kawa czasem jest do d..y.

A ja kocham ją niezmiennie:)

kawa

 

Letnią porą na osiedlu…

Jest godzina 14:00 moja dynamity wracają ze szkoły i przedszkola……

Mamo chcę na rower!!!!

Biegnę co tchu wytargać rower jednego…Jeden zamek, światło, kłódeczka, kłódka gigant, zamek, światło….targam się, uwalam w bieli ze ścian i szczęśliwie brudzę nowe spodnie smarem rowerowym.

Zamek, kłóda gigant, kłódeczka, zamek, schody, dwie pary drzwi klatki i zlana potem docieram do celu. Zwycięstwo, jedno już zasuwa po chodniku.

Trzeba jeszcze przytargać hulajnogę drugiego, która na szczęście tym razem jest niedaleko w bagażniku samochodowym. Jedzie i drugie a ja zlana potem łykam w biegu wodę by już gonić obydwoje.

Zdzieram gardło, żeby nie wyjeżdżała sama na ulicę a młody nie wjeżdżał pojazdem na parking. Wtem…..mamo siku…..

Dobrze, że to ten z ogonkiem a drzew w pobliżu cała masa i Straży Miejskiej brak. Udało się i tym razem gacie suche i ganiamy dalej.

Mamo pić!!!! Mam w swej przepastnej torbie wodę i jest dobrze, gdyby nie….mamo pić!!!! ( woła drugie). Awantura na całego bo butelczyna jedna a gęby dwie. Gnam więc do sklepu po drugą wodę i z potem na skroni dostarczam, by się dowiedzieć że dwójka ma już muchy w nosie i pragnienie minęło.

Jeździmy dalej a ja czuję strużkę potu na plecach. Wtem pada…. Mamo masz coś do jedzenia??!!!!

Mam w wielgachnej torbie swej, wcześniej przygotowane owoce. Chwila błogiego spokoju ( trwająca tyle co pierdnięcie).

I znowu….Mamo kupę!!!!!! (niestety młodsze).

Mamo zanieś mnie bo nie dojdę sam!!!!! Hulajnoga na ramię, na drugie wielka torba, na ręce młody a dynamitka obrażona, że nie może sobie pojechać z koleżanką…..

Akcja kupa zakończona sukcesem….jedziemy….biegnę, pędzę…..jest zabawa….

Mamo idziemy na plac zabaw!!!!!!! Tyle było jeżdżenia…..Hulajnoga do bagażnika, rower do piwnicy….zamek, kłódeczka, kłódka gigant, zamek, biała ściana…bez smaru i znowu droga powrotna.

Zabawki do piasku weź mamusiu!!!!!!

Matko jak ja bym chciała domek z ogrodem i fragment ulicy przed nim….

Jak się nie ma co się lubi….to się lubi co się ma:)

A po placu zabaw, sandałki do wytrzepania, kieszonek niezliczona ilość a i tak się z majtek coś na czystej sofie wysypie…..bo przecież ja się nudzę w domu.

Mamuśka

 

 

Nie kocham cię…..

Stosowaliście kiedyś takiego emocjonalnego szantażu w stosunku do drugiej połówki????

„Kochanie podaj mi te czekoladki z barku w sąsiednim pokoju…..” a przy jego odmowie ja szykowałam już ciętą ripostę:”Już mnie nie kochasz”. Ważnym elementem tej gierki były odpowiednie miny i język ciał :). Do dziś numer bawi nas to tak samo, jak przed pojawieniem się dynamitów. Nie przypominam sobie jednak, żeby bawić się w ten sposób przy szarańczy, niestety widocznie takie rzeczy moje dzieci wyssały z mlekiem matki.

Jako, że syn cycuś młodszy i ostatni ssał, pewnie pamięta lepiej i jest już mistrzem ciętej riposty. Ostatnio przy kolejnym spięciu na linii ojciec-syn, młody odpalił mężatemu: ” Już cię nie kocham przez 3 dni…” No padłam na ziemię ze śmiechu. Małż z trudem utrzymał poważny wyraz twarzy.

W takich sytuacjach witki i cycki opadają równocześnie. Dodatkowo młody ostatnio grozi nam, że się wyprowadzi i nikt nie zabroni mu jeść za karę łakoci. Mało tego w tym domu, nikt nie będzie śmiał racjonować mu bajek w telewizji……

Świat w oczach czterolatka jest taki niesprawiedliwy a my wręcz znęcamy się nad nim.

Na szczęście KARMA POWRACA. Jutro on powie, że mnie nie kocha, bo nie dałam mu takiej porcji lodów jaką sobie wymyślił.

A śpiewali kiedyś: „Kochać….jak to łatwo powiedzieć…..”. Ja bym parafrazowała ten tekst do: „Nie kocham……jak to łatwo powiedzieć:.

Fine

Mamuśka

Wiedząca

Mam dziś dzień, w którym czuję się Panią sytuacji…..

Jakiś czas temu podjęliśmy ze ślubnym decyzję o zapisaniu naszeej pierowrodnej na lekcje etyki a tym samym wypisanie jej z lekcji religii. Trudny temat, drażliwy, ale nie dla nas. Postanowiliśmy nie iść zaprzysłowiowym owczym pędem i mieć w zadach zdanie innych radzących.

Decydując się na ten krok wiedziałam, że moja córa nie będzie cierpieć z powodu pytań „dlaczego nie chodzi na religię?”. Chcę, żeby odpowiadała, że nie chodzi bo ma lekcje etyki.

Niestety publiczne szkoły najwyraźniej są nastawione na zniechęcenie rodziców już od progu. Panie w sekretariacie prosiły i podanie we wrześniu. Nie dałam się jednak zbyć, pytając czy 1 września, po złożeniu podania zatrudnią nauczyciela „na jutro”?. Pani Dyrektor szkoły z uśmiechem na twarzy poinformowała, że zrezygnować z religii mogę oczywiście a na etykę ma trójkę chętnych.

Nie czekając na dłuższe odciąganie od zamiaru zmiany w podstawówce mojej córki, zadzwoniłam do Kuratorium Oświaty. Tam nie musiałam prosić długo o podesłanie wszelkich informacji odnośnie zmian w ustawie.

Dziś zadzwoniłam do uprzejmej Pani Dyrektor i poinformowałam o wiedzy jaką zdobyłam. Uprzejma Pani zaśmiała mi się w słuchawkę……..

Niestety Pani Dyrektor nie wie, że trafiła na ustępliwy gatunek i nie popuszczę. Jutro sprawię jej ogromną przyjemność swoją wizytą i podaniem o lekcje etyki dla mojej córy od września.

Pomyśleć tylko ilu rodziców zostało odesłanych z kwitkiem i nie podjęło próby walki z uśmiechniętą Panią Dyrektor.

Ciekawe ilu uczniów znajdzie się w szkole po zatrudnieniu etyka.

Taki mamy tolerancyjny kraj i taki postępowy. A co robią rodzice dzieciaków innej wiary???

Tak się głośno zastanawiam i grzmię!!!!!

Mamuśka

Podgląd załącznika rozporządzenie z 25 marca 2014.pdf

rozporządzenie z 25 marca 2014.pdf
739 KB

 

Dzień za dniem……

Mamo jak już będę duża to chcę mieć swój hotel, zakomunikowała mi ostatnio dynamitka. Uniosłam brwi na znak zadumy i życzyłam powodzenia, bo warto mieć marzenia.

Następnego dnia młoda w kolejce sklepu znanej sieci odzieżowej oznajmiła, że jak nie będzie miała wystarczająco pieniążków, zostanie sprzedawczynią w sklepie z ciuchami. Tym razem brwi opadły a gęba się rozdziawiła, zwłaszcza że argumentem koronnym było fantastyczne zakładanie i odpinanie zabezpieczeń na szmatkach:). Dobrze mieć plan B i być elastycznym w dzisiejszych czasach.

Dajmy na to mamuśka, farmaceutka, handlowiec, animator, matka polka i domorosły programista. Widać niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Młody ma na razie plan, że jak będzie duży kupi sobie kota:) a jak się wkurza ucieka z domu:). Dziś w ramach protestu, prócz codziennych skomleń i krzyków, postanowił że idzie w długą i już nie wraca.

Generalnie ostatnio codziennie słyszę naprzemiennie, że jestem brzydka i zła matka a potem, że kochają mnie ponad życie i tęsknili by za mną, po ucieczce z domu.

Jak tu nie zgłupieć??? Jak tu nie oszaleć??? Jak tu nie drzeć japy????? Ludzie dajcie mi jakieś prochy, bo jak będą dorastać….nie ręczę za siebie….będę tracić zmysły….będę jak Tomy Lee Jones w Ściganym…….a potem…..Nie wstanę, tak będę leżeć!!!!!

Mamuśka

Malinova Dynamitka

Kochamy maliny i jedzenie, ale tym razem nie będę się dzielić przepisami.

Opowiem wam o naszej niezwykłej babskiej przygodzie:) Babskiej, bo byłam tam ja,moja nieletnia oraz tajemnicza Viola.

Dzień wolny w szkole postanowiłyśmy spędzić razem, bez brata i tatusia. Powoli dojrzewamy do samotnych babskich wypadów:)

Mamuśka wypytała sieć znajomych i znalazła miejsce, które pozwala na oderwanie się od rzeczywistości, miejsce z pasją, miejsce w którym można się zakochać i spędzić dzień na jednym wdechu.

Pojechałyśmy do pracowni krawieckiej MALINOVA w Bytomiu:) Na nowe wyzwania nigdy nie jest za późno a może to kryzys wieku średniego:)

12970509_973607326009851_19213582_o

Na maszynie szyły moje babcie i dziadek, sama dostałam w spadku stary mebel. Niestety babcia nie pamiętała gdzie i jak się co nawleka i mamuśka musiała schować ją głęboko w szafie. Mama nie zaraziła mnie szyciem, ale zawsze chciałam spróbować. Wkurzało mnie wieczne noszenie spodenek do skrócenia czy różne rozmiary poduszek, nie dopasowane do poszew. Najciekawsze jest to, że to właśnie córa namówiła mnie do rozpoczęcia przygody z szyciem:). Sama chciała spróbować i dlatego na kurs pojechałyśmy we dwie….

12952956_973608542676396_1221748031_o

Miałam pewne obawy, że ja laik i ona nerwus nie poradzimy sobie i skończy się to fochem i rykiem. Na szczęście nie było opery a my wyszłyśmy całe, nie zszyte ze sobą gaciami.

20160405_093115

To cud, że żadna z nas wcześniej nie dotykała maszyny a po kilku godzinach stworzyłyśmy swoje własne kiecki:). Oczywiście wszystko pod okiem a czasem i ręką fachowca:).

20160405_093906

Właścicielka pracowni Viola jest profesjonalnym nauczycielem fachu z niesamowitym spokojem i cierpliwością. Zaraża pasją i dobrym humorem i świetnie radzi sobie z nauką dzieci. Moja lataorśl była bardzo zadowolona a to chyba najlepsza reklama.

20160405_090347

Ja zostałam wciągnięta na dobre i już szukam odpowiedniej maszyny a nawet dwóch. Młoda cały czas wspomina przygodę a razem pracujemy nad mężatym:)

12952766_973607826009801_1381293981_o

Serdecznie polecam dla starych i młodych, dla laików i tych co już szyli. Viola czyni cuda i robi kawę:)

12952761_973608289343088_491285155_o

Mamuśka

Magiczny spektakl

Zapomniałam wam napisać, że podczas ostatniej wizyty w stolicy zupełnie przypadkowo przytrafiła nam się magiczna przygoda……

Wycieczka trwała dwa dni. Podróż Pendolinkiem i wizyta w Centrum Naukowym Kopernik zaplanowana była na pierwszy dzień. Drugi dzień miał się sam ułożyć bo mieliśmy czas do obiadu. Pogoda postanowiła nas olać i dosłownie kapało nam na głowy. Młodzież nie wykazywała zainteresowania zwiedzaniem starówki a na wspomnienie Pałacu Kultury wyli, że będzie za wysoko. Wszystko wskazywało na przedpołudniową nudę i nerwy…..

Zakapturzeni, z nosem na kwintę, za karę maszerowała drużyna dynamitów w kierunku wspomnianego Pałacu Kultury, gdy z za rogu wyłoniła się grupa dzieci. Grupa szybko zniknęła a mamuśka detektyw wywęszyła ich w Teatrze Palladium.

20160306_102847

Weszliśmy na zwiady i okazało się, że rzeczywiście tego dnia w teatrze grają przedstawienie dla dzieci. Niestety spektakl w całości był zarezerwowany. Szczęsliwym trafem udało nam się odkupić bilety od Pani, której siostra nie dojechała na przedstawienie.

Spektakl zaskoczył nie tylko dzieci, ale i nas samych. Przedstawienie „Czarodziej”jest pierwszym takim w Polsce fabularnym spektaklem iluzjonistycznym dla Dzieci. Było więc czarodziejskie rozmnażanie przedmiotów a nawet spektakularne rozcinanie kobity na scenie. Iluzja przeplatana była akrobacjami i pięknymi piosenkami.

20160306_103659

Dzieciaki siedziały z otwartymi japami a my zbieraliśmy szczęki z podłogi. Osobiście nie lubię cyrków a tam głownie można spotkać takie dziwy. Było to dla mnie niezapomniane doświadczenie i na pewno będę je długo wspominać. Mam nadzieję, że Dynamity będą je także wspominać.

Młody siedział mężatemu na kolanach i co chwilę ściskał mu rękę. A Dynamitka nie nadążała z zadawaniem pytań.

Tak więc zupełnie przypadkowo mieliśmy bardzo udane przedpołudnie i zamiast warczeć na siebie, odchamialiśmy się pełni zdumienia.

20160306_121909

Gorąco polecam.

Mamuśka